Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty

24.06.2012

Niedziela, zmiana h1 - czyli stykówka

Zagadka. Gdzie możemy spędzić czas w tak gustownie słitaśnych pokojach?





Twórcze odpowiedzi uprasza się przesyłać w komentarzach.

6.06.2012

Środa, zmiana h1 - czyli nie lada lada

Nie tylko okołostadionowymi sprawami człowiek żyje, zresztą na nadchodzącym piłkarskim turnieju i tak niczego wielkiego nie zwojujemy, za to zwojowaliśmy w innej dziedzinie. Dizajnie mianowicie. I to coś jakby mistrzostwo świata. A właściwe... sześć mistrzostw. Albo sześć czerwonych kropek. Nagrody Red Dot Design Awards, przyznawane są od 1955 roku w Design Zentrum Nordrhein Westfalen w Essen i uznawane są na całym świecie jako jedne z najbardziej prestiżowych w dziedzinie wzornictwa przemysłowego. Polscy projektanci od pewnwego czasu całkiem regularnie otrzymują laury w tym międzynarodowym konkursie. W tym roku nagrodzono: piekarnik, fotel, ssak chirurgiczny,  pieczątki, zestaw prysznicowy oraz recepcyjną ladę Zig-Zag. I już wiecie dlaczego o tym piszę. Lada piękna jest jak szuwary o świcie, podświetlana ledowo, zmieniać kolory może, modyfikować i dostosowywać do swoich potrzeb się ją da. Tak wygląda:


Wszystko ma, ergonomia jest, flaszkę się da schować pod spodem - cacy. Dzwonimy do producenta, firmy MDD z Sępólna Krajeńskiego.

Poproszę taką do hosta. Taką jak na początku filmu, tak. Ile to będzie razem? Policzmy:
- dwa te takie fronty piękne szuwarowe: 16100 PLN, acha ale to są takie z białą świetlówką tylko, a ja dyskotekę chciałem, więc to będzie 18600 PLN, czemu tak drogo, a bo to z metalu, acha, no tak, jasne
- te boczki żeby mi nie zaglądali: 345 PLN
- nogi pod blat: 345 PLN
- sam blat razy dwa: 490 PLN
- te tam takie te, żeby mi się kable od kompa i ładowarki nie plątały: 250 PLN
RAZEM: 20030 PLN.
A rabat jakiś da radę? 30 zł? A to super, no tak, będzie okrągłe 20 kawałków spuer, nie będzie wydawaniem reszty kłopotu...


Dwadzieścia tysięcy za ladę. To ja idę do Biedronki. Tam też mają kropki. I Błaszczykowskiego.

12.05.2012

Sobota, zmiana h3 - czyli nietypowe ho(s)tele, część 4..

Tą razą obiekt noże nie tyle wybitnie nietypowy, co po prostu Cieciowi podobający się i zdecydowanie wyróżniający się w porównaniu z polskimi odpowiednikami. Mamy tu do czynienia z adaptacją około stuletniej kamienicy, zlokalizowanej w zabytkowym, pamiętającym jeszcze czasy Cesarstwa Rzymskiego, centrum chorwackiego Splitu. Tak więc warunki zbliżone do magicznomiejskich. Budynek funkcjonował przez jakiś czas jako duży sklep i - jak twierdzą właściciele - jego obecne wnętrze jest kombinacją japońskiego hotelu kapsułowego i domu towarowego. Mury zostały, wnętrze wypatroszono (zachowano tylko klatkę schodową) i wrzucono do niego labirynt 29 nieregularnych pokojów różnego typu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jaką kasę trzeba wyłożyć, żeby w tak spójny, przemyślany i kompleksowy sposób zaadaptować niemal 1500 metrów kwadratowych powierzchni. W dodatku w 100 dni.  Ważna uwaga - Goli&Bosi Hostel należy do kategorii design hoteli, albo inaczej hoteli butikowych (skąd ja znam tę nazwę...), czyli stosunkowo niewielkich obiektów, przeznaczonych dla bogatszych i bardziej wymagających gości, dla których priorytetową sprawą podczas pobytu jest oryginalny i atrakcyjny wystrój wnętrz, ciekawe koncepty aranżacyjne i fantastyczne projekty mebli. Jednym słowem - przeniesienie się w inny wymiar. W opisywanym przypadku - że tak to szumnie ujmę - wkraczamy do świata siarczanego minimalizmu, dominujący w hostelu żółty kolor jest bowiem nawiązaniem do koloru siarki, a Split podobno słynął w dawnych czasach z leczniczych siarczanych źródeł, w których można było zażywać kąpieli. Enyłej, nie ma siary - Goli&Bosi Hostel został wybrany drugim hostelem świata przez serwis VirtualTourist.com. cena za doubla z łazienką? Spieszcie się - w czerwcu 96 euro, potem już 110. A na zachętę zdjątko. Reszta tu.

Nie, to nie awaria klozetów, to tylko siarka.

25.04.2012

Środa, zmiana h1 - czyli news dn(i)a

Drodzy Czytelnicy, wyobraźcie sobie niesamowity fakt. Otóż w Hotelu Qubus we Wrocławiu podjął decyzję wymiany 26 łóżek w pokojach wieloosobowych! Szokers. Tym większy, Drodzy Czytelnicy, że ta sensacyjna wiadomość, to nie info z jakiegoś - równie obskuranckiego jak niniejszy - lokalnego bloga. To temat artykułu z ogólnopolskiego portalu www.hostelnews.pl. Przynajmniej tak się wydaje na początku.  - Dotychczasowe łóżka zastąpiliśmy nowymi, znacznie szerszymi, z dwoma bardzo wygodnymi materacami – mówi Dawid Szymków, dyrektor hotelu, a Cieć przeczytawszy to zdanie wydaje odgłos achaaaaa (intonacja wznosząca) i ostatnim wysiłkiem zmusza się do dalszej lektury. Na szczęście, bo potem okazuje się, że nowe łóżka były tylko pretekstem do tego by wrzucić parę okrągłych zdanek o firmie produkującej owe meble i o tym jakie są one wspaniałe i jak dobrze układa się wieloletnia współpraca owej firmy ze wspomnianą siecią hoteli. Cieć kończy więc tę lekturę bogatszy o kolejne doświadczenie konfrontacji z tzw. dziennikarstwem internetowym i z mocnym postanowieniem, że portal Hostelnews będzie stałym gościem na łamach niniejszego bloga.

27.02.2012

Poniedziałek, zmiana h2 - czyli klątwa Tutenbutika

Jak powszechnie wiadomo w niektórych krajach budynki nie mają piętra 13. W wielu samolotach nie ma także siedzeń o tym numerze. Ach, jakże naiwna jest ludzkość, niczym małe dziecko sądząca, że kiedy zamknie się oczy, to zagrożenie znika; zaklinająca rzeczywistość, wierząca w to, że coś, co nie jest nazwane - przestaje istnieć. Jesli bowiem nawet nie nazwiemy trzynastego z kolei piętra trzynastym, to czy przestanie być ono trzynaste? Jeśli żołnierz - jak to mówią - likwiduje cel, to czy oznacza to, że nikogo przed chwilą nie zabił? Jeśli Polska za Gierka miała pierwsze po ZSRR miejsce w liczbie zebranych ziemniaków, to czy oznaczało to coś więcej niż tylko, że miała miejsce drugie? I Hostel Butik miał swoją ciemną, tajemniczą i przemilczaną sferę. Był nią pokój numer 10. U zarania hostelu pokojów było dziewięć - rozrzuconych po segmentach A, B i C. Potem z jednego z sąsiadujących z naszym przybytkiem mieszkań wyprowadzili się lokatorzy, więc skwapliwie niczym Niemcy w '39 zagarnęliśmy ich życiową przestrzeń, w rezultacie czego powstał segment D, a w nim dwa pokoje: 11 i 12. A pokoju numer 10 - niet. Co gorsza, nikt z załogi nie miał pomysłu, gdzie ów pokój miałby się znajdować. Żaden, nawet najdrobniejszy trop nie wskazywał na jego lokalizację, ani śladu wejścia, ani grama zamurowanej futryny, ani kawałka schodów. Kolektywna fantazja cieciów, podsycana przez zabobonność pokojowych, zaczęła produkować mistyczne scenariusze. Krążyły plotki, że pokój ów jest swoistą Puszką Pandory, której otwarcie będzie początkiem końca Hostelu Butik, że sprowadzi na nas klątwę, zupełnie tak jak sto lat temu na Howarda Cartera sprowadziło klątwę otwarcie zapieczętowanego grobowca Tutenchamona. Albo funkcjonuje trochę jak portal do innego wymiaru lub też sam jest innym wymiarem, czy innym światem. Coś jak słynne piętro 7 i 1/2 z Być jak John Malkovich:




Kilka dni temu - prawda została ujawniona. Podczas mojej zmiany na skrzynkę mailową przyszedł elektroniczny list od Menadżerki. W liście - złącznik. W załączniku - skan. Rzut poziomy drugiego piętra kamienicy przy pl. Matejki 6. Segment C: gmatwanina korytarzy, plątanina ścianek, wnęk i pomieszczeń. A wśród nich - on. Pokój numer 10. Dzielnego Pana Konserwatora, który otrzymał niezwłocznie wydrukowany prze mnie załącznik maila, nie zraziło ani trochę czarnowidztwo załogi hostelu. Wyposażony w stosowne narzędzia burząco-przebijające i odpowiednio zmotywowany telefonicznie przez Menadżerkę dokopał się do celu. Nie było łatwo. Drogę zagradzały liczne przeszkody, z kafelkami oraz muszlą klozetową na czele. Tak. Pokój numer 10 znajdował się bowiem za... ubikacją. Ogólnodostepną. I na razie wchodzi się do niego przez prysznic. Kurcze, mogłoby tak zostać, można by na wszelki wypadek zrobić w nim śluzę dekontaminacyjną. Licho nie śpi...

28.01.2012

Piątek, zmiana h1 - czyli kaf 10 i pół

Dzisiaj kafel z bonusem. Wreszcie ktoś podjął moje małe wyzwanie i zaproponował własną, alternatywną wersję. Proszę jego śladem podążyć niezwłocznie. Nie obrażę się i nie będę ścigał, nie powołam się na ACTA. Pan Jan od kafelków chyba też nie: 70 lat minęło i prawa autorskie wygasły (jeśli ktoś chciałby zmienić układ dymków, niech da znać, prześlę mu "goły" kafel). Tak więc, włala, okrągły, choć niezmiennie kwadratowy, KAFEL DZIESIĄTY, dedykowany tym, dla których przysłowiowa szklanka jest zawsze w połowie pełna.


Kaf. 10.
Oraz bonus. Reszta jest... milczeniem... owiec....

Milczenie owiec by Wierna Czytelniczka.

17.01.2012

Wtorek, zmiana h1 - czyli Kaf 9. albo Cieć materiałem

Dobra. Nadszedł dzień, by powiedzieć to, co powinno być powiedziane już dawno. Ten blog powstał z cynizmu. Z potrzeby lansu i hajsu. Z niepohamowanej chęci stania się celebrytą. Ten blog powstał tylko po to, by ktoś kiedyś napisał o nim prace magisterską! Dziś z czystym sumieniem mogę pochwalić się, że pierwszy krok w tym ze wszech miar słusznym kierunku został poczyniony. Moja niedawno przybyła do recepcji Hostelu Butik współsiostra w cieciostwie K. studiuje anglistykę. Ma napisać krótką pracę na temat, że tak powiem, zagadnień i aspektów nieprzekładalności niektórych polskich tekstów na język obcy. Weszła nieboga na bloga, przeczytała trzy notki na krzyż i stwierdziła, że ma materiał. Ha! Drżyjcie filologowie. K. obiecała, że jak skończy, to pozwoli co nieco zaprezentować na wirtualnych łamach zcieciawnecie. Tylko, cholercia, właściwie to mam cieszyć się z tej nieprzekładalności czy martwić? Okej. Naści KAFEL DZIEWIĄTY, dedykowany tym, którzy zawsze znajdą jakiś powód (lub więcej) do niezadowolenia.

Kaf. 9.

10.01.2012

Poniedziałek, zmiana h1 - czyli kaf. 8 albo słowa, słowa, słowa

Zwinęliśmy choinkę i ozdoby świąteczne. Trzej Królowie odjechali w siną dal, a Gwiazda Betlejemska okazała się być spadającym fragmentem sputnika. Z tytułu bloga też zniknęła. Pojawił się za to, nadal zamiast kropki nad 'i', milusi kluczyk. Myślę, że zawisnął tam już na stałe. Jakby kto pytał, co otwiera - to recepcyjną kasę, ma się rozumieć. A propos zmian, nie wiem czy zauważyliście, ale wrzuciłem na bloga skrypt umożliwiający rezerwację noclegu w mym macierzystym Hostelu Butik. To na wypadek, gdyby ktoś zapragnął uścisnąć mi prawicę. Albo dać w mordę. Za to śnieg jeszcze zostawiam, niech sypie choć wirtualnie, bo za oknami... zresztą sami wiecie, jak jest tej zimy. Acha, zmieniłem jeszcze dolny pasek do przemieszczania się między stronami bloga, teraz zamiast napisów 'strona główna', oraz 'starsze' i 'nowsze posty' są rysuneczki. Może być? W ogóle jakiś taki skonfundowany jestem - współsiostra w cieciostwie J. powiedziała mi ostatnio, że piszę za długie notki. Ja wiem, cywilizacja obrazkowa i te sprawy, ale my God,  ratujmy słowo pisane! Chyba że to słowo źle pisane i nie warto go ratować, uświadomcie mnie, póki nie jest za późno. Milknę i wrzucam KAFEL ÓSMY, niby obrazek, ale też o słowach. Sory Winetu, ten typ tak ma.

Kaf 8

29.12.2011

Czwartek, zmiana h1 - czyli Kaf 7 albo megafota

Motto:
Nie będzie w tym roku sylwestra.
Nie zagra żadna orkiestra.
Nie spłynie rynsztok szampanem.
Nie pójdzie w tan pani z panem.
(Cieć Cieciowicz)

Magiczne Miasto zabite na głucho. Koniec igrzysk, zaciskamy pasa. W listopadzie bodajże ogłoszono oficjalnie, że sylwestra w tym roku - niet. Ja tam wybitnie nie żałuję, co to za sylwester, na którego zapraszają jakiegoś Rubika. Kostkę to ja sobie mogę i w domu poukładać. Zeszłoroczna impra sylwestrowa w Magicznym Mieście nazywała się dość kuriozalnie. WOW!night. Weź Odejdź Wpodskokach!night - tak bym to rozwinął. No ja przepraszam, ale jak na zeszłorocznej stronce www tego słynnego magicznomiejskiego wydarzenia przeczytałem frazę uczestników WOW!night, największej klubowej imprezy w Europie, zachęcamy do odnalezienia siebie na megafocie, poczułem się tak, jak chyba nie miałem się poczuć, czyli jak Megacieć. Okej, dość malkontenctwa zaprawionego jadem. W każdym razie - rzeczywiście - jak sylwestrowego koncertu nie ma, to i rezerwacji w hoście jakby troszkę mniej niż w 2010. Negatywny wpływ na sytuację mógł mieć również fakt, że tym razem kalendarz nie dopisał i Nowy Rok przypada na niedzielę. Odbijemy sobie na wiosnę, bo w nadchodzącym roku kalendarz okazał się wyjątkowo korzystny i obrodził nam w przedługaśny weekend majowy. Jeśli dożyjemy - w końcu apokalipsa blisko. Pomijam fakt, że z apokalipsą, czy bez - i tak wszystkich nas czeka egzystencjalna perspektywa najtrafniej określona przez Jana Brzechwę w wierszu pt. "Na straganie": i tak wszyscy zginiemy w zupie. No, ale nawet jeśli, to do tego czasu gdzieś spać trzeba.
Dzisiejszy, SIÓDMY JUŻ KAFEL, z deczka sylwestrowy właśnie, zawiera obserwację paradoksalnego być może nawet faktu, że grupy społeczne uważane za "marginesowe" mają nierzadko lepszy gust muzyczny, niż tak zwani "porządni obywatele".

Kaf 7

12.12.2011

Poniedziałek, zmiana h2 - czyli Kaf. 5

Kontynuując temat świąteczny i wciąż eksplorując nieprawomyślne szlaki skojarzeniowe, pozwalam sobie zaprezentować KAFEL PIĄTY, dedykowany wszystkim tym, którzy po raz kolejny napalili się, a wyszło jak zwykle. Jest to kafel butikowy w podwójnym znaczeniu, raz że z Hostelu Butik (jak już niechybnie Szanowne Państwo Czytelnictwo wie), a dwa, że... a z resztą, zobaczy Państwo samo...

Kaf. 5

Kto co dostał? Chwalcie się!

7.12.2011

Środa, zmiana h2 - czyli Ho, ho, ho, The Number of the Beast

A więc - stało się. Powszechny marsz ku laicyzacji, libertyńska krucjata zachodniej konsumpcyjnej mentalności, inspirowane przez cyniczne ateistyczne korporacje nurty, pochód cywilizacji śmierci, zaraza postoświeceniowego materializmu, powszechny upadek wartości i obyczajów - wszystko to z osobna i razem, oraz więcej jeszcze, dotarło niepostrzeżenie, niczym piąta kolumna, do recepcji Hostelu Butik. Przychodzę ja sobie, proszę Szanownego Państwa, na 3 p.m. do pracy, patrzę ja sobie i oczom mym głęboko osadzonym nie wierzę! Na drzwiach wieńce zdjęte z godła Deutsche Demokratische Republik czy innej Korei Północnej.

O nie! To przecież Hostel Butik, a nie Hostel Good Bye Lenin.

Nic to, myślę. Ale podchodzę ja sobie do recepcyjnej lady, a tam ni mniej ni więcej, tylko model struktury atomowej C2H3OH!

W dodatku w kieliszku!

Czujnie więc idę ja sobie wzdłuż lady owej  i na cóż to się natykam? Na hodowlę marihuany!!

Nie patrzcie dłużej niż 3 sekundy -
grozi uzaleznieniem.

To wszystko jednak nic w porównaniu do tego, co zobaczyłem po chwili, gdy zasiadłem pełen trwogi za recepcyjnym biurkiem. Żeby chociaż jedna była, ale nie, aż trzy wiszą. Jak trzy szóstki w Liczbie Bestii. Aaaaa, satanistyczne pentagramyyyyy!!! Apage!

Może tego nie widać, ale są skąpane w czerwonej posoce...

Nie ma bata, święta za pasem...

28.11.2011

Poniedziałek, zmiana h2 - czyli Kaf. 4

W ramach cyklu kafelkowego - dziś odsłona czwarta. Zagajam: otóż wśród zainteresowań Waszego Ciecia, których liczba tak niezliczona i nieogarniona, jak niezliczona i nieogarniona jest wszechświatowa chwała Magicznego Miasta, znajduje się urbanistyka. Postrzegając Cieciową metropolię przez jej pryzmat, dojdzie się do niechybnego wniosku, iż tak naprawdę metropolią to ona niestety... nie jest. Nie będę wdawał się w szczegóły. Powiem tylko, że szacowne mury Magicznego Miasta, pamiętające jeszcze historię żółtej ciżemki, stały w najlepsze jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku. Wszystko, co poza ich obrębem, choć formalnie sukcesywnie włączane w obręb miasta, miało faktycznie właściwie charakter podgrodzia. Wyglądało mizernie. Nie dużo bardziej mizernie niż to, co wewnątrz murów zresztą... Nasz hostel znajduje się jakieś 150 metrów od jedynych pozostałości owych murów, ocalonych dla potomności wraz z pewnym okrągłym budynkiem obronnym na literę 'B' oraz bramą miejską na literę 'F'. Nazw nie wymienię. Teraz jest tu przyjemny kawałek placu (pomijam fakt, że wystarczy 5 minut drogi na północ i kończy się Magicznemu Miastu śródmiejska tkanka urbanistyczna). Ale stosunkowo niedawno pasły się przysłowiowe krowy. Albo kozy. Albo kury. Oto dedykacja dla tych ostatnich.

Kaf. 4

26.11.2011

Sobota, zmiana h2 - czyli się budowało...

Orkiestra tusz!


Fasadka nam pięknieje - będzie dobrze. Pamiętacie może, jak jakiś czas temu wyraziłem obawę, co do estetyki tego, co zostawią po sobie renowatorzy naszego budynku? Dziś mogę powiedzieć "będzie dobrze", choć nie dojrzałem jeszcze koloru i rodzaju tynku spod siatki ochraniającej wciąż ustawione obok kamienicy przy placu Matejki 6 rusztowania. Za to widziałem co innego. Tydzień przedostatni minął nam bowiem pod znakiem wymiany okien.

Nooo, teraz to można skakać!

Ku mojej uciesze okazało się, że będą to okna drewniane, a nie plastikowe! Chrzanić Puszczę Białowieską, w kamienicy drewniane okna być muszą i basta. A jak w dodatku będą brązowe, to już w ogóle. Nasze były. Ekipa pracowała bardzo sprawnie, normy świdrowali niczym przodownicy z pewnej, socjalistycznej w treści a narodowej w formie, dzielnicy Magicznego Miasta - cieszącej się zresztą, niesprawiedliwie moim zdaniem, niechlubną sławą. Łolaboga, rozpruli otwory okienne, łoj, wiało po nerach, Jezumaryjo, nakurzyli - ale dalimy rade! A cobyśmy mieli nie dać! Przy okazji - ja, chłopak z bloków - uświadomiłem sobie, jak grube mury stawiano sto lat temu.

Grubość ściany jest proporcjonalna do grubości
portfeli, jaka zostaje naszym gościom po
opłaceniu noclegu w Hostelu Butik.

Ten swoisty stan wyjątkowy został skwapliwie wykorzystany przez Menadżerkę do przeprowadzenia remontów kilku pokojów, z których najpoważniejszy wymagał przebicia dwóch otworów drzwiowych oraz wybudowania ścianki działowej z regipsów i wełny mineralnej. Płyt było ze 20, nosił je również niżej podpisany. W naszym hostelu to nie pierwszyzna, przyzwyczaiłem się - mam dzięki temu bardziej męskie dłonie, tak to sobie tłumaczę. Enyłej - gruzuuuu było co niemiara.

To nie wojna. To nie pustostan. To remont w Hostelu Butik.

 A w tym gruzie... słoma. Się okazało, że ścianki działowe w 1914 robili z dech grubaśnych, potem je obkładali słomą, i dopiero później tynkowali. Wnioskuję, że słoma była po to, by się tynk trzymał. Ale jak się słoma trzymała drewna - nie dojrzałem. Takie to mieli techniki onegdaj. Już teraz wiem, co mógł mieć na myśli Miron Białoszewski, opisując w swoim "Pamiętniku z powstania Warszawskiego" rozpadającą się pod  nawałą Germańskiej pożogi słomianą Stolicę. Tak więc na powierzchni kilku metrów kwadratowych mieliśmy piękną konfrontację dawnych i współczesnych technik budowlanych. Naści i Wam:

MCMXIV.
Tutałzenilewen.

Ale mi się ładnie skomponowało. Dynamika, kierunki przeciwne...  To ostatnie zdjątko trochę jak to (dokumentujące budowę wspomnianej socjalistycznej w treści a narodowej w formie, dzielnicy Magicznego Miasta):

W Lemonie mają album, w którym jest takich więcej. Miodzio!

Czołem, Towarzysze!

23.11.2011

Wtorek, zmiana h3 - czyli Kaf. 3

Nocka pracowita, Cieciuchno m.in. zmienia na portalach ceny pokojów na mistrzostwa Europy w jakiejś nieznanej grze zespołowej, które podobno mają odbyć się w przyszłym roku w naszym kraju. Ja tam nie rozumiem, przecież i tak nikt nie przyjedzie... Dziś wrzutka szybka jak wpłata zaliczki za pośrednictwem serwisu przelewy24.pl (zapraszamy do korzystania z tej formy płatności zarówno w Hostelu Lemon, jak i Hostelu Butik). OTO KAFEL TRZECI!


Kaf. 3

Taaa... i nawet puenty brak.

16.11.2011

Środa, zmiana h1 - czyli Kaf. 2

Plotę puścić muszę, bo mnie zainspirowała. Menadżerka ma tableta... Nie dojrzałem marki. Chyba Samsung. Od dziś nowego znaczenia nabiera fraza "mieć cały hostel w kieszeni". Natchniony powyższym faktem przedstawiam KAFEL DRUGI!

Kaf. 2

Niniejszym na ręce Menadżerki i wszystkich innych szczęśliwych posiadaczy zazdrosny Cieć składa życzenia miłego pocierania! I wciąż czekam na Państwa propozycje alternatywnych dymków.

9.11.2011

Wtorek, zmiana h3 - czyli Kaf. 1

Obiecałem ostatnio kontynuację tematu kafli w kuchni Hostelu Butik. I zapowiedziałem, że będzie to kontynuacja nietypowa. Jako się rzekło. Więc tak, koncepcja jest prosta. Każdy kafel dostaje dymki w dowolnej liczbie oraz koniecznym kształcie i... jedziemy! Wolna amerykanka. Tak więc, proszę Państwa, choć kaczki - jak przystało na szanujący się drób - mocno drobią, to przechytrzymy je. Niniejszym ogłaszam, że można klikać w obrazek, by w pełni docenić walory KAFLA PIERWSZEGO, dedykowanego wszystkim tym, którzy pokłócili się w ciągu ostatnich 48 godzin.


Kaf. 1

Czekam na alternatywne propozycje. Zażyjcie coś, tudzież wypalcie albo wypijcie, względnie oglądnijcie transmisję obrad z sejmu, bądź telewizję śniadaniową - i do dzieła!

4.11.2011

Piątek, zmiana h1 - czyli Pan Jan i jego kafle

W Hostelu Butik znajdują się dwa rodzaje kafli. Pierwsze kafle są niezwykle efemeryczne - pojawiają się i znikają w kasie, demoralizując cieciów, przez których ręce przechodzą podczas codziennej recepcjonistycznej orki. Żywot owych kafli jest najwyżej kilkudniowy, potem lądują bezpiecznie w banku, by spokojnie demoralizować tym razem jego radę nadzorczą. Drugie kafle są zdecydowanie bardziej trwałe i znajdują się w hostelowej kuchni. Podobno jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one, powinienem więc właściwie używać nomenklatury mieszkańców Magicznego Miasta - a nazywają oni kafle flizami. Jednak to obrzydliwe słowo, kojarzące mi się nieodparcie ze słowem 'śluz' nie przechodzi mi przez gardło. Podobnie jak powszechne w Magicznym mieście określenie 'wychodzić na pole', zamiast 'wychodzić na dwór', a także jego niedorzeczny wariant 'wychodzić na polko'. Poza tym gdybym użył regionalizmu 'flizy' ,nie byłoby tej błyskotliwej gry słów, czyż nie? ;) Enyłej (to dopiero piękne słowo!), kafle z naszej kuchni to nie są zwykłe kafle. To kafle praktycznie już zabytkowe! Przy wejściu do naszej kamienicy zachowała się data wybudowania: 1914. Wszystko wskazuje na to, że kafelki pochodzą mniej więcej z tego właśnie czasu. Mimo iż nadgryzione juz nieco, wciąż pozostają piełkne i niezwykle niezwyklaste, no i ma się rozumieć magiczne. Białe. Bez grubych fug. Z granatowymi poziomymi pasami na wysokości oczu i przy podłodze oraz pionowymi, mniej więcej co 1,5 metra. Z wystającym, lekko pofalowyanym gzymsikiem wieńczącym górną krawędź glazurowej ściany. Z motywami roślinnymi. I - co najważniejsze - z rozsianymi gdzieniegdzie quasi-rodzajowymi scenkami. Prawdopodobnym producentem kafli jest niejaki:

Ups, wydało się!
Ale co? Kto wie?


Po wyguglowaniu rzeczonego okazuje się, że zakład Pana Jana zostawił swoje glazurowane piętno nie tylko w kamienicy przy pl. Matejki 6, ale na przykład tu. Musiał Pan Jan mieć dużo zamówień bo - jak podaje źródło, które możemy znaleźć tu - prawdopodobnie od 1905 roku był właścicielem kamienicy przy ul. Grodzkiej 49 a dziewięć lat później przejął także sąsiednią kamienicę, znajdującą się pod numerem 47. Zaś źródło, które znajdziecie tu, zaświadcza, że w 1912 roku, podczas Wystawy Architektury i Wnętrz w Otoczeniu Ogrodowem w Krakowie wyłożył Pan Jan z własnej kieszeni 10 koron w ramach datku od "budowniczych, architektów, inżynierów i przemysłowców" (patrz: strona 15). Nie wiem niestety, ile to będzie w przeliczeniu na kafle. Poniżej mała próbka rzemieślniczej sprawności zakładu Pana Jana:

Ups do kwadratu!
Wydało się do kwadratu...
Ale co? Kto wie?




Pozostałe kafle będzie Wasz Cieciuchno prezentował sukcesywnie, mam zresztą pewien pomysł z ową prezentacją związany. Ale nie zdradzam. Wyczekujcie...

26.10.2011

Wtorek, zmiana h3 - czyli głowa do góry albo podsufitowa psychodela

Sobota, zmiana h2. Taki miał być tytuł tego wpisu. Ale generalna awaria sieci w hostelu, która miała miejsce podczas mojej ostatniej zmiany i zaskoczyła mnie w połowie pisania poniższej notki, opóźniła jej publikację. Wyszło na to, że tydzień się z Państwem Cieć nie komunikował. Cóż za despekt! Niech więc treść Państwu wynagrodzi.

Dziś bowiem - wirtualna wycieczka po Hostelu Butik. Ale nietypowa! Zapraszam bowiem na Walking Tour Szlakiem Butikowych... Lamp. Skorzystawszy z dobrodziejstw oferowanych przez Jego Długość Kabel USB, zdołałem zgrać na recepcyjny komputer kilka jeszcze ciepłych zdjęć wykonanych za pośrednictwem Jej Dotykowości Cieciowej Komórki, które niniejszym prezentuję. Przepraszam jednocześnie za 3 megapiksele. Ale sami chyba rozumiecie, muszę się trzymać konwencji: 5 megapikseli to by było w Hiltonie czy innym Szeratonie, w Butiku - trójka. Z łazienką. A więęęęc...

Stoimy przed drzwiami do budynku przy pl. Matejki 6. W odpowiednie klawisze na domofonie pomaga nam trafić niebieskie podświetlenie.

Doceńmy konsekwencję
projektantów urządzenia:
wszystkie liczby są
uporządkowane,
w ogóle nie pomieszane!

Po sforsowaniu drzwi kierujemy się według wskazań odpowiednich tabliczek i stajemy przed drzwiami windy. Gdy obrócimy się lekko w lewo, naszym oczom ukaże się następujący punkt świetlny:

Zwróćmy uwagę na 
znaczek informujący, 
w którą stronę
kierować się, jeśli na 
recepcji spotkacie mnie.


Wchodzimy do windy. A tam:

W rzeczywistości
 nie jest tak ciemno.
To tylko moje myśli
zaciemniły matrycę.

Wysiadamy na drugim piętrze. Zdążyliśmy już zapomnieć o treści tabliczek na korytarzu, mówiących o tym, że recepcja znajduje się piętro wyżej. Błądząc po hostelu trafiamy do segmentu B.
Szok! To światło
zapala się samo! Czary,
czy fotokomórka?

Nie mogąc otrząsnąć się jeszcze z szoku, zabłądziliśmy do pokoju numer 3 i naszym oczom ukazała się:

Made by IKEŁA,
model HÖSTEL,
wariant NOLICHT.

Na szczęście w pokoju nikt nie był zameldowany, pościel jeszcze pachnie.. Ale zaraz, pokój był otwarty? Trzeba to zgłosić recepcjoniście. Może jest naprzeciwko, w segmencie C?

Nie ma go, ciecia jednego. Jest
za to powidok od patrzenia.

Powidok na tyle mocno zakłóca naszą percepcję, że mylimy drzwi i nieopatrznie wchodzimy do ogólnodostępnej łazienki:

Mmm, jak intymnie...

Korzystając ze sposobności, pozbywamy się niepotrzebnego balastu i pełni (a może puści?) nadziei pędzimy na piętro trzecie, przeskakując po dwa schodki. Zapędziliśmy się jednak i znów lądujemy w łazience, tym razem w segmencie A:

Też intymnie,
tylko że to już było.

A gdybyśmy nie byli tacy ochoczy, oczom naszym ukazałoby się takie mijane w holu cudo:


Made by IKEŁA, model PAPIÖR,
wariant LICHTTAK.

Obracamy się dookoła dookoła własnej osi i nagle... coś dziwnego zaczyna się dziać... uderza nas wielość barw... Kontemplując ją, myślimy o przodkach krzesających iskry metodą pocieraną, o Prometeuszu wykradającym bogom ogień, o tym, że Goethe, wizytujący dwa stulecia temu Magiczne Miasto, na pewno spał właśnie w Hostelu Butik i to dlatego napisał potem swoje Farbenlehre...

"Chwilo trwaj", krzyczy
Goethe w naszych głowach!

To nie jest zwykły hol. To HOLernie kolorowy hol!

"Goethe trwaj", krzyczy chwila
w naszych głowach!!

Czujemy, że to działa. Terapia barwami... wszystko zaczyna tonąć w złocistej poświacie... Biegamy po common roomie jak po niebiańskich łąkach...

"Trwaju krzycz", chwili
głowa w naszym Goethem!!!

Nierówności się wyrównują, chropowatości wygładzają, problemy stają się problemikami, a zgryzoty rozgryzają... Tak jakby to właśnie tu, w Hostelu Butik przy pl. Matejki 6, znajdował się słynny czakram Magiczengo Miasta. Jak w transie wbiegamy na recepcję. Widok, który rozpościera się przed nami wyjaśnia wszystko. Jest niemal jak w "Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia".

Kuleczkowa lampa! Całe
życie czekaliśmy
na jej przylot!

To niewątpliwie moment mistyczny. Zagadka Wszechrzeczy zostaje rozwiązana. Czujemy, jak przepływa przez nas nieprzerwany strumień Miłości. Do naszej świadomości docierają słowa, wypowiadane przez jakiś kojący głos: "Dwójka z łazienką? Poproszę 1200 złotych". Bez wahania wyciągamy portfel i podajemy właścicielowi plik banknotów. W zamian dostajemy niewielki paragon z wieloma liczbami, z których naszą uwagę zwraca szczególnie jedna: 120 zł, z dopiskiem "SUMA". Mistyczna ekstaza osiąga swoje apogeum. Kojący głos dodaje: "To oczywiście cena za noc" i śmieje się dziwnie złowrogo. Ciemność. Urywa nam się film.


A ostrzegałem, żeby się
ewakuować, gdy mnie
zobaczycie...


Zapraszam! Z Cieciem  odkryjecie w Hostelu Butik nowe znaczenie frazy "głowa do góry" ;)


27.09.2011

Wtorek, zmiana h2 - czyli nadejszła jesień

Lekko meteorologicznie dziś. Nadejszła jesień... Każdy Polak już od czasów przedszkola wie, że wiosna to pora radosna, tato już lato, a jesień zbiera liście w lesie... Najpierw chciałem odmalować tu siakiś zgrabny słowny landszaft, impresjonistycznie i puentylistycznie zamiąchać językiem itepe, ale gdy uświadomiłem sobie, że moje wypociny w najlepszym wypadku lekko przekroczą jakością poziom wstępniaka do "Zwierciadła" - zrezygnowałem.

Po prostu napiszę parę słów o naszym Butikowym tarasie.

W Magicznym Mieście gęstość zaludnienia, przynajmniej w centrum, należy - jak mi się zdaje - do największych w Polsce. Można się o tym przekonać, zbaczając lekko z wydeptanych turystycznych szlaków i zaglądając w pierwszą lepszą śródmiejską bramę. Na mur-beton (a raczej mur-cegłę) przed oczami turysty-zboczeńca (tacy są wg mnie najlepsi, w odróżnieniu od tych pocztówkowych, co chodzą tylko tam gdzie pokazują foldery) ukaże się ciasne podwóreczko udekorowane pasmami ciągnących się wzdłuż ścian galerii, z których wejść można do mieszkań w oficynie, uatrakcyjnione różnego rodzaju dobudówkami, alternatywnymi klatkami schodowymi, czy drzwiami samotnie wklejonymi w wysokie zmurszałe ściany szczytowe. Tutaj wszędzie mieszkają ludzie, zajmują każdy kąt, wciskają się między przepierzenia, belki stropowe, pod schody, pchają się, byleby tylko móc mówić wszem i wobec, jak to magicznie mieszkają w Magicznym Mieście, kąpiąc się w lutowanej magiczną lutownicą magicznej misce stojącej w magicznej kuchni, za pan brat z magicznymi szparami w magicznych oknach i magicznymi gołębiami produkującymi magiczne guano na magiczne parapety, a na Brackiej pada deszcz i grajmy Panu na harfie...
Wiem wiem, pienię się tak wymownie, bo pienię się tak naprawdę na samego siebie, na siebie gdzieś tam skrycie lubiącego to lekko tandetne upoetyzowanie rzeczywistości a'la Piotr Skrzynecki.
Nasz taras zajmuje całą pojedynczą galerię na trzecim piętrze. Jest tam biała drewniana ławeczka, dużo kwiatów w metalowych doniczkach, stary pordzewiały kaloryfer, stoją półkokredensy z lamusa. Na ścianach między oknami Menadżerka kazała powiesić lustro i dodać do niego jeszcze wyszperane skądś plakaty o tematyce artystycznej - w kolejności mojego poważania, począwszy od poważania najmniejszego: zdjęcie rzeźby Mitoraja, popartowskie komiksowe kadry oraz reprodukcje abstrakcji Kandinsky'ego. Dla dopełnienia efektu obok rzeczonych plakatów wisi także fotografia starego amerykańskiego pickupa. No i cóż, jak tylko zapadnie zmrok, a przypada akurat zmiana popołudniowa, bierze Wasz Cieciuchno zapałki i worek z podgrzewaczami, układa te świeczuszki na parapetach i balustradzie, wkłada do lampioników i rozpala światełka miłości, dobra i nadziei, której tak brakuje steranej ludzkości...

Niestety, jako się rzekło - przyszła jesień. Coś czuję, że dziś był mój ostatni raz.

17.09.2011

Sobota, zmiana h1 - czyli Helvetica nad głowami

Jak na razie tylko moja współsiostra w cieciostwie J. podniosła rzuconą przeze mnie rękawicę - jej propozycje znajdziecie w komentarzach do poprzedniej notki. Pierwsza moim zdaniem jest najlepsza. Kto się zmierzy? Zachęcam szczególnie tych, co czytają, ale siedzą cicho i udają że nie wiem ;) Następną razą będę po imieniu wywoływał...
A w tzw. międzyczasie rzeczone litery zawisły już na ścianie. Jest bjutiful. Pan Konserwator sam wycinał, to co by miało nie być... Pilarkę nawet spalił i musiał nową kupić. Niżej podpisany też rękę przyłożył do dzieła, bo odpowiednią czcionkę odnalazł (śliczna, taka jak w naszym logo, tylko lekko pogrubiona), szablony wydrukował, na ksero popowiększał. A współsiostra A. - którą wymienię, choć nie czyta tego bloga i nie wypomniałaby mi, że ją pomijam, taki jestem dobry - owe szablony dla Konserwatora wycinała. Jest tylko jeden mały problem. W ferworze walki zapodziała się gdzieś... kropka nad 'i'. To musi być jakiś znak... Pani Menadżerko, moja teoria jest taka: Opatrzność chce nam w ten sposób powiedzieć, że musimy w końcu powiesić szyld z logo hostelu przy wejściu do budynku! Szczególnie, że zima idzie i zbłąkanych wędrowców trza ogrzać i nakarmić. A czy byłoby ładnie, to już oceńcie sami:
Oczywiście to wiecie, ale na wszelki wypadek podaję, że
w odróżnieniu od czcionki HelveticaNeueLT Pro 65 Md,
użytej na ścianie, tutaj została zastosowana
HelveticaNeueLT Pro 35 Th.