No, spadł wreszcie niewdzięcznik. Śnieg, znaczy. Z tej okazji, jak i na poczet nadchodzących Świąt, odrobina magii na blogu. Jak sobie kursorem poruszacie, to śniegiem delikatnym Wam sypnie. Dopuszczam też interpretację, że to magiczny pył. Ewentualnie kokaina. Tak dyskretnie, niedużo, bo wiem, że internauci nie lubią, jak im się wizual zbytnio osładza. No, chyba, że mają 12 lat i czytają blogi o szczeniaczkach, względnie My Little Pony. Jest też gwiazda. W sensie kometa. A może Wenus. A może Krzyż Południa. Ale krzyż to w sumie nie te święta. To znaczy te też, ale w perspektywie. Ech, trudne to wszysko... Abstrahując od teologiczno-astronomicznych zawiłości, jakbym na ciecieoblogu takie lokalne Google Doodle na różne okazje robił, to by dopiero było! Już mi chyba odbija. Ale wiem nawet czemu.
Gdziesik wyczytałem w gazecie ostatnio, że okres świąteczny charakteryzuje się zwiększonym odczuwaniem samotności. A praca ciecia w Magicznym Mieście wbrew pozorom jest bardziej pracą samotniczą niż drużynową. Niby się wielu gości przewija, międzynarodowe kontakty zawiera, ale wszystko to jakieś takie powierzchowne i w ostatecznym rozrachunku biedne cieciątko zostaje samo wpatrzone w monitor w oczekiwaniu na kolejnego maila z rezerwacją. A już szczególnie da się to odczuć podczas nocnej zmiany o 4 nad ranem. Z tym, że wtedy żadne maile nie przychodzą. A już zdecydowanie szczególnie samotnie jest podczas zmiany w Wigilię. Wiem z autopsji. Poniższy KAFEL SZÓSTY dedykuję wszystkim tym, którym samotność może nie dojmująco, ale jednak troszku doskwiera. Wiem, że to trochę związkocentryczne ujęcie, a nie wszystkie samotności mają tego typu podłoże, ale tak wyszło. Zawsze możecie kontrkafel wystosować. Wiem, wiem, nie chce się nikomu. Jestem samotny w temacie kafli. Chlip, chlip...
Kaf. 6
A jesli los biednej kaczki (kaczora?) jednak nas wzrusza (bo co do losu Ciecia - to nawet się nie łudzę), zawsze możemy trochę kursorem nad nią (nim?) pomachać. Nie żeby miało pomóc, ale przynajmniej pobłyszczy chwilę.
PS
A tak poza tym - a propos błyszczenia - doznałem oświecenia i otagowałem wszystkie notki. Zeszło mi trochę, ale za to teraz można z prawej strony znaleźć ładną chmurkę ze słowami kluczowymi. Mam nadzieję, że zainteresowanym ułatwi to lekturę na konkretne tematy. Jest jeszcze parę innych zmian, myślę że widocznych. Czego się nie robi, by zabić samotność, nie?
Cholercia. No nie da rady. Jak się temat ho(s)telu w sztuce pojawia, to od razu musi być smutno. To znaczy mnie to pasuje, ale nie wiem czy Szanownemu Czytelnictwu. Ach, i musi być jeszcze o miłości. Ktoś z Państwa zasugerował ostatnio, żebym muzyczne okołohostelowe skojarzenia uruchomił, bo było już co nieco o filmie, były wiersze, kronika policyjna, ostatnio nawet relacja sportowa się napatoczyła. Okej. Uruchomiłem. Na pierwszy ogień zapuśćta pleja tutaj:
Tom Tom's Room, Brad Mehldau & Bill Frissell
Pięknie. Baaardzo pościelowo. Plus - zwróćmy uwagę na dialog. O bobrze. A jeśli jest o bobrze, to musi być o miłości... Wtajemniczeni będą wiedzieć o co chodzi. Motyw pochodzi z filmu Million Dollar Hotel. Teraz coś z naszego rodzimego podwórka:
Uciekaj, moje serce, Seweryn Krajewski
Moim skromnym zdaniem jest to jedna z najpiękniejszych polskich piosenek w historii. A powyżej najpiękniejsza jej interpretacja. Gdzieś w hotelowym korytarzu krótka chwila... Okej, stop, bo będę ryczeć i przed gośćmi się skompromituję. Ekhm, ekhm. No to teraz - klasyka:
Hotel California, The Eagles
Oj, jak smutno. Jeśli dodam jeszcze, że tekst piosenki otwiera stosunkowo szerokie pole do interpretacji, gdyż ostatnia zwrotka sugeruje, iż tytułowy hotel może być tak naprawdę szpitalem psychiatrycznym, a kto wie, nawet i metaforą czyśćca, to już w ogóle się pochlastać można. Unikamy więc rozlewu krwi i czym prędzej zmieniamy nastrój:
The Ballad of John and Yoko, The Beatles
O co biega? Kluczowa jest zwrotka trzecia, której tekst brzmi: Drove from Paris to the Amsterdam Hilton,/ Talking in our beds for a week./ The newspapers said, "Say what you doing in bed?"/ I said, "We're only trying to get us some peace". Otóż między 25 a 31 marca 1969r. świeżo poślubieni sobie John Lennon i Yoko Ono w godzinach 9-21 w swoim amsterdamskim pokoju hotelowym przyjmowali międzynarodowe media by porozmawiać o pokoju na świecie w ramach akcji Bed-In for Peace. Ten sam happening powtórzyli parę miesięcy później w Montrealu. Uwaga! Były bobry, choć - ku zawiedzeniu pismaków - tylko na zdjęciach, które rozwiesili na ścianach. No dobrze, to teraz wisienka na torcie:
Der letzte Tag, Tokio Hotel
Niegrzecznie słitaśne i mrocznie koffane emochłopaki, na widok których myśli każdej (nie)szanującej się gimnazjalistki zaczynają niebezpiecznie krążyć wokół tematyki bobrów. Niom. Na szczęście bez dowodu w Europie gości nie meldujemy, więc nici z pokoju i trzeba będzie poczekać aż starzy z chaty wybędą. Kurczę, a może właśnie w Tokio meldują dzieciaki i stąd nazwa zespołu? Acha, mam nadzieje, że jasne jest dla Państwa - oczywiście Tokio Hotel sucks!
...a więc proszę Państwa, szkoda, że państwo tego nie widzą, stacje meteorologiczne Magicznego Miasta zanotowały w ciągu ostatnich kilku godzin znaczący wzrost gęstości smogu unoszącego się na głowami mieszkańców grodu, spowił on urokliwe miejskie uliczki mglistym woalem, czym dodał jeszcze miastu owemu magii, jednak jeśli tu przyjedziemy, uważajmy gdy popijać będziemy magiczne piwko w jednej z magicznych knajpek aby nie kaszleć i nie zalać tchawicy solidną porcją magicznego trunku, tchawice bowiem będą nam potrzebne już za pół roku, dlaczego, proszę Państwa, zanim padnie odpowiedź na to pytanie, odpowiedź radosna i przejmująca, odpowiem na pytanie inne, które, jestem tego pewny, urodziło się w Państwa głowach już jakiś czas temu, są przecież Państwo inteligentni i dociekliwi, jak każdy szanujący się Nadwiślanin i dodam, że nie bez przyczyny o narodowościach wspominam i myślę, że tym napomknięciem wywołałem w Państwa głowach kolejne pytanie, istna lawina pytań, nie taka jednak śmiertelna, jakaż to radosna lawina, zresztą przecież nie ma śniegu, coś słaby pod tym względem tegoroczny grudzień, słaby, ale po kolei, skąd ten smog, zastanawiają się Państwo, taak, taak, widzę ich, to hotelarze Magicznego Miasta energicznie zacierają ręce, a znad ich spracowanych dłoni unosi się proszę Państwa dym, dym wywołany tym tarciem unosi się do atmosfery i zwiększa gęstość smogu, teraz już Państwo wiedzą i powtórzę, szkoda że Państwo tego nie widzą, ten smog jest niczym, że tak powiem, Wawelski Smok, bo i smoczy to sukces proszę Państwa, chciałoby się rzec, wielki trzygłowy smok sukcesu szacownego nadwiślańskiego grodu, smok który jednak nie pożera, smok łagodny ale i dynamiczny zarazem, taki to proszę Państwa smok, drodzy Państwo, giganci, co ja mówię, tytani przyjeżdżają do Magicznego Miasta na pobyt swój, trenować będą na obiektach okolicznych, spać miesiąc cały proszę Państwa i być może inne rzeczy robić, któż oni pytacie, będą to mistrzowie niedawni światowi z Krainy Bunga Bunga, wraz z nimi wicemistrzowie obecni z Ziemi Kanabisu Legalnego oraz głodni powtórzenia sukcesu sprzed kilkudziesięciu lat i zdobycia tytułu światowego mistrza fajterzy z Wysp Lewostronnego Ruchu, waleczne to ekipy, krwi że tak powiem żądne, bo i gra niczym bitwa przecież, cytując klasyków dwudziestu dwóch mężczyzn o manualnej sprawności nogi przewyższającej sprawność ręki, uganiających się za skórzanym okrągłym przedmiotem pożądania, ale proszę Państwa, co równie ważne przecież wobec kogo, wobec setek, tysięcy, milionów oglądających przed telewizorami i na żywo i o tych drugich tysiącach właśnie tu mowa i to ze względu na nich tak radośnie zacierają ręce właściciele obiektów noclegowych, bo wraz z drużynami przyjadą niczym dworska czy prezydencka świta oni, kibice wierni i bynajmniej nie bierni przecież, aktywnie kupujący, tłumnie korzystający z usług, również i tych podejrzanego sortu, których szczegóły przemilczę, nadajemy w końcu w paśmie dziennym, muszący coś jeść, gdzieś spać i wydalać, to drugie, a także ze wstydem muszę powiedzieć trzecie, będą robić w lokalnych hotelach, schroniskach, kwaterach prywatnych, kempingach, na dworcach, pod mostami, w parkach i, last but not least, w hostelach, taaak proszę Państwa, co za emocje, kto da więcej, ceny rosną, dym unosi się już nie tylko z rąk ale i znad głów menadżerów i kierowników recepcji, myślą twórczo, myślą intensywnie, jak zrobić, żeby zarobić, czy kibice z Ziemi Kanabisu Legalnego nie będą zbyt często wpadać w depresję, skoro ich kraj jest w jednej czwartej położony pod poziomem morza, czy na potrzeby mieszkańców Wysp Lewostronnego Ruchu przestawić kierunek odkręcania i zakręcania kurków w kranach, czy wreszcie przyjmować ewentualne łapówki za rezerwację lepszych pokojów od gości ze słynącej z korupcji i nepotyzmu Krainy Bunga Bunga, pracownicy obiektów noclegowych dołączają się do zacierania rąk, licząc na premie i podwyżki, choć nie czynią tego tak entuzjastycznie jak kadra kierownicza, lekko być może obawiając się ewentualnych uszkodzeń ciała ze strony znanych z waleczności i zadziorności mieszkańców z Wysp, nie są także pewni czy nie będą musieli sprzątać po przybyszach z Ziemi Kanabisu, którym po skonsumowaniu przywiezionych z kofiszopów zapasów przyjdzie do głowy jeździć po obiekcie rowerami, boją się też nieco, że ich jaźnie zostaną zmasakrowane w wyniku nadmiernego słuchania piosenki "Volare", puszczanej z lubością godną hymnu narodowego przez mieszkańców Krainy Bunga Bunga, mimo tych wszystkich obaw liczą jednak, że będzie dobrze, wierzą że nawet jeśli reprezentacja Nadwiślańskiego kraju jakimś cudem nie wygra tych mistrzostw, to wygrają oni, po trudnej walce, walce okupionej licznymi kontuzjami, ale wygrają, wygrają wspólnie, wygrają wszyscy, wygra Nadwiślański Kraj i wreszcie wygra Magiczne Miasto, zwycięstwem swoim udowadniając sprawność organizacyjną i przekonując niedowiarków, że Zimowa Olimpiada w pobliskiej Śnieżnej Pipidówie jest pomysłem realnym i wartym rozważenia przez międzynarodową opinię publiczną, halo halo Janku, oddaje głos do studia w Warszawie...
Oda na cześć kompaniji dziarskiej, która renowacyję budynku przy placu imć Matejki Jana niemal do chwalebnego końca doprowadziła i Ciecia w recepcyji swej ukontentowała, melancholiję w sercu jego wrażliwem jednakowoż również wywołując, co rymami swemi poniższemi zaświadcza
Fasadę nam odpicowali.
Choć kryzys w Unii - radę dali!
Teraz swym blaskiem w oczy wali.
Zeszło im sto roboczogodzin,
A po powrocie do swych rodzin
Krzyknęli "już was nie zagłodzim!"
Dostali nasi robociarze,
w piątek po szychcie, jak Bóg każe
pensję - kupią dzieciom draże,
Żonom (bądź Mężom?) coś tam wręczą,
Z radości skoczą nad poręczą,
Z kumplami litra pół wymęczą
I w Polskę pójdą Drodzy Moi,
Rzucą się serca do podwoi
Raju, co w wódce blizny goi...
A potem gdzieś na ławkach legną,
Upstrzonych wokół lśniącą flegmą
I ku snom pięknym w dal pobiegną.
Świt ich poniedziałkowym chłodem
Obudzi. Strzelą dużą wodę,
Dziś nie pojadą samochodem:
Na nogach pójdą chwiejnym krokiem
Na rusztowania, tuzin okien
wymieniać, gdzieś pod jakimś blokiem.
Tynk strukturalny kielnią chlapną,
Kufajki szczelniej kołnierz zapną.
Do piątku. Wtedy znów odsapną.
Parter i balkony będą pewnie wkrótce...
...jeśli robociarze dotrą po tej wódce.
Piękna jest stolarka...
...okucia...
...detale...
...tylko zdjęcia robi ktoś niepiękny wcale.
Dziękuję za uwagę. Ludu Pracujący Miast i Wsi! Pozdrawia Cię Twój brat! Wszelkie skargi i zażalenia - np. że komuś tu coś imputuję i dlaczego robotnik miałby być z definicji alkoholikiem - prosimy składać w formie pisemnej na ręce Menadżerki Hostelu Butik - oficjalnego sponsora niniejszego bloga od jego zarania!
Kiedyś była Lady Gaga, a teraz będzie Naczelny Satanista Kraju. Wszystko przez te pentagramy w recepcji (patrz: parę notek wstecz), coś mnie "opętuje" chyba...
Przychodzi Nergal do Hostelu Butik.
- Aaargh!
- Witam Jego Mroczność.
- Shą dwuoshobowhe z łazhienkhą? Haaarh!
- Tak.
- Pophroszhę 666. Dla mnhie i dla moich Leghionów Ciemnhości. Gnarl!
- Niestety, to nie Hotel Gołębiewski, mamy tylko 12 pokojów. Ale mogę zakwaterować Jego Mroczność w pokoju nr 6 na 6. piętrze. Ma 6 łóżek. Chyba da radę, słyszałem, że tacy goście mogą zmieścić się nawet na łebku od szpilki...
- Bhiorhę. Grrr!
- W cenę wliczone jest śniadanie.
- Nie potrzebha. Mhacie tuthaj przhecieżh dhużo ghołhębi, nie? Mlask!
Książę Ciemności w trakcie spożywania śniadania w naszym
hostelu. Fajny gość, wcześniej pomógł nam malować jeden
z remontowanych pokojów. Trochę się przy tym pobrudził.
Uprzejmie upraszam o podawanie propozycji kolejnych VIP-ów, którzy mieliby odwiedzić Hostel Butik. Potraktuję to jako zadanie i najciekawsze sugestie obiecuję wykorzystać w nadchodzących notkach.