15.07.2011

Piątek, zmiana h1 - czyli cywilizacja obrazkowa

Zaczynam doceniać zalety posiadania skanera w pracy. Spodobało mi się. Cywilizacja obrazkowa i te sprawy.
Jak powiedzieć, że potrzebuje się miotły i ścierki do podłogi, gdy jest się młodą rezydentką Hostelu Butik (tak tak, [fanfary] to właśnie tam pracuję [koniec fanfar]) i nie zna się angielskiego? Oczywiście tak:

Kto policzy włosy w miotle?


Dodać muszę, że dziewczyna przyszła z już wcześniej przygotowanym rysunkiem. Urzekł mnie ten realizm. Tak bardzo, że nie mogłem się powstrzymać i dorysowałem kałużę. Samo życie.

PS
Dziś od razu po pracy wyjeżdżam na zasłużony (czy menadżer mnie czyta?) urlopik. Fajnie, że jesteśmy tylko minutkę od dworca, nie będę musiał zbyt długo dźwigać bagaży. No i wyszło, że coś tu reklamuję. Do zobaczenia za +/-10 dni!

12.07.2011

Wtorek, zmiana h2 - czyli Apokalipsy część druga (i nie ostatnia)

Nie wyrobiłbym się z dzisiejszą notką, gdyby nie awaryjna sytuacja związana z nagłą nieobecnością mającej mnie zmienić koleżanki, która zmusiła mnie do zostania na dodatkowe dwie godziny na posterunku. Korzystając z nadprogramowego czasu, skwapliwie dzielę się kolejną porcją portalologicznej wiedzy. Cóż, "ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś" (kto pamięta z czego to?).

Podstawowy dylemat, z którym poradzić musi sobie właściciel noclegowego obiektu, wkraczając na śliski grunt internetowych portali rezerwacyjnych to struktura pokojów, które sprzedaje za ich pośrednictwem. Dajmy na to, ze w hostelu jest jeden pokój z czterema łóżkami pojedynczymi. Na pierwszy rzut oka sytuacja jest jasna i prosta - zapisujemy go jako tzw. quad (quadruple), przydzielamy mu odpowiednią cenę i poszły konie... Co jednak, gdy na stronę z naszą dostępnością wchodzi akurat dwoje dajmy na to zakochanych w Wajdzie, Chopinie, wierzbach płaczących i Kieślowskim Japończyków, którzy szukają noclegu maksymalnie w promieniu 3 kilometrów od wawelskiego czakramu? No nie kupią. Po co mają przepłacać? A jeśli na ten pokój nie znajdą się już czterej chętni? Najczęściej ludność szuka pokojów dwuosobowych. Darwin miałby w tym temacie zapewne coś do powiedzenia ;) Będzie więc pokój stał pusty, a mógłby być choć w 50% zajęty. Mógłby pracować na nasz dobrobyt. W takim razie może lepiej zapisać go jako dwójkę? Ale jeśli akurat Japończyków będzie czworo? Teraz nie kupią już na pewno, bo skąd mają wiedzieć, że w tym pokoju tak naprawdę czekają na nich cztery świeżutkie, wyprane komplety pościeli na czterech mięciutkich, gościnnych polskich łóżkach. A gdyby - o przemyślności ludzka - zapisać ten pokój jako DWA? Niech będzie i czwórką, i dwójką. Logika cudownego rozmnożenia podpowiada nam coś więcej, eureka! Tak, on może być także trójką przecie! Jedynką nawet. Ale tu kolejny dylemat. Japończyków jest multum, Tokio pęka w szwach. A jeśli, nie daj Boże, przyjechać ich będzie chciało pięcioro? W układzie 2+3? I zarezerwują tę naszą nieszczęsną czwórkę jako dwójkę i trójkę, nie wiedząc, że zarezerwowali jeden i ten sam pokój? A więc maksymalizować zyski, ryzykując tzw. przebukowanie? Czy grać asekuracyjnie, nie wykorzystując w pełni możliwości, jakie są dane? Właściciel duma i podejmuje decyzję. A cieć sprawdza dostępność i wychodzi mu na przykład takie coś:


Zgroza w czystej postaci.


Flaki Lewiatana.

C. d. n.

10.07.2011

Niedziela, zmiana h3 - czyli Apokalipsy część pierwsza

Ostatnio prawie się udało o synergii, dziś - może uda się wstęp do portalologii.

Portalologia... Nauka trudna to jest. Wiedza tajemna. Dziedzina wciąż niezbadana. Nie bez przyczyny słowo to bardzo przypomina inne jeszcze - patologię. Rezerwacyjne portale internetowe są bowiem postrachem cieciów z hosteli Magicznego Miasta. Źródłem frustracji.  Portale prowadzą do krain mroku, trwogi i rozpaczy. Są niczym mityczny labirynt Minotaura, który przechodzimy co noc, pozbawieni asekurującej nas nici. Są jak biblijny Lewiatan, przerażający ogromem, pożerający swoje ofiary w całości i znaczący swoją trasę pływającymi na powierzchni morza internetu odgryzionymi kończynami i pogruchotanymi czaszkami cieciów, którzy sromotnie przegrali nierówną walkę z potworem. Są jak Dantejskie inferno, którego bramy opatrzone napisem "wy, którzy tu wchodzicie, porzućcie wszelką nadzieję", zwiastują wieczne męki; są jak Matrix, jak Armageddon, jak wojna w Wietnamie, reality show, ptasia grypa, bakterie E. coli... A imiona ich Krwiożerczy HostelWorld, Okrutny Booking.com, Sprośne Laterooms, Bezbożne Venere, Bezlitosne HostelBookers, Lubieżne Engrande, Niepohamowany HostelsClub, Bezwstydne Gomio...

W czym rzecz? Portale owe, oprócz prezentowania wizytówek obiektów noclegowych z całego świata, oferują możliwość bezpośredniego dokonywania rezerwacji pokojów on-line. Wspaniała ta funkcja jest błogosławieństwem dla większości tego typu miejsc, gdyż rezerwacje dokonywane w ten sposób stanowią dużą część ogólnej liczby rezerwacji w obiekcie. Sęk w tym, że każdy z portali kieruje się zupełnie innymi, wypracowanymi indywidualnie, zasadami funkcjonowania - począwszy od sposobu informowania hostelu o przychodzących rezerwacjach, przez kategoryzację pokojów, na sposobie zapisu wolnych miejsc skończywszy. To ostatnie jest zresztą najbardziej niewdzięczną częścią zagadnienia, bowiem to właśnie ciecie na nocnych zmianach dokonują aktualizacji dostępności pokojów na portalach - tak, aby faktyczny stan zarezerwowania hostelu zgodny był z jego wirtualnym odpowiednikiem. Jeśli będzie inaczej - strzeżcie się, o nieszczęśnicy! Nadejdzie bowiem godzina OVERBOOKINGÓW!

O tym w następnym odcinku. I może nawet printscreeny będą, jak mnie natchnie.

9.07.2011

Sobota, zmiana h2 - czyli bierzcie i jedzcie

Sobotnie popołudnie. Obłożenie - na oko z 75%. Nie jest źle. Znaczy się - starczy na wypłaty dla załogi. Chyba, że goście zjedzą za dużo sera.

Na wspomnianym już zebraniu personelu Menadżer poruszył trudną i delikatną kwestię bufetu śniadaniowego. Przy okazji opisał zjawisko, które dla własnego użytku nazwałem efektem Synergii Apetytu Grupy (SAG). Najpierw wprowadzenie-dygresja. Uważny czytelnik być może dostrzegł, że w oficjalnym menu naszego hosta nie występują ani żółty ser, ani wędliny. Nie oznacza to wcale, że takowych nie serwujemy, są one jednak tzw. "miłym dodatkiem" do naszej śniadaniowej oferty. Nie widziałem jeszcze co prawda gościa, który powitałby choć cieniem uśmiechu wystawione na stole półmiski z serem i szynką, nie odczułem ani odrobiny ciepłych i serdecznych myśli, jakimi otaczać mieliby nasz przybytek goście na widok żółtej talii plastrów goudy czy edamskiego, tudzież krakowskiej suchej bądź sopockiej parzonej. Może nie czytają uważnie mejli z potwierdzeniem rezerwacji, w których piszemy co czekać będzie ich podniebienia między 8 a 10 rano, kiedy wystawiamy bufet na ich pastwę. Niech będzie, że to wina brutalnego konsumeryzmu, który wypaczył zachowania społeczeństwa i sprawił że przestało ono doceniać bonusy i zaczęło traktować je jako oczywistą oczywistość. A spożycie sera i szynki musi przecież cieć-recepcjonista kontrolować. W trakcie zebrania pomyślałem sobie, że może warto by opatrzyć rzeczone półmiski oprawionym w ramki napisem "MIŁY DODATEK", ale to chyba nie najlepszy pomysł. Coś jak kartka "ZBIERAM NA PIWO", którą często widujemy w dłoniach rozbrajająco szczerych osobników na ulicach Magicznego Miasta (i nie tylko). A dziś, robiąc sobie herbatę w hostelowej kuchni wpadłem na pomysł dużo subtelniejszego przekazu. Nad bufetem śniadaniowym powinien wisieć następujący tekst:

SERdecznie witamy na wliczonym w cenę śniadaniu, zjedzcie wszystko do ostatniej kruSZYNKI.

No, co? Mnie się podoba.

Miała być dygresja, a wyszła notka. Wobec tego o efekcie SAG - kiedy indziej.

8.07.2011

Piątek, zmiana h1 - czyli gość w dom, Bóg w dom

Jako najstarszy (czy stażem, czy wiekiem - nie powiem) recepcjonista, dostałem na wczorajszym zebraniu załogi hostelu polecenie sporządzenia krótkiej, acz treściwej instrukcji postępowania w przypadku gości, którzy potrzebują wizy na przyjazd do Polski. Moment, w którym na hostelową skrzynkę mailową przychodzi prośba od jakiegoś Wasilija tudzież Dymitrija, żeby wysłać do ambasady faks z potwierdzeniem jego rezerwacji, jest jednym z boleśniejszych momentów w życiu ciecia-recepcjonisty. Najczęściej oznacza bowiem początek małej epopei dyplomatycznej, obfitującej w niezliczone przygody, jak np.:
- negocjacje dotyczące kwoty, którą ma wpłacić rezerwujący, zakończone wielokrotnym odrzuceniem transakcji przez terminal kart płatniczych;
- niemożność wysłania faksu wynikająca z wklepywania błędnie podanego numeru;
- skracanie lub zmiana terminu rezerwacji kilkanaście minut po pomyślnym wysłaniu faksu;
- niemożność odczytania załącznika ze skanem karty kredytowej, który zapisany jest w formacie rozpoznawanym jedynie przez system operacyjny Linuks;)

Promienny uśmiech i uczucie ulgi po pomyślnie przeprowadzonej procedurze nie oznaczają jednak wcale jeszcze końcowego sukcesu. O tym na końcu tego wpisu, a wcześniej - tekst rzeczonej instrukcji. Ciekawe czy nasz Menadżer go zatwierdzi.


AMBASADY - Z CZYM SIĘ TO JE?

Procedura dotyczy w większości przypadków gości z krajów rosyjskojęzycznych lub Afryki. 

ZASADA NAJWAŻNIEJSZA:
Należy poinformować gościa, że w jego przypadku pobieramy PEŁNĄ OPŁATĘ za pobyt, której w przypadku anulacji NIE ZWRACAMY. Dopiero po uregulowaniu płatności możemy sporządzić potwierdzenie.

Do sporządzenia potwierdzenia dla ambasady potrzebujemy:
- imię i nazwisko gościa
- datę urodzenia
- numer paszportu
    Jeśli będziemy ściągać należność z karty terminalem należy wcześniej uzyskać SKAN TEJ KARTY (obustronny), by upewnić się że należy ona rzeczywiście do osoby rezerwującej.

    Wpisujemy do potwierdzenia (można skorzystać z zapisanych w komputerze poprzednich potwierdzeń) dane gościa, datę rezerwacji oraz informację jak i kiedy zapłacił za pobyt. Datę sporządzenia pisma, oraz dane hostelu także. Najczęściej potwierdzamy w języku angielskim, czasem po polsku. Potwierdzenie drukujemy, przybijamy pieczątkę hostelu i podpisujemy. Następnie wysyłamy je faksem na numer, który wcześniej podał nam gość. Kopię cyfrową wysyłamy gościowi na maila oraz zapisujemy w katalogu 'zaświadczenia do ambasad' na pulpicie.

    Końcowym, niezwykle miłym akcentem całej procedury będzie moment meldowania, podczas którego tradycyjnym staropolskim zwyczajem witamy gościa chlebem i solą ;) Jest to czynność nieobowiązkowa, zależna od psychicznej dyspozycji recepcjonisty danego dnia oraz aktualnych zapasów chleba w okolicznych sklepach. Uwaga, podanie nieświeżego chleba będzie równoznaczne z działaniem na szkodę hostelu i szarganiem dobrego imienia Ojczyzny. Uwaga, sól użyta w ceremonii powitalnej bezwzględnie musi pochodzić z kopalni w Wieliczce, co podkreślać będzie lokalny koloryt miejsca.

    No właśnie. Bo taki gość w 99% przypadków swoją rezerwację w Magicznym Mieście anuluje lub po prostu nie przyjeżdża. Chodzi mu tylko o uzyskanie wizy.