Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zajwiska paranormalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zajwiska paranormalne. Pokaż wszystkie posty

12.06.2012

Wtorek, zmiana h1 - czyli kropki-kreski ciąg dalszy

Nie jadłem dziś śniadania, żeby być na czczo i ogólnie umartwić się nieco. Nie podjadałem nawet nic z szafki z hostelowym jedzeniem. Żadnej drożdżówki, żadnego chleba z serem żółtym, ani jednej kulki czekoladowych płatków, nawet hostelowej kawy nie piłem. Skąd to poświęcenie, zapyta Państwo Czytelnictwo? Ano przed wróżeniem z mapki. Pomyślałem, że to mi ułatwi przepływ wewnętrznej energii czi do centrum życiodajnej siły, które znajduje się... ekhm... pod blatem lady recepcyjnej. Liczyłem, że z centrum energia zahaczy jeszcze o parę miejsc, wpadnie na moment na Wawel, żeby pozdrowić znajdujący się tam czakram, po czym wróci do mnie i wpłynie przez lewą dziurkę w nosie do mózgu, gdzie rozpadnie się na tysiąc kawałeczków i pobudzi moje neurony odpowiedzialne za interpretacje obrazów, gdy będę wgapiał się w plan Magicznego Miasta. Kurcze, nie wiem, trochę chyba nie zadziałało, bo wyszło mi to:


Są trzy możliwości:
1. przerżniemy 12 do zera
2. wygramy 12 do zera
3. będzie 1:2 dla nas (bo duża cyfra to Polska, tak czułem przy meczu z Grecją, zresztą to właśnie Polsce zawdzięczam najwięcej, więc i liczba musi być duża).

Trzecia możliwość jest najbardziej realna. Choć i tak mało realna. Będzie dobrze?


10.06.2012

Niedziela, zmiana h2 - czyli krwawe żniwa

Ha! I co? Wywróżyłem!!! 1:1!


Zawsze wiedziałem, że jestem wyjątkowy, przeznaczony do czegoś ważnego. Przypomniało mi się, jak Mama powiedziała mi, gdy miałem 5 dni, iż ma przeczucie, że będę kimś wielkim - potężnym Cieciem, który zmieni równowagę sił w światowej branży turystycznej... Okej, dość chełpienia się, bo skończę jak ten gość:


Szyldy i szeroko pojęte reklamy w przestrzeni publicznej. Syfu ci u nas w tym temacie co niemiara. Chaos, estetyczny analfabetyzm, źle pojęte zagadnienie własności prywatnej. A wystarczyło przykładać się w podstawówce także na lekcjach plastyki, nie tylko na matematyce. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby taki Paryż czy inny Rzym był w Polsce. Pewnie to. Magiczne miasto było w Polsce od zawsze i jeden dzień dłużej i wreszcie doczekało się jakichś bardziej stanowczych ruchów w powyższym temacie. Magicznomiejska Starówka pół roku temu jako pierwsza w kraju została ogłoszona Parkiem Kulturowym, w którym obowiązują ścisłe wytyczne dotyczące estetyki ulic. Okres karencji minął i zaczęły się mandatowe żniwa. Kosić, panowie strażnicy, bo turysty się z nas śmieją!

8.06.2012

Piątek, zmiana h1 - czyli kropka, kreska, kropka, kreska...

To dziś. Dzień próby. Albo Sarmaci albo Hoplici. Albo słowiańskie trumny albo greckie kolumny. Albo obrona Częstochowy albo Termopile. Albo... Enyłej, zaznaczyłem sobie na mapce miejsca, w których znajdują się hotele trzech reprezentacji mieszkających w Magicznym Mieście oraz lokalizacje trzech stadionów, na których trenują. Plus Hostel Butik. Wyszło tak:


Pięknie, wszędzie blisko, włącznie z Włochami w Wieliczce (spod hosta jest bezpośredni autobus miejski) i Anglikami w Hucie (prawie spod hosta jest bezpośredni tramwaj). I miałem już właśnie zamknąć okno programu graficznego, gdy nagle coś mnie tknęło. Wpatrywać się zacząłem w mapkę intensywnie, oczy mrużyć, mamrotać coś pod nosem i po chwili ZOBACZYŁEM WYNIK. Zaprawdę, powiadam Wam, OTO ON:


1:1. Dla nas oczywiście ta większa jedynka. Będzie dobrze.

8.05.2012

Wtorek, zmiana h3 - czyli friki, część 5. albo żałoba na ul.Rozrywka

Panie, się działo! Koleżeństwo cieciostwo doniosło mi, co następuje: ostatnio gościlismy w Hostelu Butik dziewięciu Szkotów, którzy przyjechali na tzw. stag party, czyli mówiąc po naszemu - wieczór kawalerski. Grupy stagów są w hostelach grupami specjalnej troski, gdyż mieszkańcy wysp to ludzie nie tylko dość krewcy ale i lubujący się w doświadczaniu egzystencjalnego dna, a jak wiadomo impreza kawalerska jest do tego świetną okazją. W Butiku jesteśmy otwarci na wszelkie formy spędzania pobytu w Magicznym Mieście, pod warunkiem, że podczas meldowania goście zdradzający ciągoty do upodlenia podadzą nam numer karty kredytowej, z której podczas wymeldowania będziemy mogli ściągnąć kwotę potrzebną na remont zdemolowanego pokoju. Plus prowizja. Tak więć przyjęliśmy Szkotów ciepło i serdecznie. Tym razem jednak dno okazało się podwójne. Otóż parę dniu przed przyjazdem Pana Młodego... rzuciła narzeczona. Bilety były już kupione a zaliczka - wpłacona, więc panowie postanowili nie odwoływać pobytu i wbić klina żałobie. Rozpoczęli - ma się rozumieć - już w hostelu, a potem udali się zygzakiem na miasto. Co działo się dalej - Bóg jeden raczy wiedzieć. Pewne jest jedno - przez całą zeszłą noc wracali pojedynczo, każdy o innej porze. Ostatni przybył o 7 rano w stanie uniemożliwiającym jakąkolwiek komunikację. Prawdopodobnie funkcjonował na poziomie jednokomórkowca - jedyne co był w stanie zrobić, to rozróżnić światło od ciemności. Po południu wrócili do życia i wtedy okazało się, że niedoszłego Pana Młodego nie ma wśród nich. Być może utonął we łzach żalu. Niepewność trwała stosunkowo krótko, bo około godziny 13 otrzymaliśmy telefon ze słynnej magicznomiejskiej izby wytrzeźwień (która, nomen omen, mieści się przy ul. Rozrywka). Okazało się, że leży u nich jakiś pijany Wyspiarz, który nie jest w stanie się wysłowić i nie ma przy sobie żadnych dokumentów. Jedyna wskazówka, którą znaleźli to karteczka z napisem plac Matejki 6, którą prawdopodobnie zapobiegawczo napisał dla przyszłego znalazcy, gdy jeszcze potrafił utrzymać długopis. po google'u do kłębka. Tak więc zguba się znalazła, acz nie była to tak radosna wiadomość, jak by się wydawało, bowiem ziomale byli przekonani, że delikwent jest "in prison" i pomimo usilnych tłumaczeń nie byli w stanie zrozumieć, na czym polega instytucja polskiej izby wytrzeźwień. W ostatecznej ostateczności wykupili kumpla za 250 peelenów i żyli długo i szczęśliwie.
Acha, żeby nie było, że tak bez puenty - oto morał: oczywiście wszystko przez kobiety.

30.04.2012

Poniedziałek, zmiana h2 - czyli derby, derby i po derbach

Cieciuchno Wasz od lat już prawie ochnastu mieszka w okrytej niechlubną sławą robotniczej dzielnicy Magicznego Miasta, zwanej Nową Hutą. Dzielnica ta jest areną kibolskich porachunków trzech najważniejszych magicznomiejskich drużyn piłkarskich (Wisła, Cracovia, Hutnik), z których dwie (Wisła, Cracovia) grają obecnie w pierwszej lidze. Od dziś wiadomo już, że w przyszłym roku zagra tylko jedna. CRAXA, DZIWKO - DERBY BLISKO - to wiele mówiące wiślackie ostrzeżenie pojawiło się na nowohuckich murach kilka tygodni przed zapowiadaną na dziś 185. już (!) konfrontacją odwiecznych magicznomiejskich futbolowych wrogów. Groźba sprawdziła się - Wisła wygrała z Cracovią 1:0 i przyczyniła się do spadku swego oponenta z ekstraklasy. Szczerze mówiąc, Drodzy, Cieciowi ta Święta Wojna generalnie zwisa i powiewa - byleby tylko nie dostał z tej okazji w swoją inteligencką mordę, jak będzie wieczorem szedł przez miasto. I na tę właśnie okoliczność - ballada.


Nowohucianka


Szybko, przynieś pisadło!
Wejdźmy w poezji mokradło!
Niech sika po nogach stadło,
Rymuję lepiej niż radio.

Ziomale, Ziomalki,
To będzie zapis mej walki:
Epickie dżezy, spiralki,
Zygzaki, a także falki.

Wierzę! Tak! To się uda!
Czuję, jak buzuje wóda!
Dotknij, ach, proszę, tu uda
I usłysz pieśń Robin Hooda.

Skąd Kibole wracali?
Z nocnej wracali wycieczki…
Suka, co z nimi na smyczy,
Właśnie dostała cieczki,

Szli przez gęstwinę, przez knieje
W parku, tam, gdzieś w Nowej Hucie,
Szli chyba ze dwie godziny,
Stracili w piętach już czucie,

Gdy nagle, matko jedyna!
W krzakach cień jakiś majaczy!
Z Cracovii cień skurczysyna?
Ten pomiot kreci, sobaczy

Spojrzeniem brudnym k’nam łyska
Patrzy swym wzrokiem przewlekle,
Że cała przestrzeń boiska
Aż gore! Tak! My są w piekle!!!

Piwne wyziewy szatańskie,
Swąd czarnych blantów spalonych,
Strzykawki jakieś bezpańskie…
Czekają  w mieszkaniach żony

A my tu, tu, pod tym blokiem
Natknęliśmy się na zarazę!
Ta patrzy ciemnym swym okiem
Wyciąga Marii obrazek:

Ludu! Ach, ludu skażony!
Przestańcie grzeszyć, ja błagam!
Wyrzućcie z głów przetrąconych
Komercji brudny bałagan

Przestańcie słuchać Liroya!
Wywalcie precz AbraDaba!
Zapuśćcie Leśmiana, Boya!
Nie jedzcie przy tym kebaba!

Mickiewicz! Czy coś wam mówi
Nazwisko to zapomniane?
Czytajcie jego poezję
W noc, wieczór, w dzień i nad ranem!

A teraz idźcie w pokoju,
Odejdźcie, ach, ku świtaniu!
I pijcie z mądrości zdroju,
Krzyknjcie NIE rozpasaniu!

Tu przerwał, lecz róg trzymał.
W ciszy co nagle nastała
Zdało się słyszeć głos z Litwy…
Ach nie! To Wisła wracała!

Ziomale świeżą wiktorię
Z Cracovią śpiewem witali,
Pilnując, by trajektorii
Marszu im nie zakłócali

Żadni kibole Hutnika.
Błyszczały jak brzuch sputnika
Ich twarze zdrowiem nalane.
Krzyczeli: Z żadnym Szatanem

Nie przegra nasza wiślasta!
Wisła jest miszczem i basta!
Śmierć dawnym bohaterom,
Z Cracovią jeden – zero!

Pieśni tej zew zdziałał wiele,
Chór drugi więc: Przyjaciele!
Bracia, ziomale kochane,
Jeśli wygracie z Szatanem,

To kaman, tu się przyłączcie!
Od życia gościa odłączcie!
Bo nas mami literacko
Trza go, pierdnąć chłopy chwacko!

Tak się do nich odezwali
Ci co wcześniej tam już stali,
Gdy to tamci usłyszeli,
Wnet akcję ostrą zaczęli.

Aż się drzewa odchylały
Kiedy ziomy Diabła prały.
Miazga, miąższ z Szatana został,
Jeden ślad się tylko ostał

Lecz nie dojrzały Bulteriery,
Pitbule znaku na bruku.
Tak się zawzięli, tak się nadęli,
Spuszczając Biesowi kuku,

Że rozrywając go na strzępy,
Zadając śmiertelne męki,
Koszulkę zdarli 40 i 4
Studencki Festiwal Piosenki.

Do dziś więc pamięć o studencie,
Co za Szatana był wzięty,
Żyje na dzielni wśród młodzieży.
Wypalmy za niego z dwa skręty…

22.04.2012

Niedziela, zmiana h3 - czyli sinus M sinus P sinus K

Zagadka. Co to jest?

Ryc. 1

Nie. A to?

Ryc. 2

Też nie.

Odpowiedź na pyt. 1. 
Jest to droga pasażera najdłuższego tramwaju w Polsce, przechodzącego z jednego końca na drugi koniec składu w godzinach szczytu. Widok z góry.


Odpowiedź na pyt. 2.
Jest to droga pasażera najdłuższego tramwaju w Polsce, przechodzącego z jednego końca na drugi koniec składu obojętnie o której godzinie. Widok z boku.

Szanownych Czytelników uprasza się teraz o wyobrażenie sobie, że jest godzina 15:00 i złożenie w głowie obu rycin w trzech wymiarach. Oraz uwzględnienie wysokiego współczynnika telepania tramwaju.

Tak. Ja też nie jestem w stanie tego objąć umysłem.

Najdłuższy rollercoast... eeee... tramwaj w Polsce - w Magicznym Mieście już od 27 kwietnia na trasie Nowa Huta - Hostel Butik - Bronowice. Zapraszamy.

Iiiiiihaaaaa! Wysoko - nisko - wysoko - nisko - wysoko!!!

13.04.2012

Piątek, zmiana h1 - czyli BHP albo nowe zasady

Piątek trzynastego. No i się podziało. Chaos, Matrix, królicza nora, nic już nie jest prawdą. Włam, wrogie przejęcie! Czy to hakerzy z Anonymous? A może CIA maczało w tym palce? Nie mogę powiedzieć. Prawda leży daleko. Powiem tak: znacie skrót BHP? Od dziś nawet ów poczciwy skrótowiec nie oznacza już tego, co oznaczał zawsze.  Brudny Harry Potter - jak to on - stosując nieuzasadnioną przemoc i dokonując redundantnych interwencji magicznych, zaprowadził nowe porządki na blogasku. Założył konto na fejsie i powołując się na postulaty ANTY ACTA zajumał Cieciowe notki! Przekupstwo? Lizusostwo? Szantaż? Nepotyzm? Propozycja nie do odrzucenia? A może po prostu schizofrenia? Może Brudny Harry Portier i Cieć to rewers i awers tej samej osoby? A może Cieć tak naprawdę od zawsze była kobietą? Może marzyła o mocnym męskim Alter Ego? A może jest odwrotnie - Cieć był zbyt kobiecym mężczyzną, a Brudny Harry to zbyt męska kobieta... Aaaaa!  Nie wierzcie w nic. To jest net, tu wszystko jest możliwe. A tymczasem uprasza się Drogiego Państwa o przeniesienie swoich z trudem i bólem nanizanych na licznik 54 lajków na fejsbukowy fanpejdż BHP. Z boczku na blodżku zostaną ujawnione Wasze facjaty. Koniec z prywatnością. Ile można podglądać bezkarnie?! Howgh!

23.03.2012

Piątek, zmiana h1 - czyli na ryby

Z Zeszytu usterek:

styczeń - w doniczkach z ziemią na tarasie są białe robaki

luty - spadł kawałek sufitu w łazience przy pokoju 5

marzec - w segmencie D żarówka do wymiany (nie mogłem znaleźć żarówek - sam bym wymienił)

Wszystko się sypie, recepcjoniści nie oświeceni, dobrze że przynajmniej na ryby w długi weekend majowy będzie można iść.

21.03.2012

Środa, zmiana h2 - czyli bo do brydża trzeba dziesięciorga

Tajemniczo-kuriozalny mail wpadł do hostelowej skrzynki podczas mojej zmiany. Takiego zapytania jeszcze nie miałem. Kobieta chce zarezerwować w czasie majowego długiego weekendu jedną noc dla 10 osób w wieloosobowym pokoju prywatnym, ale tak, żeby były w nim miejsca DO SIEDZENIA PLUS NAJWYŻEJ DWA ŁÓŻKA. "Ki czort", rzuciłem retorycznie w myślach i zacząłem rozkminiać sprawę. Wyszło mi tak: zapewne goście zamierzają zatrzymać się u nas w celu całonocnego posiedzenia nad kilkoma partiami brydża. Korzystają z majowego urlopu, więc mogą odespać później. Ale tylko jeśli będzie to naprawdę konieczne. Czemu? Jako że do brydża potrzebnych jest czterech zawodników, ósemka gości będzie rozgrywała dwie partie jednocześnie, zaś pozostałe dwie osoby będą w ich trakcie uskuteczniać regeneracyjną drzemkę. Po skończonej partii z każdej czwórki odejdzie po jednym zawodniku, który wymieni się ze śpiącym kolegą/koleżanką. Po kolejnej grze nastąpi następna wymiana. I tak dalej. W mailu nie było co prawda nic o stolikach, ale pewnie będą mieli turystyczne. Albo nie, na pewno będą grali wirtualnie - na komórkach połączonych ze sobą przez Bluetooth. Lub na tablecie.

Ktoś ma jakieś inne, równie twórcze pomysły na rozwiązanie tej rezerwacyjnej zagadki?

5.03.2012

Niedziela, zmiana h3 - czyli Butik i chochlik

Ferment się zrobił w hoście w piątek, bo nagle zaczęły masowo spływać do nas rezerwacje z apokaliptycznego portalu Hostelworld.com. W zimie dla szanującego się ciecia jest taki fakt powodem do wielkiej i nieskrywanej radości. "Jak cudownie! Będę miał co do garnka włożyć!" myśli cieć, wklepując do systemu obco brzmiące nazwisko kolejnego gościa. Jeśli jeszcze na dodatek jest to rezerwacja bez możliwości zwrotu kosztów noclegu w wypadku anulacji (non refundable - nazywamy je nonrefami; są one rezerwacjami ze zniżką), to radość ciecia jest podwójna i skwierczy w jego sercu przy wtórze dźwięków z terminala kart płatniczych, zasysającego zdalnie płatność z konta delikwenta. "Nasze i nie oddamy", myśli wtedy cieć. W piątek jednak działy się rzeczy niedobre. Po pierwsze, rezerwacje zaczęły spływać na kilkudniowy okres, w którym cały obiekt miał być zajęty przez zorganizowane grupy. Głowę daję, że jeszcze w czwartek dni te były pięknie zablokowane przez odpowiedzialnego za to niżej podpisanego. Co więcej, rezerwacje owe miały bardzo niskie ceny - szczególnie jak na początek letniego sezonu, który miał miejsce 1 marca. 25zł od osoby w double'u z łazienką? Co ja pacze!? 15 zł za łóżko w dormie? Ze śniadaniem? WTF?! Po wstępnym okresie paniki przeprowadzono wstępną akcję ratowniczą, polegającą na sprawnym zablokowaniu czego się da na 2 tygodnie do przodu oraz wykonaniu ostrzegawczego telefonu aż za Kanał La Manche, do kwatery głównej Hostelworldu. I jak to zwykle w przypadku katastrof bywa, bardzo szybko pojawiło się na horyzoncie pytanie: jak to się stało. Nie znaleźliśmy odpowiedzi. Hakerzy z Anonymous? Zaplute karły reakcji? Pijany recepcjonista? Duch Matki Teresy z Kalkuty? Menadżerka na kacu? Mały sabotaż? "Się tak zrobiło"? Mamy pewne podejrzenia, ale ciiii... Nie powiemy. A co gości - to gości.

27.02.2012

Poniedziałek, zmiana h2 - czyli klątwa Tutenbutika

Jak powszechnie wiadomo w niektórych krajach budynki nie mają piętra 13. W wielu samolotach nie ma także siedzeń o tym numerze. Ach, jakże naiwna jest ludzkość, niczym małe dziecko sądząca, że kiedy zamknie się oczy, to zagrożenie znika; zaklinająca rzeczywistość, wierząca w to, że coś, co nie jest nazwane - przestaje istnieć. Jesli bowiem nawet nie nazwiemy trzynastego z kolei piętra trzynastym, to czy przestanie być ono trzynaste? Jeśli żołnierz - jak to mówią - likwiduje cel, to czy oznacza to, że nikogo przed chwilą nie zabił? Jeśli Polska za Gierka miała pierwsze po ZSRR miejsce w liczbie zebranych ziemniaków, to czy oznaczało to coś więcej niż tylko, że miała miejsce drugie? I Hostel Butik miał swoją ciemną, tajemniczą i przemilczaną sferę. Był nią pokój numer 10. U zarania hostelu pokojów było dziewięć - rozrzuconych po segmentach A, B i C. Potem z jednego z sąsiadujących z naszym przybytkiem mieszkań wyprowadzili się lokatorzy, więc skwapliwie niczym Niemcy w '39 zagarnęliśmy ich życiową przestrzeń, w rezultacie czego powstał segment D, a w nim dwa pokoje: 11 i 12. A pokoju numer 10 - niet. Co gorsza, nikt z załogi nie miał pomysłu, gdzie ów pokój miałby się znajdować. Żaden, nawet najdrobniejszy trop nie wskazywał na jego lokalizację, ani śladu wejścia, ani grama zamurowanej futryny, ani kawałka schodów. Kolektywna fantazja cieciów, podsycana przez zabobonność pokojowych, zaczęła produkować mistyczne scenariusze. Krążyły plotki, że pokój ów jest swoistą Puszką Pandory, której otwarcie będzie początkiem końca Hostelu Butik, że sprowadzi na nas klątwę, zupełnie tak jak sto lat temu na Howarda Cartera sprowadziło klątwę otwarcie zapieczętowanego grobowca Tutenchamona. Albo funkcjonuje trochę jak portal do innego wymiaru lub też sam jest innym wymiarem, czy innym światem. Coś jak słynne piętro 7 i 1/2 z Być jak John Malkovich:




Kilka dni temu - prawda została ujawniona. Podczas mojej zmiany na skrzynkę mailową przyszedł elektroniczny list od Menadżerki. W liście - złącznik. W załączniku - skan. Rzut poziomy drugiego piętra kamienicy przy pl. Matejki 6. Segment C: gmatwanina korytarzy, plątanina ścianek, wnęk i pomieszczeń. A wśród nich - on. Pokój numer 10. Dzielnego Pana Konserwatora, który otrzymał niezwłocznie wydrukowany prze mnie załącznik maila, nie zraziło ani trochę czarnowidztwo załogi hostelu. Wyposażony w stosowne narzędzia burząco-przebijające i odpowiednio zmotywowany telefonicznie przez Menadżerkę dokopał się do celu. Nie było łatwo. Drogę zagradzały liczne przeszkody, z kafelkami oraz muszlą klozetową na czele. Tak. Pokój numer 10 znajdował się bowiem za... ubikacją. Ogólnodostepną. I na razie wchodzi się do niego przez prysznic. Kurcze, mogłoby tak zostać, można by na wszelki wypadek zrobić w nim śluzę dekontaminacyjną. Licho nie śpi...

26.12.2011

Poniedziałek, zmiana h1 - czyli hostel w chmurze

Chmury nadciągnęły nad hostel Butik. No, może nie chmury, ale jedna chmura. Mamy nowego Menadżera. Rekrutacja była przeprowadzana skrupulatnie i wieloetapowo przez ostatnie tygodnie, a egzaminacyhne kwestionariusze obfitowały w podchwytliwe korporacyjne pytania w rodzaju "którym elementem długopisu szefa chciałbyś być: sprężynką, wkładem czy przyciskiem" lub "jak zachowałbyś się, gdyby do recepcji weszła owca w bikini". Jeden ze śmiałków dał radę, pokonal setki kandydatów i dostał szansę. Wśród załogi krąży co prawda teoria, że najważniejszym kryterium, branym pod uwagę podczas rekrutacji było imię kandydata, a jako że nowy Menadżer dostał na chrzcie to samo imię, co jego poprzednik - nie dziwota, że został przyjęty. Zresztą, imię - nie imię, i tak w ostatecznym rozrachunku liczy się pierwsze wrażenie. Moje w każdym razie było pozytywne. Cóż, obaczym, jak sobie poradzi, niebożątko, chłe, chłe... A wspomniana chmura, to nie to, co myślicie. Owszem, nowy Menadżer przyciągnął za sobą chmurę, ale... cyfrową. Przechodzimy na permanentny on-line. Koniec wstrętnych analogowych papierzysk i okropnych kosztogennych telefonów, recepcjoniści dostali dostęp do zawieszonego w wirtualnej przestrzeni sieci tajemniczego pliku z mnóstwem zakładek i będą na bieżąco wpisywać do niego, co trzeba, tak żeby Menadżer mógł monitorować sytuację 24h na dobę. Wielki Brat patrzy. I wcale nie mam tu na myśli Menadżera, ale... Google. Bowiem sprzymierzeńcem naszym zostało Google Docs. Wszystko już teraz będą o nas wiedzieć, na swoich pilnie strzeżonych serwerach gromadzić będą stosowne materiały i w dniu Apokalipsy, gdy przejmą kontrolę nad światem, nie zapomną i o nas. Trzeba gromadzić zapasy, bo to przecież już wkrótce, rok 2012 już za parę dni! A co, macki koncernu z Mountain View są już wszędzie! Macie telefon z Androidem? Korzystacie z Youtube'a? A blogspot, dzięki któremu czytacie te słowa, czyj jest? "Trust no one", jak mawiał Fox Mulder z serialu Z archiwum X. I ufaj pierwszemu wrażeniu. Szczególnie, gdy pracujesz jako cieć.

7.11.2011

Niedziela, zmiana h3 - czyli rozjaŚNIENIE

Na pewno Państwo nie zauważyło - bo się Państwo oczywiście na treści koncentruje, co by nie być o formalizm posądzonym - dlatego informuję: layout odświeżyłem! Rozjaśniamy, rozświetlamy, czcioneczka inna zdeczka, generalnie chyba nowocześniej. I mniej depresyjnie. A - jak mawiał dyrektor mojego ogólniaka - jak się komuś nie podoba, to zawsze może zmienić szkołę. Nie no, okej, tak naprawdę, to czekam na opinie i wskazówki. Będzie larum ogólne, to może wrócimy do dawnego porządku rzeczy.

Wczoraj miałem sen. Koszmar każdego szanującego się ciecia. Nocka, która wymyka się spod kontroli. Goście dostali kręćka i "wyplenili" z pokojów, jak zgłodniałe zombiaki na rave-party w dyskotece Powązki. Za Chiny Ludowe nie chcą iść spać, hałasują, chleją, syfią. Ci którzy nie "wyplenili", z pianą na ustach i walizami w rękach wybywają z hostelu, trzaskając drzwiami i krzycząc coś o skandalu i o tym, że w takich warunkach nie da się spać. Jest tego wszystkiego jakaś surrealna ilość. Pośród tej tłuszczy - ja, mały, bezbronny, wołający o opamiętanie, niesłyszalny. W ręku niedziałająca napadówka. Panikuję, doduszam przycisk, ale agencja ochrony nie przybywa. Schodzę do piwnicy, brnę po kostki w ściekach, nie wiadomo skąd pojawia się nagle obleśna wielka baba, ona też tu śpi. Chce mi zrobić krzywdę...

Sen nie miał puenty. Od puent mamy życie. Cholera, a miałem rozjaśniać.

26.10.2011

Wtorek, zmiana h3 - czyli głowa do góry albo podsufitowa psychodela

Sobota, zmiana h2. Taki miał być tytuł tego wpisu. Ale generalna awaria sieci w hostelu, która miała miejsce podczas mojej ostatniej zmiany i zaskoczyła mnie w połowie pisania poniższej notki, opóźniła jej publikację. Wyszło na to, że tydzień się z Państwem Cieć nie komunikował. Cóż za despekt! Niech więc treść Państwu wynagrodzi.

Dziś bowiem - wirtualna wycieczka po Hostelu Butik. Ale nietypowa! Zapraszam bowiem na Walking Tour Szlakiem Butikowych... Lamp. Skorzystawszy z dobrodziejstw oferowanych przez Jego Długość Kabel USB, zdołałem zgrać na recepcyjny komputer kilka jeszcze ciepłych zdjęć wykonanych za pośrednictwem Jej Dotykowości Cieciowej Komórki, które niniejszym prezentuję. Przepraszam jednocześnie za 3 megapiksele. Ale sami chyba rozumiecie, muszę się trzymać konwencji: 5 megapikseli to by było w Hiltonie czy innym Szeratonie, w Butiku - trójka. Z łazienką. A więęęęc...

Stoimy przed drzwiami do budynku przy pl. Matejki 6. W odpowiednie klawisze na domofonie pomaga nam trafić niebieskie podświetlenie.

Doceńmy konsekwencję
projektantów urządzenia:
wszystkie liczby są
uporządkowane,
w ogóle nie pomieszane!

Po sforsowaniu drzwi kierujemy się według wskazań odpowiednich tabliczek i stajemy przed drzwiami windy. Gdy obrócimy się lekko w lewo, naszym oczom ukaże się następujący punkt świetlny:

Zwróćmy uwagę na 
znaczek informujący, 
w którą stronę
kierować się, jeśli na 
recepcji spotkacie mnie.


Wchodzimy do windy. A tam:

W rzeczywistości
 nie jest tak ciemno.
To tylko moje myśli
zaciemniły matrycę.

Wysiadamy na drugim piętrze. Zdążyliśmy już zapomnieć o treści tabliczek na korytarzu, mówiących o tym, że recepcja znajduje się piętro wyżej. Błądząc po hostelu trafiamy do segmentu B.
Szok! To światło
zapala się samo! Czary,
czy fotokomórka?

Nie mogąc otrząsnąć się jeszcze z szoku, zabłądziliśmy do pokoju numer 3 i naszym oczom ukazała się:

Made by IKEŁA,
model HÖSTEL,
wariant NOLICHT.

Na szczęście w pokoju nikt nie był zameldowany, pościel jeszcze pachnie.. Ale zaraz, pokój był otwarty? Trzeba to zgłosić recepcjoniście. Może jest naprzeciwko, w segmencie C?

Nie ma go, ciecia jednego. Jest
za to powidok od patrzenia.

Powidok na tyle mocno zakłóca naszą percepcję, że mylimy drzwi i nieopatrznie wchodzimy do ogólnodostępnej łazienki:

Mmm, jak intymnie...

Korzystając ze sposobności, pozbywamy się niepotrzebnego balastu i pełni (a może puści?) nadziei pędzimy na piętro trzecie, przeskakując po dwa schodki. Zapędziliśmy się jednak i znów lądujemy w łazience, tym razem w segmencie A:

Też intymnie,
tylko że to już było.

A gdybyśmy nie byli tacy ochoczy, oczom naszym ukazałoby się takie mijane w holu cudo:


Made by IKEŁA, model PAPIÖR,
wariant LICHTTAK.

Obracamy się dookoła dookoła własnej osi i nagle... coś dziwnego zaczyna się dziać... uderza nas wielość barw... Kontemplując ją, myślimy o przodkach krzesających iskry metodą pocieraną, o Prometeuszu wykradającym bogom ogień, o tym, że Goethe, wizytujący dwa stulecia temu Magiczne Miasto, na pewno spał właśnie w Hostelu Butik i to dlatego napisał potem swoje Farbenlehre...

"Chwilo trwaj", krzyczy
Goethe w naszych głowach!

To nie jest zwykły hol. To HOLernie kolorowy hol!

"Goethe trwaj", krzyczy chwila
w naszych głowach!!

Czujemy, że to działa. Terapia barwami... wszystko zaczyna tonąć w złocistej poświacie... Biegamy po common roomie jak po niebiańskich łąkach...

"Trwaju krzycz", chwili
głowa w naszym Goethem!!!

Nierówności się wyrównują, chropowatości wygładzają, problemy stają się problemikami, a zgryzoty rozgryzają... Tak jakby to właśnie tu, w Hostelu Butik przy pl. Matejki 6, znajdował się słynny czakram Magiczengo Miasta. Jak w transie wbiegamy na recepcję. Widok, który rozpościera się przed nami wyjaśnia wszystko. Jest niemal jak w "Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia".

Kuleczkowa lampa! Całe
życie czekaliśmy
na jej przylot!

To niewątpliwie moment mistyczny. Zagadka Wszechrzeczy zostaje rozwiązana. Czujemy, jak przepływa przez nas nieprzerwany strumień Miłości. Do naszej świadomości docierają słowa, wypowiadane przez jakiś kojący głos: "Dwójka z łazienką? Poproszę 1200 złotych". Bez wahania wyciągamy portfel i podajemy właścicielowi plik banknotów. W zamian dostajemy niewielki paragon z wieloma liczbami, z których naszą uwagę zwraca szczególnie jedna: 120 zł, z dopiskiem "SUMA". Mistyczna ekstaza osiąga swoje apogeum. Kojący głos dodaje: "To oczywiście cena za noc" i śmieje się dziwnie złowrogo. Ciemność. Urywa nam się film.


A ostrzegałem, żeby się
ewakuować, gdy mnie
zobaczycie...


Zapraszam! Z Cieciem  odkryjecie w Hostelu Butik nowe znaczenie frazy "głowa do góry" ;)


14.10.2011

Czwartek, zmiana h3 - czyli Menadżerka w stanie alfa

O nocy wiekopomna, nocy błogosławiona, zaprawdę powiadam: zapamiętana będziesz, a myśl o tobie na wieki już błogością w sercu mym cieciowskim skutkować będzie. Bądź pochwalona, po trzykroć "sława ci, sława, sława"! Oto bowiem dziś właśnie otrzymałem od Menadżerki maila z zapytaniem "o czym dziś będzie". Znak, że śledzi, że czyta, ba, że wyczekuje nawet kolejnych notek, niepokoi się, gdy blog nieświeży. To znaczy: niby wiedziałem, że tak jest, ale teraz mam to na piśmie. I tak sobie właśnie przeżywałem fakt ów chwalebny, gdy dotarło do mnie - niejako w drugim rzucie myśli - że w pytaniu powyższym kryje się znaczenie dla mnie już nie tak miłe. No bo właśnie - o czym będzie? I nagle, jakby to powiedzieć... spiąłem się. Wena do tej pory przychodziła może nie na pstryknięcie palcami, ale przyznam, że sprawnie, by nie powiedzieć - rączo. Teraz jednak, w świetle fundamentalnego pytania zadanego przez Zwierzchność, moja konfrontacja z twórczą pustką zaczęła się jakoś dziwnie przedłużać i - zgodnie z genialną frazą A.A. Milne'a "im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" - zamykać się w mojej głowie poczęło zaklęte koło niemożności. Zacząłem tracić już nadzieję, że blog Cieciowy pozostanie zieloną wyspą na morzu wszechobecnego światowego kryzysu, gdy nagle - eureka! Mój umysł stał się jasny i klarowny. Zrozumiałem, że nadeszło nieuchronne, że dopadło mnie Fatum, że czas napisać notkę o... Menadżerce. I o tym, że jest ona cyborgiem. Muzyka.



Tak. Bo jest. A jak nie cyborgiem, to jakowymś Übermenschem, a w najlepszym wypadku hinduskim guru znajdującym w stanie permanentnego oświecenia. Jak Ona to robi, że w ciągu 10 sekund po wejściu na recepcję jest w stanie zauważyć rzeczy, których ja nie dostrzegłem przez 3 godziny pracy? Jak to możliwe, że jeśli wyłapie jakiś nasz błąd to praktycznie zawsze ma rację? Jak to się dzieje, że jedno spojrzenie w grafik rezerwacji daje jej dogłębny wgląd w sytuację wszystkich obiektów noclegowych, które rezerwujemy i pozwala w ciągu 3 sekund rozwiązać problem nagłego overbookingu? Jak to się odbywa, że Menażerka pamięta nazwiska gości, którzy spali w naszych hostelach na 3 tygodnie wstecz? Nie wiedziałem, dopóki w Wikipedii nie znalazłem tego:

Metoda Silvywymyślona w 1944 roku przez Jose Silvę metoda pracy z umysłem, bazująca na wizualizacjach po sprowadzeniu fal mózgowych do poziomu alfa lub theta. Dla wielu pozostaje kontrowersyjna, niektórzy wręcz ostrzegają przed jej wymiarem newage'owym czy satanistycznym.
Kurs Silvy obejmuje nauczenie się samoczynnego wprowadzania mózgu w stan alfa oraz przedstawienie metod wizualizacji na tym poziomie. Stan alfa to specyficzny stan organizmu zbliżony fizycznie do momentu zasypiania znana tez pod nazwą REM [stan śnienia - szybkie ruchy gałek ocznych] czy też medytowania; metoda Silvy zakłada, że organizm w takim momencie jest naturalnie otwarty na komunikację świadomości z podświadomością i nadświadomością (ego, id i superego) i że będąc w takim stanie można przekonać samego siebie do zmiany zachowań, nastawienia do świata czy też postrzegania innych osób. Stan theta z kolei to stan głębszy od stanu alfa [wypadkowa fal mózgowych Theta], równoznaczny z głębszym snem – na tym poziomie komunikacja z własnymi poziomami świadomości jest jeszcze łatwiejsza i efekty uzyskiwane mogą byc bardziej spektakularne [kontrola fizycznych reakcji np bólu, krwawienia itp], ale też trudniej ją kontrolować. Programowanie własnego umysłu oraz kontrolowanie go w stanie alfa i theta możliwe jest w zasadzie dla każdego adepta kursu Metody Silvy.
Metody Silvy nie można uznać za ściśle naukową, jako że nie bazuje na jednolitej teorii wpływu na umysł, a raczej podaje techniki, dzięki którym można uzyskać większy lub mniejszy wpływ na własne życie. Prowadzący kursy podkreślają, że ważne jest wypracowanie własnych technik, jako że każdy w inny sposób podatny jest na konkretny sposób i inne są efekty dla różnych jednostek.
 
Musiała skończyć kurs Silvy! No bo jak inaczej? Co, ma jakiś czip wszczepiony w korę mózgową, tudzież dodatkowe mikrooko na końcu palca wskazującego prawej ręki? Albo pojechała na pielgrzymkę do Indii, by pobrać nauki u jakiegoś Mehera Baby czy innego bodhisattwy? Albo załapała się na prywatną audiencję u Ojca Pio? Po Lemonie i Butiku (dla świeżych czytelników informacja, że są to nazwy naszych dwóch hosteli) krążą plotki, że posiada ona dar bilokacji... Ja tam nie wiem, ale w sumie może kiedyś warto bym zadzwonił do kolegów z drugiego hostelu i patrząc na Menadżerkę siedzącą obok mnie przy laptopie zapytał ich, czy przypadkiem oni właśnie teraz nie widzą tego samego w swojej recepcji...
No dobrze, dość tego new age'u zmieszanego z cyberpunkiem i odrobiną jarmarcznego katolicyzmu. Jest jeszcze jedna możliwość. I tak naprawdę to ona wydaje się najbardziej prawdopodobna. Otóż Nasza Menadżerka jest po prostu Mamą Trójki Małych Chłopców. To chyba wyjaśnia wiele, prawda? Koniec muzyki.

8.10.2011

Piątek, zmiana h3 - czyli co w odkurzaczu piszczy

Ciekawych lektur podczas pracy nigdy dosyć. Szczególnie, jeśli czyta się literaturę jakże bezpośrednio, a wręcz intymnie związaną z miejscem, w którym się pracuje. Na przykład sensacyjna powieść w odcinkach pt. "Zeszyt usterek". Obraz świata niedoskonałego, opuszczonego przez Stwórcę, który okazał się Partaczem i  zwiał w popłochu diabli wiedzą gdzie, zostawiając po sobie na wpół rozgrzebany grajdół, pełen niedokończonych, niepasujących do siebie części. Świata niepozbawionego mimo to swoistej metafizyki, metafizyki - rzekłbym - chaosu, metafizyki  tajemniczych, niewyjaśnionych zdarzeń. Rzeczywistość przedstawiona powieści funkcjonuje na krawędzi rozpadu, jest pełna zagrożeń, tajemniczych zakamarków, z których wyłania się Nieoczekiwane. A wrzucony w nią samotny, opuszczony przez Absolut człowiek skazany jest na syzyfową pracę przywracania Wielkiego Porządku, dzielnie walczy z przeciwnościami złośliwej, kapryśnej, skarlałej materii. Powieść ta jest więc zapisem dramatycznego starcia Rozumu z Nierozumnym, wiecznej walki o przetrwanie kultury i cywilizacji, której zdobycze okazują się tak przejmująco kruche... Psujące się nieustannie zamki do szafeczek w dormitoriach, pękające szyby, rozklejające się krzesła, odpadające tynki, śnieżące telewizory, przeciekające brodziki, wybijające toalety, urwane zawiasy, spalone żarówki...


No dobrze. Koniec bicia piany. Co tu dużo mówić - no generalnie psuje się wszystko, no. Moje ulubione wpisy z ostatnich dni to

1.10 - z telewizora w pok. 7 po dłuższym oglądaniu zaczyna się dymić

oraz

5.10 - sprawdzić dlaczego odkurzacz piszczy.

O Wielki Rozpadzie, Królu strychów, szpar pod łóżkami, kątów i zakamarków, szczelin i schowków, gratów, odpadów i nadliczbowych śrubek - zmiłuj się nad nami i zdradź nam tę tajemnicę!

PS
A poniżej mały bonus na ukojenie nerwów tych, którym źle w rozgrzebanym grajdole, coby się nie napinali, tylko odpuścili i polubili. Notabene, gdyby nie brak gołębi, powiedziałbym że to toczka w toczkę nasz hostelowy strych.

6.07.2011

Środa, zmiana h3 - czyli z punktu widzenia nocnego portiera

Nocka. Ogłaszam oficjalnie początek i zarazem koniec jednoodcinkowego cyklu pt. "Horrostel". Dziś, dajmy na to, odcinek pt. "Tajemnica pokoju nr 12".

Jak powszechnie wiadomo hosteli w Magicznym Mieście multum jest. Z tego multum kolejne multum w kamienicach znajduje się . A kamienice Wyspiańskiego i Żeleńskiego-Boya jeszcze pamiętają: bramy ciemne, zaułki podejrzane, klatki schodowe zewnętrzne zmurszałe, oficyny kafkowskie, galeriowe balkony zaplątane - generalnie strzeż się tych miejsc (zresztą, specyfice magicznomiastowych śródmiejskich rozwiązań lokalowych dla ludności i gołębi osobną notkę poświęcić jeszcze obiecuję). Strzeż się, zwłaszcza nocą. A co, gdy jesteś w pracy? I nie ma zmiłuj się? Znam jedną młodą, delikatną recepcjonistkę, która nie dała rady. Po pierwszej nocce wymiękła. Teraz bierze tylko dzienne zmiany. Cieszy się, tylko jakoś dziwnie drżą jej ręce...
Nocą ciecie Magicznego Miasta z duszą na ramieniu wychodzą na swój obchód. Wśród nich ja. Płynę przez labirynt korytarzy mojej kamienicy. Mentalnie przytulam się do futryn i głaszczę klamki, przykładam ucho do parkietów, otwieram szafy wnękowe i przesuwam dłonią wzdłuż półek. Czasem nawet nie mentalnie. Myślę sobie wtedy o tych wszystkich ludziach, którzy opierali się o dane ściany, tańczyli na danym parkiecie, otwierali dane okiennice, ba!, myślę nawet o cieślach, co heblowali dane deski na dane meble. Chodzę i chłonę, i czakram mi się jakiś pod wątrobą otwiera. Z przodkami się łączę, z burżuazją krakowskiego fin-de-siecle'u w salonach plotkuję, klocki drewniane z paniczami w marynarskich kołnierzykach układam, podglądam pana domu, co w spiżarni kucharkę obmacuje (tak już mam, że lubię pod powierzchnię żyć czyichś wypolerowanych zaglądać). Duchy wywołuję. Labirynt prowadzi mnie wgłąb. I już nie wiem czy to sen, czy jawa? Aż w końcu - ten pokój. Na uboczu, na osobności, trzeba przejść długim ciemnym korytarzem, skręcić lekko kilka razy. Ostatni pokój, pokój nr 12. Droga wydłuża się, przed oczami pojawiają się dziwne, nieokreślone kształty.W napięciu przekręcam klucz i delikatnie otwieram drzwi. I głowa nagle zaczyna produkować wyraźny obraz, futryna staje się ramą ekranu, na którym wyświetla się projekcja, jak z niemego filmu. Wzniesiona ręka, w ręce nóż, szeroko otwarte oczy, przerażona twarz. Przerysowane gesty. Zazdrosny szofer zabija w afekcie swoją kochankę, pomoc kuchenną. Stłumiony krzyk. Nóż wchodzi w ciało, niemal tak, jak przed chwilą mój klucz wchodził w zamek. Kałuża krwi powiększa się, rośnie z sekundy na sekundę, zaraz dotknie moich butów. Wycofuję się. Zamykam drzwi. Przekręcam klucz. Pokój nr 12 - wszystko w porządku. Mój nocny obchód zrobiony.

Lubię nocki.