30.06.2012

Sobota, zmiana h1 - czyli żadna praca nie hańbi

Ta wiadomość czekała na mnie dobre kilkanaście miesięcy. Teraz już wiem. Wy też wiedzcie. Jeśli myślicie, że załoga ho(s)telowa składa się tylko z takich ludzi jak recepcjoniści, pokojówki, kucharze, kelnerzy, boye, konserwatorzy czy konsjerże, to mylicie się grubo. Jak donosi portal news.com.au w londyńskim hotelu Holiday Inn istnieje stanowisko rozgrzewacza łóżek. Na specjalną prośbę pracownik ten, ubrany w specjalny kombinezon, na około pięć minut przed pójściem gościa spać wskakuje mu do łóżka. Potem oczywiście wychodzi i zamyka drzwi z drugiej strony. No chyba, że dostanie sowity napiwek... To jednak dopiero początek listy dziwnych hotelowych zawodów. Podróżując po świecie, możemy spotkać między innymi:
  • czytacza historii na dobranoc (Hotel Andaz w Londynie)
  • wróżkę, spełniającą romantyczne życzenia i odpowiedzialną "magiczne chwile" w hotelu (Barnsley Gardens Resort w USA)
  • odstraszacza ptaków, na pełny etat machającego flagą na hotelowym dziedzińcu (Rambagh Palace w Indiach)
  • sokolnika, strzegącego hotelowego basenu przed mewami (Four Seasons, Baltimore)
  • małpiarza, odstraszającego kradnące jedzenie małpy za pomocą procy (Amanbagh Resort, Indie)
  • asystent opalania, smarujący gościom plecy i dbający o równomierność ich opalenizny (Ritz-Carlton, Miami)
  • czyściciel monet, myjący drobne gości, by nie zabrudzało im rąk (Westin St. Francis, San Francisco) 
  • youtubera, nagrywający kilkudziesięciosekundowe filmiki z gośćmi w roli głównej, do których link mogą wysłać znajomym mailem jako pozdrowienia z wakacji (San Juan Marriott Resort, Puerto Rico).
Kto ma jakieś propozycje kolejnych zawodów?

28.06.2012

Czwartek, zmiana h3 - czyli stykówka 2

Nie ma nic bardziej wdzięcznego jak dobra koszulka na dobrą okazję. Również hostelową. Tutaj szczególnie jedna jest dobra. Naprawdę dobra. Do kupienia - 15 do 25 baksów plus koszty wysyłki.



26.06.2012

Wtorek, zmiana, h2 - czyli DJ Cieć prezentuje, część 6.

Poszperałem intensywnie i znalazłem kolejne okołoho(s)telowe kawałki muzyczne. Przygotujcie się na zmiany stylistyczne. Kto by pomyślał, że obiekt noclegowy może być tak "pojemną" inspiracją dla audiotwórców. Jedziemy.


Wdzięczny utwór. Ja to widzę tak: było fajnie, rozmaryn kwitł (miłość, wierność) i tulipan czerwony (namiętność), ale nie mogliśmy być już razem, więc będziemy o sobie pamiętać, dopóki okrutna proza życia nas nie pochłonie. No dobrze - gdzie tu hostel zapytacie, skoro tu ewidentnie obornikiem czuć? Ano bo ta pieśń została użyta w soundtracku horroru Eli'a Rotha pt. "Hostel 2", którego akcja dzieje się na Słowacji. Hm... ciekawe w jakiej scenie? Chyba obejrzę ten film.

Dj Maissouille, Hostel

Tak. Hardkorowe techno, ale dokładnie jakie - nie mam pojęcia. Nie wyznaję się na skomplikowanej nomenklaturze i złożonych podziałach gatunkowych muzyki elektronicznej. Z krakowsak zapodająć: tranceże to jest? Enyłej, utwór francuskiego DJ'a może przyprawić wielu o palpitację serca. I chyba właśnie o to chodziło. Jeśli ten kawałek traktuje o hostelu, to niechybnie musi być zapisem bardzo trudnej i obfitującej w wydarzenia nocy - intoksykacja, omamy słuchowe, totalny sajgon w dormie, apokaliptyczne chóry... I kto to wszystko posprząta? No kto? 

Motion Trio, Hostel


Tutaj hostel widziany jest przez zgoła inny obiektyw. Miejsce tajemnicze, mrocznie powykręcane, może trochę jak z "Lokatora" Polańskiego. Stara, odrapana kamienica, ciemna spirala klatki schodowej, paranoiczni sąsiedzi-dziwacy, garbaty cieć i właścicielka jedząca owady. Od razu słychać, że zespół pochodzi z Magicznego Miasta.



24.06.2012

Niedziela, zmiana h1 - czyli stykówka

Zagadka. Gdzie możemy spędzić czas w tak gustownie słitaśnych pokojach?





Twórcze odpowiedzi uprasza się przesyłać w komentarzach.

22.06.2012

Piątek, zmiana h2 - czyli summertime

Wszystkiego pięknego Państwu Czytelnictwu. Niech to będzie dobre lato.






21.06.2012

Czwartek, zmian h1 - czyli z dziejów pewnego mejla

18 stycznia 2012 zlokalizowany przy słynnej nowojorskiej Madison Avenue, niedaleko Rockefeller Center i katerdry św. Patryka, hotel The New York Palace wysyła na wszystkie adresy zgromadzone w swojej 63-tysięcznej bazie kontaktów mejla zatytułowanego "Make Midtown Manhattan Your New Tear's Destination" z informacją o 15% rabacie dla gości rezerwujących mninimum dwudniowy pobyt w terminie do końca marca. Najniższa cena wyjściowa za noc od osoby wynosiła 254 dolary. Mail był zaprojektowany w stylu hotelowej strony domowej i, oprócz krótkiego opisu zachęcającego do świętowania "początku najlepszego roku Twojego życia" w niezatłoczonym przez turystów poświątecznym czasie, zawierał fragment wychwalający hotelowe i okoliczne atrakcje dostępne dla gości. Znajdował się w nim także link do systemu automatycznej rezerwacji noclegów. Mejl został wysłany, by zwiększyć liczbę rezerwacji w tradycyjnie nieobfitującym w gości fragmencie sezonu. Wysłanie mejla zaowocowało 50 rezerwacjami na 150 nocy, które dały dochód w wysokości 52850 dolarów, co przy 800 dolarowym koszcie sporządzenia i wysłania mejla (opłata dla agencji reklamowej) dało zwrot z inwestycji  wynoszący 6500 procent. Oraz nagrodę za Najlepszą Hotelową Wiadomość Mejlową Roku, przyznaną na konkursie 2012 Internet Advertising Competition przez The Web Marketing Association.

Ludzie, mejle piszcie,
bo mamona jedzie...

19.06.2012

Wtorek, zmiana h3 - czyli nietypowe ho(s)tele, część 5. albo kokon, kokon, hostel spoko

Nie wiem, czy nietypowy hostel który zaprezentuję za chwilę jest czynny, niestety nie znalazlem w sieci żadnej strony domowej obiektu. Za to wiele jest stron pokazujących jego ideę. Ja nazwałbym ją kempingiem pod dachem. Być może rzeczywistość zweryfikowała zamierzenia architektów i dlatego słuch o hostelu MiNO zaginął. Niemniej jednak myślę że w ramach gimnastyki myślenia warto skrobnąć parę słów o pomyśle zagospodarowania przestrzeni w nim zastosowanym. MiNO Hostel powstał jako adaptacja 520 metrowej części dawnej fabryki konopii (czy to było legalne,hihi?) znajdującej się w mieście Migliariono we włoskiej Ferrarze. Jedziemy więc według światowych trendów - jak mówią uczenie - rewitalizacji obiektów postindustrialnych. Fabryczka miała dwie kondygnacje, w tym jedną - górną - w postaci nieprzedzielonej żadnymi ściankami działowymi hali. Na dole zaprojektowano recepcję, kuchnię i tym podobne "facilities", na górze zaś... no właśnie. Na górze powstało swego rodzaju wielkie dormitorium, jednak nie zostało ono wypełnione łóżkami, ale swoistymi "kokonami" z półprześwitującego materiału, które mieszczą w sobie trzy łóżka. Powstała w ten sposób płynna przestrzeń z nie do końca wyraźnym podziałem na strefy - dla niektórych ta nieczytelność funkcji może być przeszkodą, dla innych - niekoniecznie. Jeśli szukacie intymności, spokoju i prywatności, to z pewnośćią MiNO Hostel nie jest propozycjhą dla Was. Jeśli jednak jesteście gotowi zaakceptować specyfike hostelowych noclegów, w których integracja jest ważniejsza niż wygoda, możecie docenić otwartość przestrzeni pomiędzy "kokonami" i wykorzystać ją w dowolny sposób. Oczywiście wraz ze świeżo poznanymi współmieszkańcami obiektu. Powstanie w ten sposób swoisty płynny common room, otaczający rozrzucone w nim wyspy snu. Dla mnie git. Pewnie nie dałbym tak rady przez dwa tygodnie, ale 2-3 nocki - czemu nie? Podoba mi się ta idea - podróżowanie po różnych hostelach daje mi możliwość spróbowania alternatywnych sposobów mieszkania, doświadczenia czegoś nowego, wypracowania odmiennych strategii bycia z ludźmi. Eksperyment na samym sobie. A oto wizualizacja i szkic poglądowy. Fotki tu.

A wieczorem zapraszamy na teatr cieni.

Ja, ja, ja! Chcę do jaja!



17.06.2012

Niedziela, zmiana h1 - czyli zjazd


Tyle było. To znaczy w meczu. Bo mnie wyszły cyfry 5 i 1 -  za Chiny Ludowe nie mogłem tego przypasować do niczego. W 51 minucie meczu patrzyłem w ekran tak usilnie, aż oczy łzawiły. Po meczu próbowałem nawet numerologicznie rozkminić imię i nazwisko strzelca bramki dla Czech: Petr rzeczywiście był piątką ale Jiracek okazał się trójką. Generalnie poracha na całym froncie. Tak wyglądałem około godziny 23 (fotka z fejsa):


A tyle się nabiedziłem, szyjąc sobie ten strój... Poza tym wróżyłem, głodziłem się, białym wierszem pisałem, obowiązki ciecia na dalszy plan z narażeniem życia odsunąłem... W hoście też nastroje minorowe, choć nie tak drastyczne jak moje, nawet Współbrat w Cieciostwie W. - znany miłośnik futbolu - przetrwał naszą kolejną porażkę w ważnej imprezie piłkarskiej w lepszym stanie. Gdyby Polacy wygrali, to przynajmniej mniejsza byłaby gorycz z powodu faktu, że magicznomiejskie obiekty noclegowe nie obłowiły się na euro w najmniejszej nawet części tak, jak było zapowiadane. A tak - pozostaje nam czekać. Odkujemy się za 20 lat, podczas zimowej olimpiady. Zaczęliśmy już nawet ćwiczyć do jednej z zimowych olimpijskich konkurecji. A jest nią zjazd.

15.06.2012

Piątek, zmiana h3 - czyli jeśli jutro wyjdą z grupy


Okej, teraz będzie grubo. Patos, etos, sedes i euro.

Jeśli jutro wyjdą z grupy


jeśli jutro wyjdą z grupy spróbuję
wybaczyć sobie wszystkie grzechy


spróbuję być lepszy
bardziej wyćwiczony
odzyskam miękkość w kroku
będzie inaczej
jeśli wyjdą z grupy jutro


siedząc nad strumieniem 
transmisji wideo 
stwierdzę znienacka dwie sprawy
że 
animacja buforowania obrazu dziwnie przypomina 
węża którego starożytni nazywali Uroboros
tak koniec jest początkiem
i że
właściwie już wczoraj
nie miałem ci za złe że
zrobiłem ci krzywdę


to prawda
do pierwszej połowy przetrenowałem
wyrzuty sumienia z autu
teraz jednak jest po przerwie i 
kiwam się jak chcę 
włączam riplej jak Ronaldo sprawdzam czy mimo zastosowania brutalnego wślizgu
ułożenie mojej fryzury 
zadowoli aktualnych sponsorów ligi w której gram
a są nimi
punkt regeneracji tonerów Świat Druku
hurtownia odzieży roboczej Zbych
i panna Monika z Osiedla Piastów


moja nieoczekiwana interwencja była warta słownej reprymendy
ale arbiter milczy albo zaspał


za to jutro po grze
ruch samochodowy załopocze na światłach w rytm koko spoko jak biało czerwony żaglowiec na                                                                                                                                            czeskim festiwalu szantowym 
husaria w klapkach i uziemionych skarpetkach wyruszy w trasę po okolicznych ławkach i                                                                                                                                                                      przystankach
wyciągi orczykowe ruszą ze zgrzytem w kierunku nieba
Zimoch zaszczytuje po gwizdku
nikt z nas koledzy nie poleci tak jak on
nikt nie wyrwie z jam ciała tej pieśni szczęścia
pieśni prostaty pieśni zwieraczy pieśni skurczu łydek
pieśni ścięgien Achillesa pieśni patosu pieśni kotku dziś nie wróciłem pijany pieśni proszę zostań ze mną jeszcze chwilę pieśni przebaczonych win


byłem swoim napastnikiem byłem obrońcą pomocnikiem leżałem w bramce byłem trenerem zbiegałem z trybun do szatni wybierałem nieszczęsny czy szczęsny tytoń czy jabłko szczęsny czy tytoń


jeśli jutro wyjdą z grupy spróbuję
wybaczyć sobie wszystkie grzechy



PS
Wcale się nie pomyliłem we wróżeniu w poprzedniej notce. Wywróżyłem liczbę fauli popełnionych przez Polaków. Ni mniej ni więcej, tylko 12 ich było. Kurde, ja naprawdę chyba mam moc, ciekawe co zoboaczę w dzień meczu z Czechami...

12.06.2012

Wtorek, zmiana h1 - czyli kropki-kreski ciąg dalszy

Nie jadłem dziś śniadania, żeby być na czczo i ogólnie umartwić się nieco. Nie podjadałem nawet nic z szafki z hostelowym jedzeniem. Żadnej drożdżówki, żadnego chleba z serem żółtym, ani jednej kulki czekoladowych płatków, nawet hostelowej kawy nie piłem. Skąd to poświęcenie, zapyta Państwo Czytelnictwo? Ano przed wróżeniem z mapki. Pomyślałem, że to mi ułatwi przepływ wewnętrznej energii czi do centrum życiodajnej siły, które znajduje się... ekhm... pod blatem lady recepcyjnej. Liczyłem, że z centrum energia zahaczy jeszcze o parę miejsc, wpadnie na moment na Wawel, żeby pozdrowić znajdujący się tam czakram, po czym wróci do mnie i wpłynie przez lewą dziurkę w nosie do mózgu, gdzie rozpadnie się na tysiąc kawałeczków i pobudzi moje neurony odpowiedzialne za interpretacje obrazów, gdy będę wgapiał się w plan Magicznego Miasta. Kurcze, nie wiem, trochę chyba nie zadziałało, bo wyszło mi to:


Są trzy możliwości:
1. przerżniemy 12 do zera
2. wygramy 12 do zera
3. będzie 1:2 dla nas (bo duża cyfra to Polska, tak czułem przy meczu z Grecją, zresztą to właśnie Polsce zawdzięczam najwięcej, więc i liczba musi być duża).

Trzecia możliwość jest najbardziej realna. Choć i tak mało realna. Będzie dobrze?


10.06.2012

Niedziela, zmiana h2 - czyli krwawe żniwa

Ha! I co? Wywróżyłem!!! 1:1!


Zawsze wiedziałem, że jestem wyjątkowy, przeznaczony do czegoś ważnego. Przypomniało mi się, jak Mama powiedziała mi, gdy miałem 5 dni, iż ma przeczucie, że będę kimś wielkim - potężnym Cieciem, który zmieni równowagę sił w światowej branży turystycznej... Okej, dość chełpienia się, bo skończę jak ten gość:


Szyldy i szeroko pojęte reklamy w przestrzeni publicznej. Syfu ci u nas w tym temacie co niemiara. Chaos, estetyczny analfabetyzm, źle pojęte zagadnienie własności prywatnej. A wystarczyło przykładać się w podstawówce także na lekcjach plastyki, nie tylko na matematyce. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby taki Paryż czy inny Rzym był w Polsce. Pewnie to. Magiczne miasto było w Polsce od zawsze i jeden dzień dłużej i wreszcie doczekało się jakichś bardziej stanowczych ruchów w powyższym temacie. Magicznomiejska Starówka pół roku temu jako pierwsza w kraju została ogłoszona Parkiem Kulturowym, w którym obowiązują ścisłe wytyczne dotyczące estetyki ulic. Okres karencji minął i zaczęły się mandatowe żniwa. Kosić, panowie strażnicy, bo turysty się z nas śmieją!

08.06.2012

Piątek, zmiana h1 - czyli kropka, kreska, kropka, kreska...

To dziś. Dzień próby. Albo Sarmaci albo Hoplici. Albo słowiańskie trumny albo greckie kolumny. Albo obrona Częstochowy albo Termopile. Albo... Enyłej, zaznaczyłem sobie na mapce miejsca, w których znajdują się hotele trzech reprezentacji mieszkających w Magicznym Mieście oraz lokalizacje trzech stadionów, na których trenują. Plus Hostel Butik. Wyszło tak:


Pięknie, wszędzie blisko, włącznie z Włochami w Wieliczce (spod hosta jest bezpośredni autobus miejski) i Anglikami w Hucie (prawie spod hosta jest bezpośredni tramwaj). I miałem już właśnie zamknąć okno programu graficznego, gdy nagle coś mnie tknęło. Wpatrywać się zacząłem w mapkę intensywnie, oczy mrużyć, mamrotać coś pod nosem i po chwili ZOBACZYŁEM WYNIK. Zaprawdę, powiadam Wam, OTO ON:


1:1. Dla nas oczywiście ta większa jedynka. Będzie dobrze.

06.06.2012

Środa, zmiana h1 - czyli nie lada lada

Nie tylko okołostadionowymi sprawami człowiek żyje, zresztą na nadchodzącym piłkarskim turnieju i tak niczego wielkiego nie zwojujemy, za to zwojowaliśmy w innej dziedzinie. Dizajnie mianowicie. I to coś jakby mistrzostwo świata. A właściwe... sześć mistrzostw. Albo sześć czerwonych kropek. Nagrody Red Dot Design Awards, przyznawane są od 1955 roku w Design Zentrum Nordrhein Westfalen w Essen i uznawane są na całym świecie jako jedne z najbardziej prestiżowych w dziedzinie wzornictwa przemysłowego. Polscy projektanci od pewnwego czasu całkiem regularnie otrzymują laury w tym międzynarodowym konkursie. W tym roku nagrodzono: piekarnik, fotel, ssak chirurgiczny,  pieczątki, zestaw prysznicowy oraz recepcyjną ladę Zig-Zag. I już wiecie dlaczego o tym piszę. Lada piękna jest jak szuwary o świcie, podświetlana ledowo, zmieniać kolory może, modyfikować i dostosowywać do swoich potrzeb się ją da. Tak wygląda:


Wszystko ma, ergonomia jest, flaszkę się da schować pod spodem - cacy. Dzwonimy do producenta, firmy MDD z Sępólna Krajeńskiego.

Poproszę taką do hosta. Taką jak na początku filmu, tak. Ile to będzie razem? Policzmy:
- dwa te takie fronty piękne szuwarowe: 16100 PLN, acha ale to są takie z białą świetlówką tylko, a ja dyskotekę chciałem, więc to będzie 18600 PLN, czemu tak drogo, a bo to z metalu, acha, no tak, jasne
- te boczki żeby mi nie zaglądali: 345 PLN
- nogi pod blat: 345 PLN
- sam blat razy dwa: 490 PLN
- te tam takie te, żeby mi się kable od kompa i ładowarki nie plątały: 250 PLN
RAZEM: 20030 PLN.
A rabat jakiś da radę? 30 zł? A to super, no tak, będzie okrągłe 20 kawałków spuer, nie będzie wydawaniem reszty kłopotu...


Dwadzieścia tysięcy za ladę. To ja idę do Biedronki. Tam też mają kropki. I Błaszczykowskiego.

04.06.2012

Poniedziałek, zmiana h1 - czyli przychodzi Anglik do hostelu

Wczoraj w telewizorze pokazali słynny reportaż angielskiej państwowej telewizji pt. "Stadiony nienawiści". Wiadomo o jaką nienawiść i czyje stadiony chodzi. Kto czyta tego bloga, ten wie, że Cieciowa opinia na temat kibolskiego antysemityzmu w Polsce ogólnie, a Magicznym Mieście szczególnie, jest jednoznaczna, jednak przyznać muszę, że brytyjski dokument rzeczywiście wydał mi się tendencyjny. Z tej okazji krótka scenka rodzajowa.

Przychodzi Anglik do hostelu.
Anglik: Bardzo u Was miło, czy można jeszcze przedłużyć pobyt?
Recepcjonista: Niestety, wszystkie miejsca na dzisiejszą noc są już zajęte.
Anglik: Na pewno nic się nie da zrobić?
Recepcjonista: Może BBC pana przygarnie na dostawkę, zarezerwowali podłogę w piwnicy.
Anglik: ???
Recepcjonista: Szukają tematu.

Po pobycie w piwnicy Hostelu Butik BBC
nie wróciło już na antenę.

02.06.2012

Sobota, zmiana h2 - czyli tłumnie

Magiczne Miasto miastem tłumów jest. To właśnie ten fakt zainspirował Grzegorza Turnaua do stworzenia pieśni ze słynnym refrenem "zwieść cię może ciągnący ulicami tłum". Bo w w Magicznym Mieście a to papież na Błoniach...



a to pogrzeb prezydenta... 


a to kolejki po zapiekanki na pl. Nowym...


czy po lody na ul. Starowiślnej... 



Zwariować można. Wszystkie te tłumy podejrzane i niosące zagrożenie niczym, nie przymierzając, grupowa rezerwacja. Niech się uspokoją, niech nie histeryzują. Parafrazując Turnaua: "i tak wszystko ch...". A tym razem znowu... Magiczne Miasto, nieutulone w żalu z powodu nieprzyznania mu tytułu Miasta Gospodarza Euro, dostało na osłodę trzy otwarte treningi mieszkających w nim reprezentacji Anglii, Holandii i Włoch. Darmowe. Chęć zobaczenia na własne oczy gwiazd europejskiego futbolu wyraziła więc spodziewanie duża liczba osób. To znaczy - spodziewanie dla wszystkich, tylko nie dla organizatorów. I skończyło się tak:    



Może gdyby im Turnau zagrał, to by im było lżej?





31.05.2012

Czwartek, zmiana h1 - czyli 0'25"

Ćwierć minuty bolesnej prawdy o hostelach w kreskówkowym amerykańskim wydaniu, czyli znakomity Family Guy i jedna z jego słynnych retrospekcji (tłumaczenie moje).



PETER GRIFFIN   Cześć, poproszę pokój, najlepiej taki w którym będę musiał spać z moim plecakiem przytwierdzonym do ciała taśmą klejącą.
CIEĆ   Mamy taki, w którym jacyś włoscy backpackersi porozkładali wszystkie swoje ubrania na każdym łóżku.
PETER GRIFFIN   Doskonale. Czy moi współspacze będą cały czas rozmawiać o mnie w obcym języku?
CIEĆ   Tak, będą, proszę pana.
PETER GRIFFIN   Świetnie. Zamierzam odbierać u was swoją pocztę i chciałbym posiedzieć w tej przegródce przez cztery lata. Acha, przy jakiej ulicy jest czynna łazienka?  


Swoją drogą - stary ten recepcjonista. Prawie tak jak ja ;)

30.05.2012

Środa, zmiana h1 - czyli csíz!




Nie, to nie jest załoga Hostelu Butik. To nasi bratankowie z budapesztańskiego Grandio Party Hostel. Wrzucili to na fejsa wspominanego już kiedyś przeze mnie HostelWorkera. Skandal. Hańba. Grzech ciężki. Zwróćcie uwagę, że na tym zdjęciu nikt się nie uśmiecha. A przecież w hostelach uśmiechamy się cały czas, bo hostele są cool i my w hostelach też jesteśmy cool i to bycie cool też jest cool... Powiedzcie cziiiiz! Mondjátok, hogy "csíz"!

29.05.2012

Wtorek, zmiana h1 - czyli piłka w tyle

Najsłynniejsza w ostatnich dniach mieszkanka Magicznego Miasta, słonica Citta, wytypowana do przewidywania wyników meczów na Euro 2012, w zeszłą środę około godz. 9 (jak donosiły media) pokazała wszystkim, że można mieć piłkę nożną w... tyle i przeżyć. Nie było jednak łatwo, kto nie wierzy, niech zerknie na zdjęcia tego, co zostało z nieszczęsnej futbolówki, po zakończeniu podróży we wnętrzu słonicy. Nadwislański gród najwyraźniej wyciągnął wnioski z tego wydarzenia i przewidując, że osobników z podobnym stosunkiem do piłki nożnej może być więcej, wydał bowiem (jak donoszą media) specjalny przewodnik po zabytkach, luksusowych butikach, knajpach i klubach, przeznaczony dla Wifes And Girlfriends przyjeżdżających do Magicznego Miasta piłkarzy Anglii, Holandii i Włoch, zwanych z angielska WAGs. A WAGs z grubsza także mają futbol w tyle. Inna sprawa, że z reguły dużo atrakcyjniejszym niż tył słonicy, bo jak wiadomo partnerki futbolistów muszą reprezentować sobą coś więcej niż średnia krajowa. Egzemplarzy przewodnika ma być około 3 tysiące, wnioskuję więc, że będą mogły z niego skorzystać nie tylko WAGs, ale i wszystkie inne ludzie zmuszeni przez swoje drugie połowy do uczestniczenia w piłkarskim święcie. A jak nazwać polskie WAGs? Oczywiście ŻIDy, czyli Żony I Dziewczyny. Pasuje jak ulał do polskich stadionów. A żeby pasował jeszcze bardziej proponuję wersję rozszerzoną tej nazwy, która brzmi: Żony Y Dziewczyny Zawodników Idących Do Ojro Grupowo Antycypując Zupełny Upadek. Akronim odczytajcie już jednak sami.

27.05.2012

Niedziela, zmiana h3 - czyli oł jea!!!

Zaiste, oł jea. Panie i Panowie, Łodeszot Studio Filmowe ma zaszczyt zaprezentować Państwu powstały w ciągu 48 godzin film krótkometrażowy pt. "Pończocha", reprezentujący kategorię mockumentary - zdobywcę nagrody specjalnej jury za nowatorski język filmowy oraz nagrody za najlepszą rolę żęńską dla Leny Schimscheiner na krakowskiej edycji The 48 Hour Film Project Festival. Dziękujemy Bogu oraz Hostelowi Butik za umożliwienie nam poznania się, bez którego nie popełnilibyśmy poniższej produkcji. Jednocześnie ostrzegamy - to nie jest nasze ostatnie słowo...



23.05.2012

Środa, zmiana h2 - czyli DJ Cieć prezentuje, część 5. albo tymczasem

Odreagowuję nadal weekendowe emocje. Pomyślałem, że upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu i zapodam notkę muzyczną, która pozwoli mi głębiej wejść w medytacyjny nastrój ciepłego majowego wieczora. Do tego celu w sam raz nada się album Moby'ego pt. Hotel, a ściślej mówiąc jego drugi, mniej znany i mniej przebojowy dodatkowy dysk Hotel:Ambient, dodawany do pierwszych egzemplarzy "właściwego" longpleja. Rzecz z 2005 roku, a więc już wiekowa.

Moby - Swear

Od kiedy usłyszałem prekursora gatunku, słynne Music for Aiports Briana Eno, stałem się fanem ambientowych pejzaży. Ambient jest postrzegany jako muzyka tła, muzyka która powinna towarzyszyć człowiekowi w jego codziennych czynnościach. Dlatego jest mocno związana ze specyficznym charakterem miejsca, w którym jest prezentowana. Powinna funkcjonować w określonej przestrzeni i docierać do odbiorcy na poziomie podświadomości. Podobno Eno wymyślił ambient podczas przymusowego kilkugodzinnego pobytu na jednym z niemieckich lotnisk, zauważywszy jak nerwowa atmosfera panuje w terminalu. Jego album miał wprowadzać w przestrzeń lotniska delikatny, spokojny rytm i oddawać atmosferę odlotu, łączyć w sobie poczucie tymczasowości i ponadczasowości.

Moby - Homeward Angel 


Właśnie. Ambient świetnie sprawdza się w miejscach, które przejawiają te niejednoznaczną jakość, gromadzą ludzi tylko na krótki czas, zagęszczają w jednym miejscu indywidualne ludzkie losy, by potem rozproszyć je w różnych kierunkach. Takimi miejscami sa na przykład: dworce, stacje benzynowe, czy wreszcie... hotele. Kto oglądał Między słowami Sophii Coppoli, będzie wiedział o co chodzi.

Moby - Aerial

Oddajmy głos Moby'emu (tłumaczenie moje): Tytuł Hotel jest zainspirowany głownie ideą tymczasowości, zwłaszcza tymczasowyości międzyludzkich relacji. Być może znane wam jest doświadczenie znalezienia się w relacji, która jest pełna ciepła i miłości oraz szacunku i przyciągania, ale która pod koniec dnia -przestanie działać? Jesteście w relacji, ale wiecie, że będziecie musieli odejść. I świadomość tej tymczasowości czyni ciepło i intymność jeszcze silniejszymi i bardziej intensywnymi. Wszystko w naszych życiach jest tymczasowe, włącznie z samym życiem, oczywiście. (...) Zatrzymujemy się w hotelach na krótki czas. Są one miejscami w których żyjemy, ale nie są naszymi domami.

Na koniec coś, co znamy. Właśnie z płyty Hotel. Miłych podrózy!

Moby - In This World

21.05.2012

Poniedziałek, zmiana h2 - czyli po akcji...

Dżizas, jestem wykończony. Chodzi oczywiście o film. 7 minut i 21 sekund, włączając napisy. A żeby tyle powstało- dwa dni praktycznie bez zmrużenia oka. Nie spałem z piątku na sobotę w ogóle. Z soboty na niedzielę - 15 minut. Dopiero dzisiejszej nocy normalnie. Oczywiście oprócz tego cała sobota i niedziela na najwyższych obrotach. Ale dopięlismy swego, oczywiście nie bez przygód. Wylosowaliśmy dość szczęśliwie, bo dostaliśmy gatunek, którego nazwa brzmi z angielska "mockumentary". Formuła fałszywego dokumentu wydała nam się stosunkowo pociągająca i - co ważne - okazała się bardzo pojemna, jeśli chodzi o możliwości wrzucenia w jej ramy różnych opowieści. Może być przecież dokument, który jest jednocześnie np. horrorem albo parodią telewizyjnego programu na żywo, lub też powiedzmy filmem historycznym. Pewne było to, że bohaterem miał być Korfanty Szpak, notariusz (bądź jego żeńska wersja Katarzyna), rekwizytem - latarka, a kwestia do wypowiedzenia brzmiała: Odpuść, dlaczego tak kurczowo się trzymasz? Nie powiem, jaką historię wymyśliliśmy, zdradzę tylko, że efektem jest swoiste dokumentalne kino drogi. Ze słodko-gorzkim finałem.  W hostelu nie kręciliśmy, dług organizatorom spłaciliśmy 15-sekundową sceną na magicznomiejskim Rynku Głównym. Za to matematycznie rzecz ujmując butikowo-lemonowa załoga stanowiła 40 procent z 10-osobowej ekipy, tworzącej film. Nadmieńmy, że niezwykle wazne 40 procent ;) Teraz czekamy na wyniki, które już w najbliższą sobotę. Jak stwierdził Współbrat w Cieciostwie K. - "cholera, to się ogląda", więc może i jury tak stwierdzi. A jest ono nie byle jakie: reżyserka Pręg Senności Magdalena Piekorz, producent Łukasz Dzięcioł i aktor (m.in. Dług) Robert Gonera. Nie puszczajcie jeszcze kciuków.

17.05.2012

Środa, zmiana h1 - czyli akcja!

Jeśli myślicie, że za recepcyjnymi ladami hosteli Magicznego Miasta siedzą życiowi nieudacznicy - to może... macie rację. Ale tylko częściową. Bo nawet jeśli - to są to nieudacznicy z potencjałem. Na przykład twórczym. Cholera, hosty naprawdę jednoczą ciekawych ludzi. Robimy film. Krótkometrażowy - ale film. My, czyli ekipa złożona z kilku wyjątkowych osób, które poznałem w trakcie mojej już niemal dwuletniej pracy w recepcji hostelu Lemon i Hostelu Butik. Mamy menadżera, który pracuje w korporacji umie organizować sprawy, mamy kogoś po reżyserii teatralnej, który onegdaj wymiatał w offowym teatrze daleko stąd, mamy gościa po teorii muzyki, który jest autorem pierwszej w Polsce pracy o... szumie i uwielbia Valerego Gergieva, mamy człowieka, który był współautorem pierwszego w polsce lipduba... I mamy zadanie - The 48 Hour Film Project, festiwal który od 10 lat odbywa się przez cały rok w różnych miastach świata, a w tym roku po raz pierwszy zawitał do Magicznego Miasta. Idea jest prosta. Zbiera się ekipę, organizuje się sprzęt, szuka aktorów, przygotowuje organizacyjnie i mentalnie. Jutro o godz 18 w magicznomiejskim klubie Fabryka spotyka się ponad 30 zgłoszonych grup, które otrzymują wytyczne: nazwisko i zawód bohatera filmu, rekwizyt który musi pojawić się na ekranie, kwestię, która musi być wypowiedziana przez którąś z postaci oraz gatunek filmowy. Dodatkowy warunek - filom musi choć po części "dziać się" w Magicznym Mieście. Reszta należy do nas: w ciągu 48 godzin musimy wymyślić scenariusz, zorganizować produkcję, nakręcić, zmontować, udźwiękowić i dostarczyć do Fabryki (do niedzieli wieczór) gotowy 7-minutowy film. 26 maja ogłoszenie wyników. Szczegóły na www.48hfpkrakow.pl. Będzie się działo. Trzymajcie kciuki! A teraz spadam na casting...

16.05.2012

Środa, zmiana h1 - czyli rocznicowo, hostelowo

Wczoraj minęła 138 rocznica urodzin Richarda Schirrmanna, założyciela pierwszego schroniska młodzieżowego na świecie. Schirrman był pruskim nauczycielem, urodził się we wsi Grunenfeld, która obecnie znajduje się w granicach Polski, w województwie warmińsko-mazurskim i nosi nazwę Gronówko. Pracował w Gelsenkirchen. Był miłośnikiem wycieczek i często zabierał swoich uczniów na różne wypady, czym podobno naraził się lokalnym szkolnym władzom i w 1903 roku został przeniesiony do miejscowości Altena na zachodzie Niemiec. Tam jednak kontynuował swoją pasję. Podczas jednej z wypraw jego grupę zaskoczyło załamanie pogody i musiała schronić się na noc w pobliskiej szkole. To wydarzenie zainspirowało go do rozpoczęcia pracy nad stworzeniem niedrogiego obiektu noclegowego, który mógłby służyć młodzieżowym grupom. W 1912 roku (równo sto lat temu!) zebrawszy odpowiednie fundusze, otworzył schronisko w zamku w Altena. Ktoś mógłby pomyśleć: nic wielkiego, ale trzeba pamiętać o czasach, w których się to działo. Schirrmann szedł pod prąd ówczesnej obyczajowości - pomysł żeby młodzi ludzie mogli swobodnie podróżować, spotykać się, nocować w wieloosobowych pokojach koedukacyjnych był niezwykle śmiały w epoce mieszczańskich konwenansów. Kolejne schroniska zakładane przez Schirrmanna były powiązane z ideologią Niemieckiego Ruchu Młodzieżowego, którego zadaniem była między innymi opieka nad biedną miejską młodzieżą i umożliwienie jej kontaktu z przyrodą i czystym środowiskiem oraz nauka odpowiedzialności i socjalizacja. Młodzi goście mieli sami opiekować się zajmowanym przez siebie schroniskiem, sprzątać, rąbać drewno, prać po sobie itp.
Idea Schirmanna prędko zyskała uznanie w innych częściach świata i w 1932 pod jego przewodnictwem powstała Międzynarodowa Federacja Schronisk Młodzieżowych (International Youth Hostel Federation). Członkiem-założycielem organizacji była także Polska. Współczesne hostele są swoistą kontynuacją Schirrmannowskich schronisk, oczywiście dużo bardziej skomercjalizowaną. Ale rdzeń pozostał ten sam: integracja, niski koszt, nieformalna atmosfera, pokoje wieloosobowe, wspólne kuchnie, klimat "turystycznej przygody"... No i ciecie, oczywiście.

Pan Schirrmann właśnie zaczyna ziewać pod wpływem
mojej notki. Za chwilę wyjdzie z kadru, żeby
zdrzemnąć się w dormie.


14.05.2012

Poniedziałek, zmiana h3 - czyli przychodzi Niesiołowski do hostelu

Głęboko poruszony wydarzeniami z piątkowej blokady sejmu, pozwalam sobie umieścić niepoprawną politycznie scenkę rodzajową poniższego kształtu:

Przychodzi Stefan Niesiołowski do hostelu:
- Czym mogę służyć?
- Won stąd.

Prof. Stefan Niesiołowski wychodzi ze szpitala
po rekonwalescencji, którą musiał przebyć w wyniku
wydarzeń w jednym z krakowskich hosteli.
Nie wnioskował o obdukcję.

12.05.2012

Sobota, zmiana h3 - czyli nietypowe ho(s)tele, część 4..

Tą razą obiekt noże nie tyle wybitnie nietypowy, co po prostu Cieciowi podobający się i zdecydowanie wyróżniający się w porównaniu z polskimi odpowiednikami. Mamy tu do czynienia z adaptacją około stuletniej kamienicy, zlokalizowanej w zabytkowym, pamiętającym jeszcze czasy Cesarstwa Rzymskiego, centrum chorwackiego Splitu. Tak więc warunki zbliżone do magicznomiejskich. Budynek funkcjonował przez jakiś czas jako duży sklep i - jak twierdzą właściciele - jego obecne wnętrze jest kombinacją japońskiego hotelu kapsułowego i domu towarowego. Mury zostały, wnętrze wypatroszono (zachowano tylko klatkę schodową) i wrzucono do niego labirynt 29 nieregularnych pokojów różnego typu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jaką kasę trzeba wyłożyć, żeby w tak spójny, przemyślany i kompleksowy sposób zaadaptować niemal 1500 metrów kwadratowych powierzchni. W dodatku w 100 dni.  Ważna uwaga - Goli&Bosi Hostel należy do kategorii design hoteli, albo inaczej hoteli butikowych (skąd ja znam tę nazwę...), czyli stosunkowo niewielkich obiektów, przeznaczonych dla bogatszych i bardziej wymagających gości, dla których priorytetową sprawą podczas pobytu jest oryginalny i atrakcyjny wystrój wnętrz, ciekawe koncepty aranżacyjne i fantastyczne projekty mebli. Jednym słowem - przeniesienie się w inny wymiar. W opisywanym przypadku - że tak to szumnie ujmę - wkraczamy do świata siarczanego minimalizmu, dominujący w hostelu żółty kolor jest bowiem nawiązaniem do koloru siarki, a Split podobno słynął w dawnych czasach z leczniczych siarczanych źródeł, w których można było zażywać kąpieli. Enyłej, nie ma siary - Goli&Bosi Hostel został wybrany drugim hostelem świata przez serwis VirtualTourist.com. cena za doubla z łazienką? Spieszcie się - w czerwcu 96 euro, potem już 110. A na zachętę zdjątko. Reszta tu.

Nie, to nie awaria klozetów, to tylko siarka.

10.05.2012

Czwartek, zmiana h1 - czyli 5 minut do kina

37. Gdynia Film Festival w toku, Cieć - ostatnio mocniej zainteresowany kinem (za kilka dni wyjaśnię dlaczego...) - czeka na sobotnią galę finałową, a tymczasem wczoraj Polski Instytut Sztuki Filmowej wręczył w trakcie imprezy swoje nagrody. Czemu o tym? Bo jedną z nich - nagrodę dla najlepszego polskiego kina minionego roku otrzymało kino z Magicznego Miasta! Nazywa się Centrum Kinowe Ars i ma status miejsca kultowego, które przynajmniej raz odwiedził chyba każdy szanujący się magicznomiejski konsument kultury. Moje najbardziej intensywne wspomnienie związane z Arsem to projekcja "Ukrytego" w reż. Michaela Haneke, która była jednym z najintensywniejszych przeżyć estetycznych w moim życiu. Odbyła się w sali "Sztuka", największej sali kompleksu i jednej z najstarszych sal kinowych w mieście, otwartej w 1916 roku. Czemu o tym? Bo - o ironio - mieszczące się w kamienicy przy ul. św. Jana 6 kino Ars walczy o przetrwanie. Pisał o tym nawet brytyjski The Guardian. Aby po zarządzonej w marcu przez właścicieli budynku drastycznej podwyżce czynszu mogło utrzymać się na rynku, musiało pozbyć się właśnie wspomnianej sali. Oby na tym się skończyło. Skoro o nagrodach mowa - warto w tym miejscu wspomnieć także o drugim magicznym staromiejskim kinie, Kinie Pod Baranami, które z kolei w 2008 roku zdobyło nagrodę sieci Europa Cinemas dla najlepszego kina w Europie. Ilekroć butikowy gość pyta mnie o ciekawe seanse filmowe, polecam mu Ars lub Pod Baranami, tym bardziej, że znajdują się 5 minut spacerkiem od naszego hosta.

08.05.2012

Wtorek, zmiana h3 - czyli friki, część 5. albo żałoba na ul.Rozrywka

Panie, się działo! Koleżeństwo cieciostwo doniosło mi, co następuje: ostatnio gościlismy w Hostelu Butik dziewięciu Szkotów, którzy przyjechali na tzw. stag party, czyli mówiąc po naszemu - wieczór kawalerski. Grupy stagów są w hostelach grupami specjalnej troski, gdyż mieszkańcy wysp to ludzie nie tylko dość krewcy ale i lubujący się w doświadczaniu egzystencjalnego dna, a jak wiadomo impreza kawalerska jest do tego świetną okazją. W Butiku jesteśmy otwarci na wszelkie formy spędzania pobytu w Magicznym Mieście, pod warunkiem, że podczas meldowania goście zdradzający ciągoty do upodlenia podadzą nam numer karty kredytowej, z której podczas wymeldowania będziemy mogli ściągnąć kwotę potrzebną na remont zdemolowanego pokoju. Plus prowizja. Tak więć przyjęliśmy Szkotów ciepło i serdecznie. Tym razem jednak dno okazało się podwójne. Otóż parę dniu przed przyjazdem Pana Młodego... rzuciła narzeczona. Bilety były już kupione a zaliczka - wpłacona, więc panowie postanowili nie odwoływać pobytu i wbić klina żałobie. Rozpoczęli - ma się rozumieć - już w hostelu, a potem udali się zygzakiem na miasto. Co działo się dalej - Bóg jeden raczy wiedzieć. Pewne jest jedno - przez całą zeszłą noc wracali pojedynczo, każdy o innej porze. Ostatni przybył o 7 rano w stanie uniemożliwiającym jakąkolwiek komunikację. Prawdopodobnie funkcjonował na poziomie jednokomórkowca - jedyne co był w stanie zrobić, to rozróżnić światło od ciemności. Po południu wrócili do życia i wtedy okazało się, że niedoszłego Pana Młodego nie ma wśród nich. Być może utonął we łzach żalu. Niepewność trwała stosunkowo krótko, bo około godziny 13 otrzymaliśmy telefon ze słynnej magicznomiejskiej izby wytrzeźwień (która, nomen omen, mieści się przy ul. Rozrywka). Okazało się, że leży u nich jakiś pijany Wyspiarz, który nie jest w stanie się wysłowić i nie ma przy sobie żadnych dokumentów. Jedyna wskazówka, którą znaleźli to karteczka z napisem plac Matejki 6, którą prawdopodobnie zapobiegawczo napisał dla przyszłego znalazcy, gdy jeszcze potrafił utrzymać długopis. po google'u do kłębka. Tak więc zguba się znalazła, acz nie była to tak radosna wiadomość, jak by się wydawało, bowiem ziomale byli przekonani, że delikwent jest "in prison" i pomimo usilnych tłumaczeń nie byli w stanie zrozumieć, na czym polega instytucja polskiej izby wytrzeźwień. W ostatecznej ostateczności wykupili kumpla za 250 peelenów i żyli długo i szczęśliwie.
Acha, żeby nie było, że tak bez puenty - oto morał: oczywiście wszystko przez kobiety.

06.05.2012

Niedziela, zmiana h2 - czyli w stepie szerokim

Pisałem pod koniec zeszłego miesiąca o ukraińskim sposobie załatwiania biznesowych spraw, no i trzy dni później walnęło w Dniepropietrowsku. Piszę o tym teraz, bo znalazłem fajną stronkę w sam raz dla eurodesperatów. Jeśli ktoś naprawdę, ale to naprawdę musi pojechać na Ukrainę, by przy okazji Euro 2012 spotkać się z oligarchami, Kozakami i cieniem Czarnobyla , tudzież zostać przypadkową ofiarą detonacji na przystanku autobusowym w stepie szerokim - niech chociaż nie buli szalonych pieniędzy za nocleg, tylko skorzysta z ofert publikowanych tu:

www.rooms4free.org.ua

04.05.2012

Piątek, zmiana h1 - czyli matura a nomenklatura

Siedzi sobie Wasz Cieciuchno na recepcji, a w tym samym czasie stado maturzystów skrobie maturę z polaka. Obgryzam paznokcie ze zdenerwowania i tonę w schizofrenicznym konflikcie: lepsza część mnie życzy młodzianom szczęścia, a gorsza - przeklina i liczy na jak najmnijszą zdawalność. Lepszej połowy nie muszę tłumaczyć, wytłumaczę sposób myślenia gorszej. Rzecz jest prosta. Im mniej zdanych matur, tym mniej kandydatów do wysiudania Ciecia z jego ciepłej posadki. Jak wiadomo bowiem, we współczesnej Polsce posiadanie matury jest konieczne, by mieć jakiekolwiek szanse na objęcie stanowiska ciecia. Właściwie bez zdanego egzaminu dojrzałości nie można już liczyć nawet na posadę sprzątacza. Proszę się nie śmiać. Nazwy zobowiązują. Osoba rozdająca na ulicy ulotki studium językowego jest zwana kolporterem materiałów reklamowych. Kogoś, kto zajmuje się wieczorami naganianiem klientów do magicznomiejskich knajp, poprzez wciskanie ludziom rabatowych kuponów nazywa się promotorem. Sprzątacz - tfu, konserwator powierzchni płaskich - poziomem wykształcenia powinien dostosować się do panującej nomenklatury. Gorsza połowa mnie jest podwójnie wkurzona, strzeliłem sobie bowiem w przysłowiową stopę, gdyż onegdaj na blogu umieściłem wpis o Teatrze Słowackiego i wystawionych w nim przez Wyspiańskiego mickiewiczowskich "Dziadach". Ze zdjęciem w dodatku. Jak pokazują bloggerowe statystyki od lipca zeszłego roku do dziś aż 34 osoby odwiedziły Zcieciawnecie, trafiając tu po wpisaniu taskich słów kluczowych jak "wielka improwizacja konrada" i "dziady wyspiański". Byli to zapewne szukający w sieci informacji maturzyści. Niechcący więc przyczyniłem się do zwiększenia poziomu ich przedegzaminacyjnej wiedzy. A może by tak w ramach dywersji zapodać jakiś fałszywy wpis, dajmy na to o Mrożku jako autorze "Pana Cogito", albo o tym, że oświecenie było przed barokiem?

01.05.2012

Wtorek, zmiana h2 - czyli szał uniesień

Jak cudnie jest w Magicznym Mieście podczas majówki. Brać studencka wybyła do domów i wróci z plecakami pełnymi wałówy dopiero za tydzień. Turystów - wcale nie tak dużo, jak by mogło być. W hostelach wciąż wolne miejsca. W tramwajach i w knajpach - także. Słońce zabija konie. Wawel nadal stoi. Wisła ciągle płynie. Krótkie spodenki na nogach i krótkie notki na blogu. Cieciowi odbija. Szał uniesień - w Sukiennicach i w przenośni. Przyjeżdżajcie do Butiku!

Władysław Podkowiński, Szał uniesień (1894),
Muzeum Narodowe w Krakowie.
Profetyczny obraz, zapowiadający centralne
wydarzenie magicznomiejskiego weekendu
majowego 2012, czyli śmierć dorożkarskiego
 konia w wyniku udaru słonecznego.
Naga kobieta jest oczywiście metaforą upału.

30.04.2012

Poniedziałek, zmiana h2 - czyli derby, derby i po derbach

Cieciuchno Wasz od lat już prawie ochnastu mieszka w okrytej niechlubną sławą robotniczej dzielnicy Magicznego Miasta, zwanej Nową Hutą. Dzielnica ta jest areną kibolskich porachunków trzech najważniejszych magicznomiejskich drużyn piłkarskich (Wisła, Cracovia, Hutnik), z których dwie (Wisła, Cracovia) grają obecnie w pierwszej lidze. Od dziś wiadomo już, że w przyszłym roku zagra tylko jedna. CRAXA, DZIWKO - DERBY BLISKO - to wiele mówiące wiślackie ostrzeżenie pojawiło się na nowohuckich murach kilka tygodni przed zapowiadaną na dziś 185. już (!) konfrontacją odwiecznych magicznomiejskich futbolowych wrogów. Groźba sprawdziła się - Wisła wygrała z Cracovią 1:0 i przyczyniła się do spadku swego oponenta z ekstraklasy. Szczerze mówiąc, Drodzy, Cieciowi ta Święta Wojna generalnie zwisa i powiewa - byleby tylko nie dostał z tej okazji w swoją inteligencką mordę, jak będzie wieczorem szedł przez miasto. I na tę właśnie okoliczność - ballada.


Nowohucianka


Szybko, przynieś pisadło!
Wejdźmy w poezji mokradło!
Niech sika po nogach stadło,
Rymuję lepiej niż radio.

Ziomale, Ziomalki,
To będzie zapis mej walki:
Epickie dżezy, spiralki,
Zygzaki, a także falki.

Wierzę! Tak! To się uda!
Czuję, jak buzuje wóda!
Dotknij, ach, proszę, tu uda
I usłysz pieśń Robin Hooda.

Skąd Kibole wracali?
Z nocnej wracali wycieczki…
Suka, co z nimi na smyczy,
Właśnie dostała cieczki,

Szli przez gęstwinę, przez knieje
W parku, tam, gdzieś w Nowej Hucie,
Szli chyba ze dwie godziny,
Stracili w piętach już czucie,

Gdy nagle, matko jedyna!
W krzakach cień jakiś majaczy!
Z Cracovii cień skurczysyna?
Ten pomiot kreci, sobaczy

Spojrzeniem brudnym k’nam łyska
Patrzy swym wzrokiem przewlekle,
Że cała przestrzeń boiska
Aż gore! Tak! My są w piekle!!!

Piwne wyziewy szatańskie,
Swąd czarnych blantów spalonych,
Strzykawki jakieś bezpańskie…
Czekają  w mieszkaniach żony

A my tu, tu, pod tym blokiem
Natknęliśmy się na zarazę!
Ta patrzy ciemnym swym okiem
Wyciąga Marii obrazek:

Ludu! Ach, ludu skażony!
Przestańcie grzeszyć, ja błagam!
Wyrzućcie z głów przetrąconych
Komercji brudny bałagan

Przestańcie słuchać Liroya!
Wywalcie precz AbraDaba!
Zapuśćcie Leśmiana, Boya!
Nie jedzcie przy tym kebaba!

Mickiewicz! Czy coś wam mówi
Nazwisko to zapomniane?
Czytajcie jego poezję
W noc, wieczór, w dzień i nad ranem!

A teraz idźcie w pokoju,
Odejdźcie, ach, ku świtaniu!
I pijcie z mądrości zdroju,
Krzyknjcie NIE rozpasaniu!

Tu przerwał, lecz róg trzymał.
W ciszy co nagle nastała
Zdało się słyszeć głos z Litwy…
Ach nie! To Wisła wracała!

Ziomale świeżą wiktorię
Z Cracovią śpiewem witali,
Pilnując, by trajektorii
Marszu im nie zakłócali

Żadni kibole Hutnika.
Błyszczały jak brzuch sputnika
Ich twarze zdrowiem nalane.
Krzyczeli: Z żadnym Szatanem

Nie przegra nasza wiślasta!
Wisła jest miszczem i basta!
Śmierć dawnym bohaterom,
Z Cracovią jeden – zero!

Pieśni tej zew zdziałał wiele,
Chór drugi więc: Przyjaciele!
Bracia, ziomale kochane,
Jeśli wygracie z Szatanem,

To kaman, tu się przyłączcie!
Od życia gościa odłączcie!
Bo nas mami literacko
Trza go, pierdnąć chłopy chwacko!

Tak się do nich odezwali
Ci co wcześniej tam już stali,
Gdy to tamci usłyszeli,
Wnet akcję ostrą zaczęli.

Aż się drzewa odchylały
Kiedy ziomy Diabła prały.
Miazga, miąższ z Szatana został,
Jeden ślad się tylko ostał

Lecz nie dojrzały Bulteriery,
Pitbule znaku na bruku.
Tak się zawzięli, tak się nadęli,
Spuszczając Biesowi kuku,

Że rozrywając go na strzępy,
Zadając śmiertelne męki,
Koszulkę zdarli 40 i 4
Studencki Festiwal Piosenki.

Do dziś więc pamięć o studencie,
Co za Szatana był wzięty,
Żyje na dzielni wśród młodzieży.
Wypalmy za niego z dwa skręty…

29.04.2012

Niedziela, zmiana h1 - czyli nie będzie Chińczyk pluł nam w łokieć

Nie jest dobrze, nie jest dobrze. W plebiscycie portalu naszemiasto.pl na najpiękniejszy plac Magicznego Miasta plac Matejki zajmuje dopiero 6. miejsce z 27-oma głosami. Ponieważ Cieć bardzo lubi internetowe głosowania, dają mu one bowiem złudzenie funkcjonowania we demokratycznej wspólnocie, ośmiela się zachęcić do klikania na wiadomy plac - jeśli nie ze względu na Ciecia, to przynajmniej ze względu na krew polskich i litewskich rycerzy, przelaną w grunwaldzkiej bitwie, której pomnik go zdobi. Wiem - w patos żem uderzył, ale cóż poradzę, nie mogę zignorować faktu, że plac Matejki patosem już na zawsze naznaczon będzie, bo to właśnie tutaj 15 lipca 1910 roku, podczas uroczystości odsłonięcia pomnika, po raz pierwszy wykonano publicznie Rotę! A to zobowiązuje. Do głosowania też. Przy okazji, fajny cytat ostatnio obił mi się o oczy. Antoni Słonimski w jednym ze swoich przedwojennych felietonów pisał o Rocie tak: "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz". Jest to dość minimalne jako program polityczny, oznacza to bowiem, że każdy inny może nam pluć w twarz, aby nie Niemiec, i że Niemiec też może pluć, aby nie w twarz. Daję mu swego prywatnego lajka. Nawet jeśli z punktu widzenia takiego zwykłego ciecia jak ja w sumie nie ma różnicy, czy Niemiec, czy inny Chińczyk i czy pluje w twarz, czy w łokieć. Albowiem kto w prawicy swej klucze do pomieszczeń w budynku dzierży, ten rzeczywistą władzę nad klientem posiada. A klient awanturujący się nie dostanie klucza i będzie spał na klatce schodowej. Weźcie to pod uwagę, klikając...

28.04.2012

Sobota, zmiana h2 - czyli one night in Cracow

I can feel it coming in the air tonight, oh Lord/ And I've been waiting for this moment for all my life, oh Lord - ta znana fraza z przeboju Philla Collinsa, w wykonaniu magicznomiejskich przekupek z targowiska na Starym Kleparzu, daje się dziś słyszeć co jakiś czas na placu Matejki. Powodem ich euforii jest elektryzująca i dodająca adrenaliny wiadomość o spodziewanym dzisiejszego wieczora przyjeździe do Magicznego Miasta niedawnego wykonawcy piosenki Collinsa, najsłynniejszego uchożercy świata - Mike'a Tysona.


Bestia Tyson została twarzą jednej z marek napojów energetycznych, produkowanej w znajdującym się tuż pod Magicznym Miastem Zabierzowie. To wielka sprawa, jesteśmy dumni i zaszczyceni, z tej dumy chce się nam kogoś pobić, a jak się nie uda, to chociaż rozpirzyć jakiś kosz na śmieci czy przystanek. Legendarny bokser przyleci na lotnisko w Balicach około godziny 17. Potem w kolumnie samochodów, eskortowanych przez policję, uda się na półgodzinne zwiedzanie typu Drive In. Zza szyby zobaczy m.in. Błonia i Wawel, dojedzie do Rynku, po którym zrobi rundkę, a następnie po podpisaniu kilku autografów zabunkruje się w hotelu The Bonerowski Palace (nazwa oryginalna). Podobnież wyjdzie też na chwilę na balkon, by skorzystawszy z magicznomiejskich wzorów z Franciszkańskiej 3, dokonać tygrysiego błogosławieństwa Urbi et Orbi. Oj, będzie się działo! Szczególnie po 22. Jeszcze nie wie co go czeka... Mike śpiewał niedawno o nocy w Bangkoku, jutro rano, wyjeżdżając zanuci pewnie, że one night in Cracow makes a hard man humble. A mieszkańcy Magicznego Miasta i tak nie kupią promowanego przez niego napoju dla leszczy. Oni wolą amfę.


27.04.2012

Piątek, zmiana h1 - czyli 5,5xKRK

Pięć powodów, dla których majówka w Magicznym Mieście (zwanym od niedawna KRK) wydaje się przednim pomysłem:

1. Bo 30.04 są DERBY Cracovia-Wisła
2. Bo nadal NIE oglądniesz Damy z łasiczką, więc nie będziesz musiał stać w cholernej kolejce 
3. Bo Prezydent Magicznego Miasta Jacek Majchrowski akurat na majówkę serdecznie NIE zaprasza, a on zaprasza na wszystko
4. Bo Magiczne Miasto to miasto na POZIOMIE
5. Bo będziesz TAM
No i naturalnie (last but not least):

5,5. Bo w Butiku są jeszcze wolne miejsca ;)

26.04.2012

Czwartek, zmiana h2 - czyli cztery litery

Od dobre kilka dni temu w Magicznym Mieście na placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego, znajdującym się koło Dworca Głównego, trzy minutki z Hostelu Butik, stoi wielka biała litera 'K'. Cieć, przechodząc często obok, nie sprawdziwszy, o co biega, sądził na początku, że to element nowej miejskiej kampanii promocyjnej, a ściślej mówiąc jakaś akcja, mająca na celu zapoznanie mieszkańców grodu z jego nowym systemem identyfikacji wizualnej. Głośno się zrobiło o owym systemie, gdyż autorzy jego koncepcji poczynili sobie nadzwyczaj radykalnie z szacowną nazwą Magicznego Miasta, skracając ją do trzech liter 'KRK', czym narazili się na krytykę przedstawicieli konserwatywnych środowisk. Bo logo tak szacownego miasta powinno być oczywiście nawiązywać do jego chlubnej przeszłości, a więc być pokryte patyną lub postrzępione, pisane czcionką szeryfową, najlepiej po łacinie i pachnieć manuskryptami. Nie twierdzę, że stare logo było złe, ale w większości porządnych bibliotek robi się co jakiś czas przerwę na wietrzenie. Poza tym teraz oba znaki będą funkcjonowały równolegle. KRK jest świeższe, nawiązuje do smsowego stylu i nakłuwa nieco balon magicznomiejskiego zadęcia. Speaking of patriotyzm. I wracając do tajemniczej litery "K". Okazało się, że jest ona elementem PR-u pewnego znanego koncernu elektronicznego. To nie była fajna wiadomość. Ale sama idea fajna. Otóż 'K' jest elementem słowa POLSKA. W kilku większych miastach naszego kraju znajdują się pozostałe litery tego pięknego wyrazu. Przechodnie mogą na nich czerwonym markerem wpisywać, za co kochają swój (lub nie swój) kraj. Potem gdzieś te litery popłyną, coś tam się z nimi stanie, bla bla bla, nieważne. Ważne dla mnie jest to, że koncept działa fajnym plastycznym skrótem. Litera jest wysoka, więc większość ludzi wpisuje się na jej dolnej połowie, w ten sposób nawarstwiająca się masa liter zlewa się w czerwoną plamę, co w połączeniu z białą górą daje efekt polskiej flagi. Dodatkowo - prosta acz nośna metafora: każdy ma swój charakter pisma, każdy jest niepowtarzalną osobą., Jesteś blisko - widzisz tylko swój wpis. Oddalasz się, zmieniasz perspektywę i dostrzegasz, że jesteś częścią czegoś większego, że te indywidualności tworzą społeczeństwo, tworzą naród. Piszę w smsie kiedy będziesz w krk i to 'krk' jest moim prywatnym Krk, miastem w którym upijam się i trzeźwieję, zakochuję i rozstaję, płaczę i śmieję się, pracuję i wypoczywam... Będzie git, Drodzy Patrioci. 

Na zdjęciu od lewej: rycerskie tarcze, lance, Barbakan, sukmany
bronowickich chłopów oraz torba na bagaż dziejowy.