06.02.2012

Niedziela, zmiana h3 - czyli dżanitor w sajberspejsie albo polska język trudna język

Państwo Czytelnictwo wybaczy, że znowu o języku, ale sprawa tłumaczeń polsko-angielskich w pracy ciecia bardzo istotną jest, więc jeszcze chwilę poględzę. Dorwałem pracę współsiostry w cieciostwie K. Cztery bite stroniczki na temat jednej mojej notki. Tej. Ciężkie jest życie tłumacza. Niuanse, wieloznaczności, odwieczne pytania typu: być wiernym literze, czy duchowi tekstu... Twórcza praca, nie ma co. Taka świeckiej pamięci Szymborska bez swoich tłumaczy ceremonie wręczania Nagrody Nobla w telewizji by do końca życia oglądała, uhonorowanych kolegów podziwiając, sama nie doczekawszy wyróżnienia. Może doczekamy kiedyś rzeczywiście sprawnych elektronicznych translatorów, na razie jednak, rezygnując z pomocy żywego pośrednika musimy liczyć się z ryzykiem, że dajmy na to określenie "organy kościelne" zostanie przełożone na tajemnicze "bodies of the Church", a fraza " a im bardziej cholera widzimy, że cholera nie wystartowaliśmy sami" znajdzie uroczy odpowiednik "and the more shit we see that they do not shit we started". Oba przykłady wziąłem z tekstu, który Google Translate wypluło na wyjściu, po wklejeniu wspomnianej notki na wejściu. Tak więc polska język trudna język, jak mawiał mój pan od polskiego z liceum. Weźmy choćby tytułowego 'ciecia'. K. pisze:

Pojawiające się w notce określenie „cieć” sprawiło mi, nieoczekiwanie, duży problem. Jest to potoczne określenie oznaczające dozorcę czy stróża. Według Słownika Języka Polskiego również osobę pełniąca jakąś funkcję społeczną, której obrażanie jest modne w danym środowisku. Poszukiwania podobnego określenia w j. angielskim spełzły na niczym. Wydaje się, że nie istnieje wystarczająco rozpoznawalne, potoczne określenie o podobnym znaczeniu. Jedynym rozwiązaniem jest więc zamiana „ciecia” na neutralnego „receptionist” lub na dozorcę - „janitor”. O ile w zdaniu „ Przy okazji ciecie z Hostelu Butik poćwiczą (...)” nie wyrządza to dużej szkody tekstowi, o tyle w tytule blogu jest to kluczowe słowo, na którym opiera się cały rym. Jako, że „janitor” jest bliższy cieciowi, postanowiłam ten wyraz wykorzystać w tytule. Dla zachowania rymu postanowiłam dorzucić słowo „place” i sieć przetłumaczyć jako „cyberspace”. Całość wyglądałaby więc tak: „Janitor's place in cyberspace”.
Mnie pasi. Rymło się, a to ważne. K. przedstawiła w swoim tekście kilka tego typu problemów, przed którymi stanęła, tłumacząc moją notkę. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, postaram się wydębić od Niej pozwolenie na przesłanie na priva całej pracy. Na koniec - nie mogę sobie odmówić jednego, podsumowującego cytatu autorstwa K.  
Autor jest wykształconym humanistą i wpisy na jego blogu zawierają wiele elementów, które ten fakt potwierdzają. Rezygnacja z nich zniekształciłaby postać autora jako humanisty, Polaka i inteligenta, przebijającą spomiędzy linijek każdej notki.
Wzruszyłem się. Proszę, taka Szymborska nie jest wystarczająco polska, a Cieć - jest. Rafale Blechaczu, dajesz!