06.07.2011

Środa, zmiana h3 - czyli z punktu widzenia nocnego portiera

Nocka. Ogłaszam oficjalnie początek i zarazem koniec jednoodcinkowego cyklu pt. "Horrostel". Dziś, dajmy na to, odcinek pt. "Tajemnica pokoju nr 12".

Jak powszechnie wiadomo hosteli w Magicznym Mieście multum jest. Z tego multum kolejne multum w kamienicach znajduje się . A kamienice Wyspiańskiego i Żeleńskiego-Boya jeszcze pamiętają: bramy ciemne, zaułki podejrzane, klatki schodowe zewnętrzne zmurszałe, oficyny kafkowskie, galeriowe balkony zaplątane - generalnie strzeż się tych miejsc (zresztą, specyfice magicznomiastowych śródmiejskich rozwiązań lokalowych dla ludności i gołębi osobną notkę poświęcić jeszcze obiecuję). Strzeż się, zwłaszcza nocą. A co, gdy jesteś w pracy? I nie ma zmiłuj się? Znam jedną młodą, delikatną recepcjonistkę, która nie dała rady. Po pierwszej nocce wymiękła. Teraz bierze tylko dzienne zmiany. Cieszy się, tylko jakoś dziwnie drżą jej ręce...
Nocą ciecie Magicznego Miasta z duszą na ramieniu wychodzą na swój obchód. Wśród nich ja. Płynę przez labirynt korytarzy mojej kamienicy. Mentalnie przytulam się do futryn i głaszczę klamki, przykładam ucho do parkietów, otwieram szafy wnękowe i przesuwam dłonią wzdłuż półek. Czasem nawet nie mentalnie. Myślę sobie wtedy o tych wszystkich ludziach, którzy opierali się o dane ściany, tańczyli na danym parkiecie, otwierali dane okiennice, ba!, myślę nawet o cieślach, co heblowali dane deski na dane meble. Chodzę i chłonę, i czakram mi się jakiś pod wątrobą otwiera. Z przodkami się łączę, z burżuazją krakowskiego fin-de-siecle'u w salonach plotkuję, klocki drewniane z paniczami w marynarskich kołnierzykach układam, podglądam pana domu, co w spiżarni kucharkę obmacuje (tak już mam, że lubię pod powierzchnię żyć czyichś wypolerowanych zaglądać). Duchy wywołuję. Labirynt prowadzi mnie wgłąb. I już nie wiem czy to sen, czy jawa? Aż w końcu - ten pokój. Na uboczu, na osobności, trzeba przejść długim ciemnym korytarzem, skręcić lekko kilka razy. Ostatni pokój, pokój nr 12. Droga wydłuża się, przed oczami pojawiają się dziwne, nieokreślone kształty.W napięciu przekręcam klucz i delikatnie otwieram drzwi. I głowa nagle zaczyna produkować wyraźny obraz, futryna staje się ramą ekranu, na którym wyświetla się projekcja, jak z niemego filmu. Wzniesiona ręka, w ręce nóż, szeroko otwarte oczy, przerażona twarz. Przerysowane gesty. Zazdrosny szofer zabija w afekcie swoją kochankę, pomoc kuchenną. Stłumiony krzyk. Nóż wchodzi w ciało, niemal tak, jak przed chwilą mój klucz wchodził w zamek. Kałuża krwi powiększa się, rośnie z sekundy na sekundę, zaraz dotknie moich butów. Wycofuję się. Zamykam drzwi. Przekręcam klucz. Pokój nr 12 - wszystko w porządku. Mój nocny obchód zrobiony.

Lubię nocki.

9 komentarzy:

  1. Wszystko fajnie ale pisz kolego normalnym językiem a nie pół literaturą :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie skorzystam z życzliwej rady. A tak właściwie - znamy się, kolego/koleżanko?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok, Twoja wola, pamiętaj że to Twoi potencjalni czytelnicy. Nie każdy ma ochotę przedzierać się przez Leśmiana albo Słowackiego na stronie na luzie o hostelowym "jobie". Mnie to na przykład zniechęca i niekoniecznie będę wracał. Jeśli na sto osób trafisz na 50% mających podobną do mnie opinię to 50 osób oleje tego bloga. Mimo wszystko życzę powodzenia. I nie, nie znamy się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz jak jest. Jak "Twoja" pięćdziesiątka będzie zadowolona, to z kolei ta druga może się wykruszyć. Nie dogodzisz. Bedzie dobrze, startujemy, podocieramy się, wnioski autor wyciągnie. Dzieki za feedback!

    OdpowiedzUsuń
  5. W zasadzie masz rację :) Będzie dobrze;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Drogi Cieciu!
    Muszę Cię zaskoczyć! Otóż w ramach ścisłości, owa młoda i delikatna (z twych słów można by wywnioskować: przesadnie "bojaźliwa") recepcjonistka zmężniała z czasem, nabrała niemałej odwagi i obecnie bez zawahania robi nocne obchody:)
    A ręce drżą jej tylko następnego dnia, po udanym wieczorze...

    OdpowiedzUsuń
  7. Droga Anonimowa!

    Od długiego czasu wyznaję pogląd, że nawet praca ciecia może być jakąś formą drogi samorozwoju. Twoja historia jest tego potwierdzeniem;) Zastanawiam się tylko, jak przebiega Twój "udany wieczór", skoro kończy się tak spektakularnym drżeniem dzień po. Podzielisz się szczegółami? Może być, jak to mówią, na priva ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Drogi cieciu!:)

    Gratuluję udanego debiutu blogowego, jestem mile zaskoczona, a zarazem zła na siebie, że wcześniej również nie wpadłam na pomysł opowiadania w siecu współbraciom recepcjonistom o codziennosći hotelowej, bo jest co!:) Ale może i lepiej, bo te dwa fakultety widać i czuć, dzięki czemu mamy tu do czynienia z małymi dziełkami literackimi (co z drugiej strony wydaje mi się nie pasuje do stylistyki blogowej i rzeczywiście moze wystraszyć większośc naszych "braci po fachu", większość z których jest po szkółkach hotelarskich i jakby to powiedzieć najdelikatniej..nie jest zbyt wymagająca)...Więc życzę jak najszybszej zmiany pracy, bo szkoda takiego talentu!!! Choć jak dla mnie rewelacja!:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za dobre słowo! Natchnęło mnie lekko w powyższej notce, następne jak zauważyłaś już mniej wystylizowane. Ale cykl być może będzie miał kontynuację. A co do stylistyki blogowej - myślę, że blog jako gatunek wciąż jeszcze się tworzy, ma zresztą różne odmiany, nie zaprzątam sobie tym zbytnio mózgownicy, piszę jak piszę, jestem jaki jestem i tańczę z gwiazdami. Pozdrawiam, kibicuj, subskrybuj, wysyłaj wici!

    OdpowiedzUsuń