Pokazywanie postów oznaczonych etykietą menadżer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą menadżer. Pokaż wszystkie posty

9.09.2011

Piątek, zmiana h2 - czyli elegia i pecunia

Stało się. S. był dziś ostatni dzień w pracy. A ja miałem wolną ostatnią godzinkę. Oto jej poetyckie żniwo. Ekhem...

Elegia na odejście S.

Menadżer nasz dziś odchodzi.
Do innej przeskoczył łodzi
I teraz w dal, hen, gdzieś płynie...

Widzę go, jak we mgle znika,
Przejął posadę sternika
Tam. Lecz czy w sztormie nie zginie?

Łodzią tą hostel jest nowy,
A imię jego, ach, wdzięczne...
Nie zdradzę go, nie ma mowy!
Nie podam pensji miesięcznej!

Nie krzyknę, żem jak sierota,
Że boli serce skrzywdzone,
Że tylko podła istota
Tak wzgardzić może swym domem!

Ból zdławię, wepchnę do wnętrza,
Niech niczym ziarno kiełkuje,
Buduj się zbrojo potężna!
Cierpienie w siłę przekuję...

Bronić się będę przed żalem,
Grać nieczułego na wieki.
Afekty przygwożdżę palem
Ostrym, bolesnym jak ćwieki.

Prawda spod maski wyziera,
Cynizm, co życiem dziś włada:
Skusiła nam Menadżera
Nowa, intratna posada.

Myśleć inaczej nie umiem,
Porządek rzeczy rozumiem,
Samochód, dom, dzieci, żona...

Odpływa, przygładza włosa,
Patrzy Menadżer z ukosa,
Wie, że niewinność stracona...

Tym razem było za darmochę. Ale oczywiście, jak ktoś zamówi inny wiersz okolicznościowy, to jestem gotów się sprzedać. To ile dajecie za zwrotkę?

I niech to będzie puenta niniejszych wypocin.

15.08.2011

Poniedziałek, zmiana h3 - czyli ctrl+c, ctrl+v, ctrl+Rydzyk

Żeby nie było, że się ciecie obijają na swoich nocnych zmianach - mały dowód. Z mejla od Menadżera:

"Drodzy recepcjoniści
W związku ze zbliżającą się akcją marketingową naszych hosteli i planowaną wysyłką ofert każdy z recepcjonistów dostanie zadanie specjalne - przygotowanie bazy danych szkół z przydzielonego mu województwa."

Dostałem małopolskie i lubuskie. Podstawówki, gimnazja i licea. Nienawidzę Jerzego Buzka. Chrzanię reformę systemu szkolnictwa. Przez nią mam więcej adresów do wpisywania (czytaj - przeklejania). Dodatkowej pikanterii sprawie dodaje fakt, że jestem jeszcze z pokolenia tzw. starej matury (jeśli ktoś się dziwi, czemu robię takie długie wpisy, to teraz już ma odpowiedź). Z tymi adresami, z drugiej strony patrząc, nie jest w sumie tak najgorzej, bowiem - i tu obserwacja pierwsza - sporo szkół po formalnym rozdzieleniu nadal pozostaje w tych samych budynkach i tworzy tzw. zespoły szkolne. Obserwacja druga - niezwykle odkrywcza dla mnie - Gorzów Wielkopolski jest większy od Zielonej Góry! Coś podobnego! Kto z Was był świadomy tego doniosłego faktu? Obserwacja trzecia - znakomita większość polskich szkół, jeśli chodzi o zaawansowanie techniczne oraz projekt stron internetowych zatrzymała się w roku 1997. Stary dobry HTML, rameczki, zakładeczki, koszmarne czcionki i grafiki. Na przykład taka:

Nowoczesne logo polskiej
szkolnej biblioteki.
Sweeet. Obserwacja trzecia - patroni. Te wszystkie Konopnickie, ci Szwoleżerowie, te Jany Pawły, Polonie Belgijskie, matko! Oczyma duszy mej widzę sztandary szkół wnoszone w białych rękawiczkach, hymny, apele, ciała pedagogiczne, przemówienia dyrekcji wymachującej przed twarzami młodzieży kagankiem oświaty... Horror. Na szczęście adresy bywają zabawniejsze. Wśród nich pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu zajął następujący: ul. Spawaczy 3d. I pomyśleć, że adres ten byłby zdecydowanie mniej zabawny jeszcze ze dwa lata temu, zanim w kinach pojawiły się trójwymiarowe filmy. Tyle obserwacji. Ale to nie koniec. Zostały jeszcze dwie refleksje. Pierwsza - miałem naprawdę spory dylemat, czy do listy włączać czy nie włączać specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych, szkół przy pogotowiach opiekuńczych, i zakładach poprawczych. Bo niby dlaczego odmawiać tzw. trudnym dzieciakom możliwości taniego noclegu w Magicznym Mieście? A z drugiej strony - jak powybijają szyby, czy nie daj Boże, zęby jakiemuś recepcjoniście? Takimi to stereotypowymi ścieżkami poruszają się myśli Ciecia na nocnej zmianie, stanowiąc podręcznikowy przykład tego, że wykluczenie społeczne zaczyna się pod sufitami naszych czaszek. Refleksja druga - niby taka głupia lista, a ile emocji, ile wiedzy! Bo czy gdybym nie został cieciem, kiedykolwiek dowiedziałbym się o tym, że Szkołę Podstawową nr 3 im. Marcina Biema w Olkuszu kończyły tak słynne osobistości polskiego szołbiznesu jak Maciej Molęda i... Tadeusz Rydzyk? Nie ma bata. Alleluja!

3.08.2011

Środa, zmiana h3 - czyli wyjście, które wyszło

Kilka dni temu, po raz pierwszy od czasu kiedy zostałem cieciem, pojawiła się na horyzoncie perspektywa wyjścia. Wyjścia do knajpy. Ma się rozumieć innego wyjścia ciecie nie mają, a i to, które mają - raz na ruski rok. Nie jest to bynajmniej żaden zarzut do zwierzchności, wręcz przeciwnie - sami sobie nie organizujemy częściej, to nie wychodzimy. I tylko grzejemy cieciowskie krzesła obrotowe. To nasze, butikowe jest zresztą dużo lepsze od lemonowego, każdy przenoszący się na zastępstwo tu lub tam recepcjonista to potwierdzi. No a dziś wyjście, że tak powiem, nam wyszło i z nieukrywaną przyjemnością - wprost proporcjonalną do ilości wypitych litrów - grzaliśmy magiczne ławy jednego z magicznych klubów Magicznego Miasta. Było fajnie (Menadżer stawiał). Trzeba to powtórzyć (Menadżer będzie nadal stawiał). Towarzyszyły nam trzy nowe siostry: dwie świeżynki praktycznie jeszcze nie obmyte z recepcjonistycznych wód płodowych (2-3 dni stażu), i jedna już z zaschniętym kikutem pępowiny (2 tygodnie). Lekko onieśmielone, zdystansowane, przysłuchujące się i dyskretnie obserwujące nasze przystolikowe poczynania. M. (kolega od pluskiew, ponad półroczny staż, skubany, coraz mniej takich, gdzie ten etos rocznika 2010...) najwyraźniej to zauważył i w akcie samokrytyki stwierdził, że nasze cieciowskie żarty są obiektywnie słabe i niezrozumiałe dla ogółu społeczeństwa. Chyba ma rację. Przykład. W pewnym momencie narodziła się idea jasna i prosta, jak potwierdzenie wpłaty zaliczki - trza coś zjeść. Menadżer zamówił pizzę. (Czy już wspominałem, że wyjście trzeba powtórzyć?) Kiedy czekaliśmy na dostawę, ktoś rzucił, że jak już pan przyjdzie, nie możemy zapomnieć o wzięciu faktury. I koniecznie trzeba sprawdzić, czy adres na druku jest poprawny. W sektorze weteranów cieciowego fachu rozbrzmiał sardoniczny śmiech. W sektorze świeżynek - cisza. Rozumiem je. Ponadto, by dopełnić obrazu nędzy i rozpaczy, okazało się, że M. ma w swoim wynajmowanym pokoju rozłożony na stałe namiot do spania, D. w trakcie imprezy handluje na sztuki papierosami M., a Menadżera na treningach boksu tajskiego już nie biją kobiety. Dręczony niepewnością, w sposobnej chwili zapytałem konfidencjonalnie świeżynek,czy nie jesteśmy przypadkiem dziwni. Odpowiedziały dyplomatycznie, że interesujący. I pewnie sympatyczni. Ciekawe, czy napisałyby to samo w opiniach na hostelworld.com.

29.07.2011

Czwartek, zmiana h1 - czyli Cimex lectularius atakuje

Menadżer Hostelu Lemon - hostelu który jest naszym drugim przybytkiem - aktualnie walczy ze zmorą hotelarzy, czyli pluskwami. Podobno rozpełza się ustrojstwo po kolejnych pokojach i tumani, przestrasza gości, gryząc, tupiąc, spać im nie dając. Nie ma nic gorszego niż zapluskwiony pokój hotelowy, prawda? Zaryzykowałbym co prawda stwierdzenie, że pluskwy Magicznego Miasta także są magiczne i być może nawet stanowią część jego kulturowego dziedzictwa, ale mimo wszystko pluskwy to pluskwy, jak użrą, magicznie nie jest. Jednak lemonowy Menadżer pospieszył z wyjaśnieniami i zdemontował pluskwiany mit. Pomógł mu w tym zresztą mój współbrat - jeden z cieciów pracujących w Lemonie (sorry, M., ale wiesz, w niniejszym blogu staram się rehabilitować słowo "cieć" i odejmować mu choć trochę pejoratywne znaczenie). Przekopał się przez całą dostępną internetową wiedzę na temat pluskiew i okazało się, nie należy łączyć ich obecności z brudem i bałaganem, a tak w ogóle to bestie mają teraz sezon rozrodczy. Ekipy odpluskwiające Magiczne Miasto zacierają przeżarte od DDT dłonie, Menadżer Lemona dzwonił do firm i podobno pracują od 6 do 24, nie nadążają za wezwaniami. Również z hoteli i hosteli. Zresztą podobno często to sami goście - szczególnie Ci z krajów o cieplejszym klimacie, jak Hiszpania czy Włochy - przywożą do Magicznego Miasta pluskwy w swoim bagażu. Niektóre hostele przeznaczają nawet jeden specjalny dzień w roku na globalną akcję depluskwizacji. Ciekawe ile bulą. Niektóre firmy, do których dzwonił Menadżer Hostelu Lemon życzyły sobie nawet 2,5 tysiąca za pokój. Cóż, za magię się płaci.

9.07.2011

Sobota, zmiana h2 - czyli bierzcie i jedzcie

Sobotnie popołudnie. Obłożenie - na oko z 75%. Nie jest źle. Znaczy się - starczy na wypłaty dla załogi. Chyba, że goście zjedzą za dużo sera.

Na wspomnianym już zebraniu personelu Menadżer poruszył trudną i delikatną kwestię bufetu śniadaniowego. Przy okazji opisał zjawisko, które dla własnego użytku nazwałem efektem Synergii Apetytu Grupy (SAG). Najpierw wprowadzenie-dygresja. Uważny czytelnik być może dostrzegł, że w oficjalnym menu naszego hosta nie występują ani żółty ser, ani wędliny. Nie oznacza to wcale, że takowych nie serwujemy, są one jednak tzw. "miłym dodatkiem" do naszej śniadaniowej oferty. Nie widziałem jeszcze co prawda gościa, który powitałby choć cieniem uśmiechu wystawione na stole półmiski z serem i szynką, nie odczułem ani odrobiny ciepłych i serdecznych myśli, jakimi otaczać mieliby nasz przybytek goście na widok żółtej talii plastrów goudy czy edamskiego, tudzież krakowskiej suchej bądź sopockiej parzonej. Może nie czytają uważnie mejli z potwierdzeniem rezerwacji, w których piszemy co czekać będzie ich podniebienia między 8 a 10 rano, kiedy wystawiamy bufet na ich pastwę. Niech będzie, że to wina brutalnego konsumeryzmu, który wypaczył zachowania społeczeństwa i sprawił że przestało ono doceniać bonusy i zaczęło traktować je jako oczywistą oczywistość. A spożycie sera i szynki musi przecież cieć-recepcjonista kontrolować. W trakcie zebrania pomyślałem sobie, że może warto by opatrzyć rzeczone półmiski oprawionym w ramki napisem "MIŁY DODATEK", ale to chyba nie najlepszy pomysł. Coś jak kartka "ZBIERAM NA PIWO", którą często widujemy w dłoniach rozbrajająco szczerych osobników na ulicach Magicznego Miasta (i nie tylko). A dziś, robiąc sobie herbatę w hostelowej kuchni wpadłem na pomysł dużo subtelniejszego przekazu. Nad bufetem śniadaniowym powinien wisieć następujący tekst:

SERdecznie witamy na wliczonym w cenę śniadaniu, zjedzcie wszystko do ostatniej kruSZYNKI.

No, co? Mnie się podoba.

Miała być dygresja, a wyszła notka. Wobec tego o efekcie SAG - kiedy indziej.