W związku z trwającym w Magicznym Mieście, a przeniesionym niedawno śledztwem w sprawie tajnego wiadomo czego - mała scenka rodzajowa.
Przychodzi Zbigniew Siemiątkowski do hostelu. - Dzień dobry, czy macie wolne pięterko na najbliższe 48 godzin dla naszych amerykańskich gości? - Owszem Panie Ministerze, dodam, że większość pokojow ma łazienkę, więc nie będzie trudności z zapewnieniem wody dla ich... potrzeb. - Biorę. Przelew otrzymają Państwo dziś wieczór z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. A, byłbym zapomniał, ile dopłacamy za eksterytorialność? - Co łaska, panie Ministrze, to nie jest problem. Gorzej ze sprzątaniem.
Z. Siemiątkowski w trakcie rozważań nad zagadnieniem
skutecznego sprzątania w hostelach i nie tylko
Panie i Panowie, dziś kolejna porcja muzycznych wrażeń i wyrażeń hotelocentyrcznych. Przyznam od razu, że tą razą porcja owa dość cienka, ale obiecuję, że będzie lepiej. Dziś dwa kawałki z serii, którą zapoczątkował cytowany już przeze mnie Pitbull oraz jeden polski klasyk. Jedziemy.
Cassidy feat. R.Kelly, Hotel
Afroamerykańscy maczomeni są szczerzy do bólu. Nie bedzie się im hostel w jakieś metafory, czy parabole, w jakieś miejsca symboliczne przeistaczał. Hotel jest od tego, żeby było przyjemnie. Joł, ajłona, ajnidźja,
zakusy w dżakuzzi
i bałns na łóźku wodnym. Które buja. Dosłownie i w przenośni: To w porządku bejbe, jeśli chcesz pójść ze mną/ i zrealizować swoje fantazje w moim apartamecie./ Jest okej, jeśli chcesz imprezować od rana do nocy./ Zrobię wszystko, o co poprosisz. Tylko chodź do mojego hotelu.
T.I. feat. Too Short, Hotel
Jegomość o imieniu T.I. dużo podróżuje: zaliczył Sotitel w Los Angeles, KP w Nowym Jorku i jakiś nienazwany hotel w Cleveland. Nalezy nadmienić, że fraza "zaliczyć Sofitel" oznacza w jego przypadku tyle samo, co "zaliczyć w Sofitelu". Strategia bezrezerwacyjna, walk-in, bed and breakfast oraz ostateczny i nieodwołalny czekaucik, zakończony sakramentalnym arivederchi, capeesh? Ale też buja, choć tym razem tylko dosłownie.
Edyta Geppert, Sopockie bolero
Klasyczny temat - legendarny Hotel Grand w Sopocie, świadek być może największej w Polsce liczn\by gwiazdorskich kaców w latach 1945-89. Osiecka po raz drugi w naszym cyklu, Geppert po raz pierwszy. I przyznaję - mam problem. Muzyka, aranżacja i interpretacja tak mi przykryły warstwę tekstową, że na początku chciałem zjechać powyższy kawałek z góry na dół. Potem przeczytałem sam tekst i stwierdziłem, że jest bardzo dobry. Potem sprawdziłem, że to Osieckiej, więc wszystko stało się jasne. Potem pomyślałem sobie, że może właśnie o to chodziło, żeby estetyka piosenki była dansingowo-tandetna i naśladowała styl grających do kotleta kapel. Ale chyba jestem zbyt życzliwy dla Sopockiego bolera. I sam już nie wiem, czy nie wolę jednak, jak dobrze buja.
Piątek trzynastego. No i się podziało. Chaos, Matrix, królicza nora, nic już nie jest prawdą. Włam, wrogie przejęcie! Czy to hakerzy z Anonymous? A może CIA maczało w tym palce? Nie mogę powiedzieć. Prawda leży daleko. Powiem tak: znacie skrót BHP? Od dziś nawet ów poczciwy skrótowiec nie oznacza już tego, co oznaczał zawsze. Brudny Harry Potter - jak to on - stosując nieuzasadnioną przemoc i dokonując redundantnych interwencji magicznych, zaprowadził nowe porządki na blogasku. Założył konto na fejsie i powołując się na postulaty ANTY ACTA zajumał Cieciowe notki! Przekupstwo? Lizusostwo? Szantaż? Nepotyzm? Propozycja nie do odrzucenia? A może po prostu schizofrenia? Może Brudny Harry Portier i Cieć to rewers i awers tej samej osoby? A może Cieć tak naprawdę od zawsze była kobietą? Może marzyła o mocnym męskim Alter Ego? A może jest odwrotnie - Cieć był zbyt kobiecym mężczyzną, a Brudny Harry to zbyt męska kobieta... Aaaaa! Nie wierzcie w nic. To jest net, tu wszystko jest możliwe. A tymczasem uprasza się Drogiego Państwa o przeniesienie swoich z trudem i bólem nanizanych na licznik 54 lajków na fejsbukowy fanpejdż BHP. Z boczku na blodżku zostaną ujawnione Wasze facjaty. Koniec z prywatnością. Ile można podglądać bezkarnie?! Howgh!
Ucichło na blogu, cieć osłabł w swym cieciostwie i już wszystko wskazywało na to, że recepcja ugrzęźnie w rozgardiaszu i chaosie, wtem niespodziewanie Brudny Harry Portier wyszedł z ukrycia. Z udawaną niedbałością strącił papiery z biurka, nogi założył na blat recepcji i nic nie robiąc sobie z konwenansów obowiązujących przeciez na recepcji, wprowadził nowe porządki. Zaczął od fanpage'u na facebooku, bo Brudny Harry Portier jest portierem świadomym konieczności podążania za nowymi trendami społecznościowymi. Jeśli Cieć coś dla Was znaczył, a wiemy że znaczył, nawet jak nie mówicie tego głośno, to nie bądźcie obojętni wobec Brudnego Harrego Portiera.
Tubicznych hosteli ciąg dalszy, bom przypomniał sobie, że kiedyś podczas przeglądania sieci natknąłem się na przykład ciekawego, acz dla niektórych zapewne kontrowersyjnego, rozwiązania w tym temacie. A są nim... ale najpierw muzyka...
...rury kanalizacyjne. A właściwie ich pierścieniowate betonowe prefabrykaty o średnicy 2,44m i długości 3,5 m. Położone na ziemi i zaczopowane z jednej oraz wyoposażone w szklane drzwi z drugiej strony. W środku: łóżko małżeńskie z przestrzenią na bagaże pod spodem, lampka, wentylator i zasłonki oczywiście. Ascetycznie, estetycznie, fantastycznie. Rzecz się nazywa - jakże by inaczej - TuboHotel i znajduje się kilkadziesiąt kilometrów od Mexico City, w miejscowości Tepoztlan. Hotel jest bardziej czymś w rodzaju kempingu, zlokalizowanego w zagajnikowatym terenie. Ruropokoje ułożone są tam w różnych konfiguracjach, pojedynczo, obok siebie lub na sobie. Mam lekkiego fisia na punkcie architektury modułowej, recyklingu i prostych, acz genialnych pomysłów w stylu "dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłem" - więc urzekł mnie koncept stworzenia takiej lekko surrealistycznej dwudziestopokojowej "wioski". Meksykańskie noce zapewne są na tyle łagodne, że nie ma powodu do obaw, jeśli chodzi o temparaturę panującą we wnętrzu rury. Ceny też przystępne: w zeszłe lato 42 dolce za noc, w tym roku Meksyku nie ma Euro, więc będzie pewnie podobnie;) Obiekt powstał dwa lata temu, a wybudowano go podobno w ciągu 3 miesięcy! Zaciekawionych odsyłam do niezastąpionego serwisu Archdaily, a poniżej fotka na zachętę.