08.01.2012

Sobota, zmiana h3 - czyli pary mieszane a sprawa polska

Że Polki piękne i nadobne są, wiadomo od czasów Wandy, co Niemca nie chciała. Że Polacy do najurodziwszych nie należą, wiadomo od czasów Piasta Kołodzieja, który jak mniemam doszedł do praktycznego wniosku, że można zakryć swoją szpetotę wąsami i w ten sposób zapoczątkował tradycję, kontynuowaną do dziś dnia. Ta ogólnonarodowa prawda, ku mojemu smutkowi, znajduje nieustannie swoje potwierdzenie w Hostelu Butik. Często mianowicie przyjeżdżają do nas pary. Mamy sporo pokojów z łóżkami małżeńskimi, więc nie dziwota. Co jakiś czas, meldując takie sparowane gołąbeczki, tudzież biorąc czy dając im klucze doznaję lekkiej konsternacji, gdy na przykład po tym jak wygłaszam z trudem wypracowaną angielszczyzną do pana obcokrajowca wstępny elaborat dotyczący zasad panujących w hostelu, stojąca obok partnerka z uśmiechem na ustach oświadcza, że jest Polką i nie trzeba było się męczyć. Albo odwrotnie - nadaję po polsku, a tutaj pan prosi, żeby jeszcze raz, tylko tym razem tak, żeby i on zrozumiał. No właśnie. Bo z trzech możliwych sytuacji: a) on i ona Polacy, b) ona Polka, on obcokrajowiec, c) on Polak, ona zagraniczna, w grę wchodzą tylko dwie pierwsze. Zwracam oczy ku niebu więc i zapytuję: CZEMUŻ?! To już dla chłopa do Polski pojechać nie łaska? Chyba, że o żadnej łasce tu nie może być mowy, bo nie istnieje taka kategoria ontologiczna jak Polak-partner-zagranicznej-partnerki. Jakoś nie chce mi się wierzyć. Takie Angielki na przykład łagodnie mówiąc urodą nie grzeszą, podążając za dość słynną obserwacją któregoś z psychologów społecznych - bodajże Zimbardo, który zauważył że ludzie dobierają sobie partnerów z reguły na tym samym poziomie obiektywnie rozumianej urody - dla potomków Piasta Kołodzieja są więc jak znalazł. Chyba że tu działa inny czynnik - może Angielki by chciały, ale Polacy, rozpieszczeni widokami z rodzimych ulic, nawet nie spluną... Trudne zagadnienia. A jeśli dodać do tego układy inne niż heteroseksualne... Przychodzi mi na myśl w tym temacie jeszcze jedna kwestia, mianowicie dość mocno wciąż jeszcze zakorzeniony w europejskiej obyczajowości wzorzec, który to właśnie mężczyźnie każe być aktywnym podczas "miłosnych zachodów". Rycerz i księżniczka w wieży i te sprawy... Weźmy choćby piękne słowo 'absztyfikant'. Słyszał ktoś o absztyfikantce? Nie bardzo, nie? Nic to, Baśka, byleby z tego wszystkiego dzieciuków od groma było. Jakby co, to zostaną przy matce i przynajmniej jak dorosną będą płacić podatki w Polsce. Idę sprawdzić czy wszystkie double ładnie pościelone...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz