09.07.2011

Sobota, zmiana h2 - czyli bierzcie i jedzcie

Sobotnie popołudnie. Obłożenie - na oko z 75%. Nie jest źle. Znaczy się - starczy na wypłaty dla załogi. Chyba, że goście zjedzą za dużo sera.

Na wspomnianym już zebraniu personelu Menadżer poruszył trudną i delikatną kwestię bufetu śniadaniowego. Przy okazji opisał zjawisko, które dla własnego użytku nazwałem efektem Synergii Apetytu Grupy (SAG). Najpierw wprowadzenie-dygresja. Uważny czytelnik być może dostrzegł, że w oficjalnym menu naszego hosta nie występują ani żółty ser, ani wędliny. Nie oznacza to wcale, że takowych nie serwujemy, są one jednak tzw. "miłym dodatkiem" do naszej śniadaniowej oferty. Nie widziałem jeszcze co prawda gościa, który powitałby choć cieniem uśmiechu wystawione na stole półmiski z serem i szynką, nie odczułem ani odrobiny ciepłych i serdecznych myśli, jakimi otaczać mieliby nasz przybytek goście na widok żółtej talii plastrów goudy czy edamskiego, tudzież krakowskiej suchej bądź sopockiej parzonej. Może nie czytają uważnie mejli z potwierdzeniem rezerwacji, w których piszemy co czekać będzie ich podniebienia między 8 a 10 rano, kiedy wystawiamy bufet na ich pastwę. Niech będzie, że to wina brutalnego konsumeryzmu, który wypaczył zachowania społeczeństwa i sprawił że przestało ono doceniać bonusy i zaczęło traktować je jako oczywistą oczywistość. A spożycie sera i szynki musi przecież cieć-recepcjonista kontrolować. W trakcie zebrania pomyślałem sobie, że może warto by opatrzyć rzeczone półmiski oprawionym w ramki napisem "MIŁY DODATEK", ale to chyba nie najlepszy pomysł. Coś jak kartka "ZBIERAM NA PIWO", którą często widujemy w dłoniach rozbrajająco szczerych osobników na ulicach Magicznego Miasta (i nie tylko). A dziś, robiąc sobie herbatę w hostelowej kuchni wpadłem na pomysł dużo subtelniejszego przekazu. Nad bufetem śniadaniowym powinien wisieć następujący tekst:

SERdecznie witamy na wliczonym w cenę śniadaniu, zjedzcie wszystko do ostatniej kruSZYNKI.

No, co? Mnie się podoba.

Miała być dygresja, a wyszła notka. Wobec tego o efekcie SAG - kiedy indziej.

2 komentarze:

  1. Taaaaak, hostelowe śniadania to klasyka sama w sobie. Albo są naprawdę w porządku na pełnym wypasie (jeśli właściciel chociaż raz był w normalniejszym kraju niż polska) albo jak właściciel żyła to płatki, mleko, chleb a najlepiej to żeby goście (te wredne głodomory) nawet chleba za dużo nie jedli hehe

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego, co wiem od osób, które mają porównanie, to śniadania w moim hostelu są akurat całkiem obfite. Czasem jednak grupa kilkudziesięciu chórzystów z Włoch może posiać spore spustoszenie.

    OdpowiedzUsuń