03.08.2011

Środa, zmiana h3 - czyli wyjście, które wyszło

Kilka dni temu, po raz pierwszy od czasu kiedy zostałem cieciem, pojawiła się na horyzoncie perspektywa wyjścia. Wyjścia do knajpy. Ma się rozumieć innego wyjścia ciecie nie mają, a i to, które mają - raz na ruski rok. Nie jest to bynajmniej żaden zarzut do zwierzchności, wręcz przeciwnie - sami sobie nie organizujemy częściej, to nie wychodzimy. I tylko grzejemy cieciowskie krzesła obrotowe. To nasze, butikowe jest zresztą dużo lepsze od lemonowego, każdy przenoszący się na zastępstwo tu lub tam recepcjonista to potwierdzi. No a dziś wyjście, że tak powiem, nam wyszło i z nieukrywaną przyjemnością - wprost proporcjonalną do ilości wypitych litrów - grzaliśmy magiczne ławy jednego z magicznych klubów Magicznego Miasta. Było fajnie (Menadżer stawiał). Trzeba to powtórzyć (Menadżer będzie nadal stawiał). Towarzyszyły nam trzy nowe siostry: dwie świeżynki praktycznie jeszcze nie obmyte z recepcjonistycznych wód płodowych (2-3 dni stażu), i jedna już z zaschniętym kikutem pępowiny (2 tygodnie). Lekko onieśmielone, zdystansowane, przysłuchujące się i dyskretnie obserwujące nasze przystolikowe poczynania. M. (kolega od pluskiew, ponad półroczny staż, skubany, coraz mniej takich, gdzie ten etos rocznika 2010...) najwyraźniej to zauważył i w akcie samokrytyki stwierdził, że nasze cieciowskie żarty są obiektywnie słabe i niezrozumiałe dla ogółu społeczeństwa. Chyba ma rację. Przykład. W pewnym momencie narodziła się idea jasna i prosta, jak potwierdzenie wpłaty zaliczki - trza coś zjeść. Menadżer zamówił pizzę. (Czy już wspominałem, że wyjście trzeba powtórzyć?) Kiedy czekaliśmy na dostawę, ktoś rzucił, że jak już pan przyjdzie, nie możemy zapomnieć o wzięciu faktury. I koniecznie trzeba sprawdzić, czy adres na druku jest poprawny. W sektorze weteranów cieciowego fachu rozbrzmiał sardoniczny śmiech. W sektorze świeżynek - cisza. Rozumiem je. Ponadto, by dopełnić obrazu nędzy i rozpaczy, okazało się, że M. ma w swoim wynajmowanym pokoju rozłożony na stałe namiot do spania, D. w trakcie imprezy handluje na sztuki papierosami M., a Menadżera na treningach boksu tajskiego już nie biją kobiety. Dręczony niepewnością, w sposobnej chwili zapytałem konfidencjonalnie świeżynek,czy nie jesteśmy przypadkiem dziwni. Odpowiedziały dyplomatycznie, że interesujący. I pewnie sympatyczni. Ciekawe, czy napisałyby to samo w opiniach na hostelworld.com.