Nie tylko okołostadionowymi sprawami człowiek żyje, zresztą na nadchodzącym piłkarskim turnieju i tak niczego wielkiego nie zwojujemy, za to zwojowaliśmy w innej dziedzinie. Dizajnie mianowicie. I to coś jakby mistrzostwo świata. A właściwe... sześć mistrzostw. Albo sześć czerwonych kropek. Nagrody Red Dot Design Awards, przyznawane są od 1955 roku w Design Zentrum Nordrhein Westfalen w Essen i uznawane są na całym świecie jako jedne z najbardziej prestiżowych w dziedzinie wzornictwa przemysłowego. Polscy projektanci od pewnwego czasu całkiem regularnie otrzymują laury w tym międzynarodowym konkursie. W tym roku nagrodzono: piekarnik, fotel, ssak chirurgiczny, pieczątki, zestaw prysznicowy oraz recepcyjną ladę Zig-Zag. I już wiecie dlaczego o tym piszę. Lada piękna jest jak szuwary o świcie, podświetlana ledowo, zmieniać kolory może, modyfikować i dostosowywać do swoich potrzeb się ją da. Tak wygląda:
Wszystko ma, ergonomia jest, flaszkę się da schować pod spodem - cacy. Dzwonimy do producenta, firmy MDD z Sępólna Krajeńskiego.
Poproszę taką do hosta. Taką jak na początku filmu, tak. Ile to będzie razem? Policzmy: - dwa te takie fronty piękne szuwarowe: 16100 PLN, acha ale to są takie z białą świetlówką tylko, a ja dyskotekę chciałem, więc to będzie 18600 PLN, czemu tak drogo, a bo to z metalu, acha, no tak, jasne - te boczki żeby mi nie zaglądali: 345 PLN - nogi pod blat: 345 PLN - sam blat razy dwa: 490 PLN - te tam takie te, żeby mi się kable od kompa i ładowarki nie plątały: 250 PLN RAZEM: 20030 PLN. A rabat jakiś da radę? 30 zł? A to super, no tak, będzie okrągłe 20 kawałków spuer, nie będzie wydawaniem reszty kłopotu...
Dwadzieścia tysięcy za ladę. To ja idę do Biedronki. Tam też mają kropki. I Błaszczykowskiego.
Wczoraj w telewizorze pokazali słynny reportaż angielskiej państwowej telewizji pt. "Stadiony nienawiści". Wiadomo o jaką nienawiść i czyje stadiony chodzi. Kto czyta tego bloga, ten wie, że Cieciowa opinia na temat kibolskiego antysemityzmu w Polsce ogólnie, a Magicznym Mieście szczególnie, jest jednoznaczna, jednak przyznać muszę, że brytyjski dokument rzeczywiście wydał mi się tendencyjny. Z tej okazji krótka scenka rodzajowa.
Przychodzi Anglik do hostelu. Anglik: Bardzo u Was miło, czy można jeszcze przedłużyć pobyt? Recepcjonista: Niestety, wszystkie miejsca na dzisiejszą noc są już zajęte. Anglik: Na pewno nic się nie da zrobić? Recepcjonista: Może BBC pana przygarnie na dostawkę, zarezerwowali podłogę w piwnicy. Anglik: ??? Recepcjonista: Szukają tematu.
Po pobycie w piwnicy Hostelu Butik BBC nie wróciło już na antenę.
Magiczne Miasto miastem tłumów jest. To właśnie ten fakt zainspirował Grzegorza Turnaua do stworzenia pieśni ze słynnym refrenem "zwieść cię może ciągnący ulicami tłum". Bo w w Magicznym Mieście a to papież na Błoniach...
a to pogrzeb prezydenta...
a to kolejki po zapiekanki na pl. Nowym...
czy po lody na ul. Starowiślnej...
Zwariować można. Wszystkie te tłumy podejrzane i niosące zagrożenie niczym, nie przymierzając, grupowa rezerwacja. Niech się uspokoją, niech nie histeryzują. Parafrazując Turnaua: "i tak wszystko ch...". A tym razem znowu... Magiczne Miasto, nieutulone w żalu z powodu nieprzyznania mu tytułu Miasta Gospodarza Euro, dostało na osłodę trzy otwarte treningi mieszkających w nim reprezentacji Anglii, Holandii i Włoch. Darmowe. Chęć zobaczenia na własne oczy gwiazd europejskiego futbolu wyraziła więc spodziewanie duża liczba osób. To znaczy - spodziewanie dla wszystkich, tylko nie dla organizatorów. I skończyło się tak:
Ćwierć minuty bolesnej prawdy o hostelach w kreskówkowym amerykańskim wydaniu, czyli znakomity Family Guy i jedna z jego słynnych retrospekcji (tłumaczenie moje).
PETER GRIFFIN Cześć, poproszę pokój, najlepiej taki w którym będę musiał spać z moim plecakiem przytwierdzonym do ciała taśmą klejącą. CIEĆ Mamy taki, w którym jacyś włoscy backpackersi porozkładali wszystkie swoje ubrania na każdym łóżku. PETER GRIFFIN Doskonale. Czy moi współspacze będą cały czas rozmawiać o mnie w obcym języku? CIEĆ Tak, będą, proszę pana. PETER GRIFFIN Świetnie. Zamierzam odbierać u was swoją pocztę i chciałbym posiedzieć w tej przegródce przez cztery lata. Acha, przy jakiej ulicy jest czynna łazienka?
Swoją drogą - stary ten recepcjonista. Prawie tak jak ja ;)
Nie, to nie jest załoga Hostelu Butik. To nasi bratankowie z budapesztańskiego Grandio Party Hostel. Wrzucili to na fejsa wspominanego już kiedyś przeze mnie HostelWorkera. Skandal. Hańba. Grzech ciężki. Zwróćcie uwagę, że na tym zdjęciu nikt się nie uśmiecha. A przecież w hostelach uśmiechamy się cały czas, bo hostele są cool i my w hostelach też jesteśmy cool i to bycie cool też jest cool... Powiedzcie cziiiiz! Mondjátok, hogy "csíz"!