8.07.2011

Piątek, zmiana h1 - czyli gość w dom, Bóg w dom

Jako najstarszy (czy stażem, czy wiekiem - nie powiem) recepcjonista, dostałem na wczorajszym zebraniu załogi hostelu polecenie sporządzenia krótkiej, acz treściwej instrukcji postępowania w przypadku gości, którzy potrzebują wizy na przyjazd do Polski. Moment, w którym na hostelową skrzynkę mailową przychodzi prośba od jakiegoś Wasilija tudzież Dymitrija, żeby wysłać do ambasady faks z potwierdzeniem jego rezerwacji, jest jednym z boleśniejszych momentów w życiu ciecia-recepcjonisty. Najczęściej oznacza bowiem początek małej epopei dyplomatycznej, obfitującej w niezliczone przygody, jak np.:
- negocjacje dotyczące kwoty, którą ma wpłacić rezerwujący, zakończone wielokrotnym odrzuceniem transakcji przez terminal kart płatniczych;
- niemożność wysłania faksu wynikająca z wklepywania błędnie podanego numeru;
- skracanie lub zmiana terminu rezerwacji kilkanaście minut po pomyślnym wysłaniu faksu;
- niemożność odczytania załącznika ze skanem karty kredytowej, który zapisany jest w formacie rozpoznawanym jedynie przez system operacyjny Linuks;)

Promienny uśmiech i uczucie ulgi po pomyślnie przeprowadzonej procedurze nie oznaczają jednak wcale jeszcze końcowego sukcesu. O tym na końcu tego wpisu, a wcześniej - tekst rzeczonej instrukcji. Ciekawe czy nasz Menadżer go zatwierdzi.


AMBASADY - Z CZYM SIĘ TO JE?

Procedura dotyczy w większości przypadków gości z krajów rosyjskojęzycznych lub Afryki. 

ZASADA NAJWAŻNIEJSZA:
Należy poinformować gościa, że w jego przypadku pobieramy PEŁNĄ OPŁATĘ za pobyt, której w przypadku anulacji NIE ZWRACAMY. Dopiero po uregulowaniu płatności możemy sporządzić potwierdzenie.

Do sporządzenia potwierdzenia dla ambasady potrzebujemy:
- imię i nazwisko gościa
- datę urodzenia
- numer paszportu
    Jeśli będziemy ściągać należność z karty terminalem należy wcześniej uzyskać SKAN TEJ KARTY (obustronny), by upewnić się że należy ona rzeczywiście do osoby rezerwującej.

    Wpisujemy do potwierdzenia (można skorzystać z zapisanych w komputerze poprzednich potwierdzeń) dane gościa, datę rezerwacji oraz informację jak i kiedy zapłacił za pobyt. Datę sporządzenia pisma, oraz dane hostelu także. Najczęściej potwierdzamy w języku angielskim, czasem po polsku. Potwierdzenie drukujemy, przybijamy pieczątkę hostelu i podpisujemy. Następnie wysyłamy je faksem na numer, który wcześniej podał nam gość. Kopię cyfrową wysyłamy gościowi na maila oraz zapisujemy w katalogu 'zaświadczenia do ambasad' na pulpicie.

    Końcowym, niezwykle miłym akcentem całej procedury będzie moment meldowania, podczas którego tradycyjnym staropolskim zwyczajem witamy gościa chlebem i solą ;) Jest to czynność nieobowiązkowa, zależna od psychicznej dyspozycji recepcjonisty danego dnia oraz aktualnych zapasów chleba w okolicznych sklepach. Uwaga, podanie nieświeżego chleba będzie równoznaczne z działaniem na szkodę hostelu i szarganiem dobrego imienia Ojczyzny. Uwaga, sól użyta w ceremonii powitalnej bezwzględnie musi pochodzić z kopalni w Wieliczce, co podkreślać będzie lokalny koloryt miejsca.

    No właśnie. Bo taki gość w 99% przypadków swoją rezerwację w Magicznym Mieście anuluje lub po prostu nie przyjeżdża. Chodzi mu tylko o uzyskanie wizy.

    6.07.2011

    Środa, zmiana h3 - czyli z punktu widzenia nocnego portiera

    Nocka. Ogłaszam oficjalnie początek i zarazem koniec jednoodcinkowego cyklu pt. "Horrostel". Dziś, dajmy na to, odcinek pt. "Tajemnica pokoju nr 12".

    Jak powszechnie wiadomo hosteli w Magicznym Mieście multum jest. Z tego multum kolejne multum w kamienicach znajduje się . A kamienice Wyspiańskiego i Żeleńskiego-Boya jeszcze pamiętają: bramy ciemne, zaułki podejrzane, klatki schodowe zewnętrzne zmurszałe, oficyny kafkowskie, galeriowe balkony zaplątane - generalnie strzeż się tych miejsc (zresztą, specyfice magicznomiastowych śródmiejskich rozwiązań lokalowych dla ludności i gołębi osobną notkę poświęcić jeszcze obiecuję). Strzeż się, zwłaszcza nocą. A co, gdy jesteś w pracy? I nie ma zmiłuj się? Znam jedną młodą, delikatną recepcjonistkę, która nie dała rady. Po pierwszej nocce wymiękła. Teraz bierze tylko dzienne zmiany. Cieszy się, tylko jakoś dziwnie drżą jej ręce...
    Nocą ciecie Magicznego Miasta z duszą na ramieniu wychodzą na swój obchód. Wśród nich ja. Płynę przez labirynt korytarzy mojej kamienicy. Mentalnie przytulam się do futryn i głaszczę klamki, przykładam ucho do parkietów, otwieram szafy wnękowe i przesuwam dłonią wzdłuż półek. Czasem nawet nie mentalnie. Myślę sobie wtedy o tych wszystkich ludziach, którzy opierali się o dane ściany, tańczyli na danym parkiecie, otwierali dane okiennice, ba!, myślę nawet o cieślach, co heblowali dane deski na dane meble. Chodzę i chłonę, i czakram mi się jakiś pod wątrobą otwiera. Z przodkami się łączę, z burżuazją krakowskiego fin-de-siecle'u w salonach plotkuję, klocki drewniane z paniczami w marynarskich kołnierzykach układam, podglądam pana domu, co w spiżarni kucharkę obmacuje (tak już mam, że lubię pod powierzchnię żyć czyichś wypolerowanych zaglądać). Duchy wywołuję. Labirynt prowadzi mnie wgłąb. I już nie wiem czy to sen, czy jawa? Aż w końcu - ten pokój. Na uboczu, na osobności, trzeba przejść długim ciemnym korytarzem, skręcić lekko kilka razy. Ostatni pokój, pokój nr 12. Droga wydłuża się, przed oczami pojawiają się dziwne, nieokreślone kształty.W napięciu przekręcam klucz i delikatnie otwieram drzwi. I głowa nagle zaczyna produkować wyraźny obraz, futryna staje się ramą ekranu, na którym wyświetla się projekcja, jak z niemego filmu. Wzniesiona ręka, w ręce nóż, szeroko otwarte oczy, przerażona twarz. Przerysowane gesty. Zazdrosny szofer zabija w afekcie swoją kochankę, pomoc kuchenną. Stłumiony krzyk. Nóż wchodzi w ciało, niemal tak, jak przed chwilą mój klucz wchodził w zamek. Kałuża krwi powiększa się, rośnie z sekundy na sekundę, zaraz dotknie moich butów. Wycofuję się. Zamykam drzwi. Przekręcam klucz. Pokój nr 12 - wszystko w porządku. Mój nocny obchód zrobiony.

    Lubię nocki.

    4.07.2011

    Poniedziałek, zmiana h1 - czyli potwierdzenie rezerwacji wstępnej

    Witam!

    Dziękujemy za zainteresowanie naszym hostelem. W podanym terminie ... dysponujemy wolnym pokojem ... w cenie ... zł/pokój/noc.

    Oprócz pościeli i ręczników oraz kawy i herbaty w cenę wliczony jest samoobsługowy bufet śniadaniowy (mleko, dżem, płatki, serki topione, miód, ser biały) oraz dostęp do bezprzewodowego internetu.

    Doba hostelowa rozpoczyna się o godzinie 15.00 i trwa...

    ... moja doba trwa już rok, miesiąc i jeszcze trochę. Pracuję w dużym mieście na południu Polski, które onegdaj jakiś zręczny PR-owiec nazwał magicznym, a ludzie mu uwierzyli. Nazywam się Cieć. Skończyłem studia na jednej z polskich wyższych uczelni i prawie skończyłem na innej. Czytałem Gombrowicza (jak widać poniżej). W tym momencie słucham Esbjörn Svensson Trio (w to akurat musicie uwierzyć). Poza tym wydaję klucze. Sprzedaję pokoje. Przełączam bezpieczniki. Robię obchody. Sprawdzam rozkłady PKP. Uśmiecham się. Wstaję gdy przyjeżdża nowy gość. Szlifuję potoczny angielski. Pracuję na trzy zmiany. Świecę oczami. Łagodzę obyczaje.  
    Myślałem, że będzie gorzej. Naprawdę. Kilka dni temu nasza Menadżerka powiedziała: "PISZ I ZOBACZYMY CO DALEJ". Piszę więc. Jestem tu, by zdać Wam raport z mojej zmiany. I nie wiem, jak to się skończy.

    30.06.2011