25.01.2012
Środa, zmiana h2 - czyli na straganie w dzień targowy
Gapcieć ze mnie, dopiero teraz przyuważyłem, że portal rezerwacyjny HostelBookers już pod koniec listopada opublikował zwycięzców konkursu na najlepsze przepisy hostelowej kuchni. Tosty a'la Boutique nic nie ugrały, ale mają tak zwany honorejbl menszyn w kategorii "vegetarian" łamane przez "breads and potatoes". HostelBookers się wykazał i na swoim blogu zamieścił fajnego pdfa z dziesięcioma najlepszymi przepisami - gotowego do druku, złożenia i - jak sugerują twórcy - umieszczenia w kieszeni. Poczułem się zainspirowany zamieszczonym tam przepisem na tuńczyka w... wodorostach. I nawet wiem, gdzie je zdobędę. W Magicznym Mieście, dosłownie minutkę drogi z Hostelu Butik, znajduje się wielowiekowy, kultowy plac targowy - Stary Kleparz. Jest jedną z atrakcji turystycznych, zachował specyficzny, właściwy tego typu miejscom klimat - sprawa to niebagatelna w dobie wszechpanoszących się galerii handlowych. Można tam kupić regionalne przysmaki - z pierwszej ręki! No i znaleźć, jedne z ostatnich już chyba, autentyczne, absolutnie niedyplomowane przekupki! Wodorosty też muszą tam mieć. Z Wisły. Pożywne i bogate w rozmaite nadprogramowe związki chemiczne. Kupię je u pana widocznego w 24. sekundzie poniższego filmu.
23.01.2012
Poniedziałek, zmiana h2 - czyli Youtube Hostel
Od kiedy kilka lat temu w jednym z tygodników, którego nazwy nie pomnę, przeczytałem artykuł o japońskich hotelach kapsułowych, czekałem aż ten minimalistyczny azjatycki wynalazek zawędruje pod strzechy polskich obiektów noclegowych. To, że właśnie japończycy wymyślili takie coś - nie zaskoczyło mnie kompletnie. Jeśli jakiś mieszkaniec kraju samurajów przyjażdza do naszego hosta, można być pewnym, że wykupi jeno pojedyncze łóżko w dormie, będzie jak ninja przemykał pod ścianami, pytał o pozwolenie w każdej błahej sprawie i dziękował za rzeczy, które podziekowań nie wymagają. Inna kultura, mniejszy indywidualizm, człowiek - trybik w maszynie, to i w tubie spać może. Dziś wyczytałem, że kapsuły pojawiły się niedawno we Wrocławiu. Przy okazji wyszło, że jest to już bodajże drugie miasto w Polsce, gdzie można się przespać w tubie. Od trzech lat można to bowiem czynić w jednym z warszawskich hosteli. Czym są tuby/kapsuły? Tym:
To znaczy tym są w Japonii. W Polsce są zrobione ze sklejki i zasłaniane roletą, względnie żaluzją z Ikeły. Matrix vs materacyx. Japonckie cacuszka mają klimę, telewizor w ścianie, są ergonomicznie obłe, oferują możliwość regulacji temperatury światła oraz czasu i tempa rozświetlania, tak aby imitować świtanie. Polskie... polskie są. I tyle. Stosunek cen rodzimych i zagranicznych noclegów oczywiście także jest odpowiedni. W kraju kwitnącego rzepaku bowiem koszt noclegu w tubie to ok 50 zł, natomiast w kraju kwitnącej wiśni - 400 jenów, czyli 17 peelenów za godzinę. No właśnie, bo tuby można wykupywać na godziny, na przykald w celu odbycia regeneracyjnej drzemki, po długim locie międzystrefowym dajmy na to. W Japonii podobno z hoteli tubowych (tubicznych?) korzystają często ichnie japiszony, które nie chcą tracić czasu na dojazdy do domu po 16-godzinnym dniu roboty.
Plus sprawy widzę taki: to niezła alternatywa dla zatłoczonego, przepoconego dormitorium, w którym koczująca ludność chcąc nie chcąc skazana jest na głębokie zaglądanie sobie w... oczy. A tuba to zawsze jakieś cztery ściany, oferuje intymność i namiastkę domu. Taka twojatuba, rzekłbym ;) Inna sprawa, że dormitorium, w którym zamiast piętrowych łóżek znajduje się kilkanaście klaustrofobicznych nisz, jakoś niebezpiecznie kojarzy mi się z tym:
tym:
lub tym:
Bo czy nie jest twojatuba swoistą formą słynnej Corbusierowskiej maszyny do mieszkania? Standaryzacja, homogenizacja, masowość, powtarzalność. Znak czasów. Ja stróż latarnik nadaję z mrówkowca, pisał Miron Białoszewski. Puk, puk, jesteś tam, sąsiedzie z tuby obok? Może śpiąc, przytulamy się policzkami do tej samej ściany, tylko każde z nas z drugiej strony?
![]() |
| 2012: odyseja hoteliczna. |
To znaczy tym są w Japonii. W Polsce są zrobione ze sklejki i zasłaniane roletą, względnie żaluzją z Ikeły. Matrix vs materacyx. Japonckie cacuszka mają klimę, telewizor w ścianie, są ergonomicznie obłe, oferują możliwość regulacji temperatury światła oraz czasu i tempa rozświetlania, tak aby imitować świtanie. Polskie... polskie są. I tyle. Stosunek cen rodzimych i zagranicznych noclegów oczywiście także jest odpowiedni. W kraju kwitnącego rzepaku bowiem koszt noclegu w tubie to ok 50 zł, natomiast w kraju kwitnącej wiśni - 400 jenów, czyli 17 peelenów za godzinę. No właśnie, bo tuby można wykupywać na godziny, na przykald w celu odbycia regeneracyjnej drzemki, po długim locie międzystrefowym dajmy na to. W Japonii podobno z hoteli tubowych (tubicznych?) korzystają często ichnie japiszony, które nie chcą tracić czasu na dojazdy do domu po 16-godzinnym dniu roboty.
![]() |
| Tu jest mniej obło. I bardziej Toi-toiowato. |
![]() |
| Minimalny czas pobytu: 20 lat. |
![]() |
| Tu mieszkańczy płacą w naturze. A przy check-oucie - gardłem. |
![]() |
| Mrówkowiec. Mieszkania tylko nieco większe od kapsuł. |
Bo czy nie jest twojatuba swoistą formą słynnej Corbusierowskiej maszyny do mieszkania? Standaryzacja, homogenizacja, masowość, powtarzalność. Znak czasów. Ja stróż latarnik nadaję z mrówkowca, pisał Miron Białoszewski. Puk, puk, jesteś tam, sąsiedzie z tuby obok? Może śpiąc, przytulamy się policzkami do tej samej ściany, tylko każde z nas z drugiej strony?
20.01.2012
Czwartek, zmiana h1 - czyli wszyscy są na fejsie i inne dziwnostki-drobnostki
Mister Adam jest na fejsie, Twoja Babcia jest na fejsie, teoria względności jest na fejsie, na fejsie jest już nawet front atmosferyczny - wszyscy są na fejsie! Tylko nie Cieć. Ale dojrzewa. Polityka małych kroków. Kilka dni temu wrzucił na przykład słynny przycisk, który Państwu Czytelnictwu będzie dawać złudzenie uczestnictwa w ogólnoświatowym konstruktywnym projekcie pielęgnowania powszechnego optymizmu. Podoba mi się ta idea - szczególnie w odniesieniu do tego bloga - można go lubić, albo najwyżej być wobec niego obojętnym, za to nie można nie lubić. Coś jak ze słynnym Fordem T, który dostępny był w każdym kolorze, pod warunkiem, że był to czarny. Albo Kim Dzong Unem, który został "wybitnym przywódcą Partii, armii i narodu" koreańskiego zanim jeszcze zdążył wydać jakiekolwiek rozporządzenie. Totalitaryzm, a ja mam zapędy totalitarne. Tak więc lubić mi, klikać, nabijać licznik, bo kazamaty hostelu już naszykowane! A przy okazji - dzięki za to, co do tej pory: przekroczylimy 5000 na liczniku wejść! Łał. Nie ma bata, za rok będę drugą Kasią Tusk.
Dziś w hoście - dzień małych życiowych absurdów, takich które ubarwiają codzienną monotonię i są niczym (uwaga, patos!) małe wiry zakłócające zwykły, spokojny bieg majestatycznej, acz nudnej rzeki życia. Najpierw na śniadanie przyszli zameldowani wczoraj Włosi, pani i pan. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pan, który miał założony wielki śliniak z jakimś napisem w swoim ojczystym języku. Nie dojrzałem, mimo że był wielki. Potem do hostelu przyszedł Pan Konserwator i zapytał czy jest już Wojtuś. Bo miał tu być, żeby się z Konserwatorem spotkać i pomóc mu skręcać piętrowe łóżka w naszych nowootwieranych pokojach gościnnych. Choć nikt, włącznie z nim nie wiedział kto zacz. Jak się później okazało Wojtusiem okazał się współbrat w cieciostwie z Hostelu Lemon. Kolejnego ukłucia dziwności doświadczyłem, gdy pewna pani goszcząca właśnie z rodziną w hoście zapytała mnie czy w rynku Magicznego Miasta jest posterunek policji, a gdy spytałem czy coś się stało, okazało się, że nie, tylko jej syn uwielbia mundurowych i chciałby sobie popatrzeć. Odesłałem ją w to samo miejsce, które kiedyś wskazałem pewnym gościom ze zgubionym portfelem. Może przy okazji syn podszkoli angielski.
Dziś w hoście - dzień małych życiowych absurdów, takich które ubarwiają codzienną monotonię i są niczym (uwaga, patos!) małe wiry zakłócające zwykły, spokojny bieg majestatycznej, acz nudnej rzeki życia. Najpierw na śniadanie przyszli zameldowani wczoraj Włosi, pani i pan. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pan, który miał założony wielki śliniak z jakimś napisem w swoim ojczystym języku. Nie dojrzałem, mimo że był wielki. Potem do hostelu przyszedł Pan Konserwator i zapytał czy jest już Wojtuś. Bo miał tu być, żeby się z Konserwatorem spotkać i pomóc mu skręcać piętrowe łóżka w naszych nowootwieranych pokojach gościnnych. Choć nikt, włącznie z nim nie wiedział kto zacz. Jak się później okazało Wojtusiem okazał się współbrat w cieciostwie z Hostelu Lemon. Kolejnego ukłucia dziwności doświadczyłem, gdy pewna pani goszcząca właśnie z rodziną w hoście zapytała mnie czy w rynku Magicznego Miasta jest posterunek policji, a gdy spytałem czy coś się stało, okazało się, że nie, tylko jej syn uwielbia mundurowych i chciałby sobie popatrzeć. Odesłałem ją w to samo miejsce, które kiedyś wskazałem pewnym gościom ze zgubionym portfelem. Może przy okazji syn podszkoli angielski.
17.01.2012
Wtorek, zmiana h1 - czyli Kaf 9. albo Cieć materiałem
Dobra. Nadszedł dzień, by powiedzieć to, co powinno być powiedziane już dawno. Ten blog powstał z cynizmu. Z potrzeby lansu i hajsu. Z niepohamowanej chęci stania się celebrytą. Ten blog powstał tylko po to, by ktoś kiedyś napisał o nim prace magisterską! Dziś z czystym sumieniem mogę pochwalić się, że pierwszy krok w tym ze wszech miar słusznym kierunku został poczyniony. Moja niedawno przybyła do recepcji Hostelu Butik współsiostra w cieciostwie K. studiuje anglistykę. Ma napisać krótką pracę na temat, że tak powiem, zagadnień i aspektów nieprzekładalności niektórych polskich tekstów na język obcy. Weszła nieboga na bloga, przeczytała trzy notki na krzyż i stwierdziła, że ma materiał. Ha! Drżyjcie filologowie. K. obiecała, że jak skończy, to pozwoli co nieco zaprezentować na wirtualnych łamach zcieciawnecie. Tylko, cholercia, właściwie to mam cieszyć się z tej nieprzekładalności czy martwić? Okej. Naści KAFEL DZIEWIĄTY, dedykowany tym, którzy zawsze znajdą jakiś powód (lub więcej) do niezadowolenia.
![]() |
| Kaf. 9. |
15.01.2012
Niedziela, zmiana h1 - czyli zdrrrada albo mister idzie na listę!
No proszę, jak rzuciłem temat defraudacyjno-oszukańczy to się już 21 propozycji w komentarzu zebrało! Ładnie, ładnie... Taaak, człowiek bestią jest, tylko upudrowaną i ubraną w ciuchy od Zary. W nawiązaniu - nius miesiąca: nasz Wierny Odźwierny okazał się zdrajcą i uciekł z hosta nie zapłaciwszy za 10 nocy. To daje niebagatelną sumę 350 złotych polskich! Robimy ściepę na recepcji - uśpił czujność cieciów, to teraz wszystkie śpiochy muszą ponieść konsekwencje wpadki. Było tak: Mister Adam - którego nazwisko bez skrupułów ujawniam na liście gończym - gdy już przycisnęliśmy go do muru zaczął opowiadać coś o zatrudniającej go firmie, która zapłaci przelewem zaległą kasę i jeszcze z góry za następne tygodnie, tylko żebyśmy wydrukowali mu numer naszego konta, to on go zaniesie i kasa będzie. A jak poprosiłem go o okazanie dowodu, stwierdził, że nie ma przy sobie, ale chętnie, nawet za chwilę (była 20:00), pojedzie po niego do firmy. Po 2 minutach - zniknął. Następnego dnia wrócił późnym wieczorem, będąc pewnym, że go przyjmiemy i twierdząc, że po prostu całą noc pracował. "Będzie płatność, będzie nocleg", odparła dyżurująca właśnie współsiostra w cieciostwie K., czym wywołała oburzenie Mister Adama, zakończone trzaśnięciem drzwiami. A było słuchać naszej pokojowej P., która pracowała ongiś jako barmanka w mordowni zlokalizowanej w słynnej robotniczej dzielnicy Magicznego Miasta. P., wyczulona na tego typu podstarzałych chłopaków-niebieskich ptaków, od razu się na delikwencie poznała i cieciów przestrzegała! Ale co tu dużo mówić, Mister Adam długi czas płacił regularnie. Tak to z reguły bywa. Ściemniacze najpierw wkupują się w łaski, by potem znienacka wbić nóż w plecy. No trudno. Mister oczywiście wędruje na czarną listę. Zachciało mu się gwiazdorstwa na blogu - tym gorzej dla niego, bo do mejla, który hostelarze zwyczajowo rozsyłają do siebie w celu ostrzeżenia przed nieuczciwym delikwentem, dołączymy również piękne zdjątka mniej pięknej facjaty.
Kurde, przypominało mi się: i jeszcze bezczelnie pokojową O. po ucieczce na fejsie pozdrawiał! Uch, uch, się uniosłem. Swoją drogą - znak czasów. Domu na horyzoncie nie widać, ale profil na fejsbuku - jest. Ukłony Mister Adam! Może i masz problemy, może nawet dramatyczne, ale tak się, facet, nie robi.
![]() |
| Na policję też zostanie zgłoszony. |






