Zaiste. Zaprawdę. Bezapelacyjnie. Szczególnie w sytuacji, kiedy w hostelowej spiżarni pustki, a Pan Konserwator nie będzie wysyłany do Makro po zakupy, zaś nazajutrz na wykarmienie czekać ma w jadalni stadko kilkudziesięciu 15-letnich ptasząt z belgijskim rodowodem. Co się z takim fantem robi? Bierze się rzeczoną Biedronkę, Menadżerkę M., 300zł w gotówce, Współbrata w Cieciostwie M., niżej podpisanego oraz dwa sklepowe wózki. I dobry humor. Po około 15 minutach spędzonych w sklepie m.in. na sprawdzaniu liczby plasterków sera przypadających na jedną zgrzewkę oraz analizie możliwie najmniej energochłonnej trasy między półkami, otrzymuje się nastepujący efekt:.
![]() |
To jedyne cztrery kólka, na które moze pozwolić sobie cieć z Magicznego Miasta. |
Efekt ten znosi się przy pomocy Współbrata w Cieciostwie M. po widocznych na zdjęciu schodach, a następnie pokonując krawężniki i slalomując między słupkami, latarniami i ludźmi, paraduje się po centrum Magicznego Miasta...
![]() |
Tył M. i tył Ciecia (któż zgadnie który jest który?). Fotografuje (nie bez satysfakcji) Menadźerka. |
... by po zaliczeniu dwukrotnej jazdy windą na 3 piętro (jak dobrze, że ją mamy!) tryumfalnie wjechać pod drzwi hostelowej spiżarni i wypakować wszystko na półki. Trzeba sobie jakoś radzić, nie?